poniedziałek, 28 stycznia 2019

[493] Jola Czemiel- 'Protektor'

***


Autor: Jola Czemiel
Tytuł: Protektor
Seria: -
Wydawnictwo: Novaeres
Stron: 419

Dwójka archeologów- amatorów natrafia na dziwne znalezisko: mumie, które nie przypominają niczego, co do tej pory widzieli. Po skontaktowaniu się z odpowiednimi władzami zostają uprowadzeni.
W tym samym momencie Benedict Rutherford, najemnik w stanie spoczynku, postanawia otworzyć biuro detektywistyczne w sercu gwarnego Londynu. Praktycznie od razu trafia mu się wręcz banalne zadanie- odszukanie zaginionego notesu, a także odebranie pewnych skrzyń. Rozpoczynający karierę detektywistyczną mężczyzna jeszcze nie wie, że wplątał się w coś o wiele gorszego, niż początkowo zakładał.

Przy doborze lektur zazwyczaj kieruję się najpierw okładką, później opisem z tyłu, a posiłkuję się przy tym gatunkiem, do jakiego przypisana została dana pozycja. Jako że Protektor miał być thrillerem, a pozostałe dwa "warunki" zostały spełnione, skusiłam się. Jednakże teraz, na starcie mojej opinii muszę zaznaczyć, że owa książka -moim zdaniem- do wspomnianego gatunku nie należy. Ba, nawet obok niego nie spoczęła. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to sensacja, akcja. Dla mnie to nawet lepiej, z tego względu, iż czasem trzeba się oderwać od utartych szlaków literackich, czyż nie?

Niedobrze, kiedy lektura trąci nudą; jeszcze gorzej, kiedy akcja tak szybko prze do przodu, że czytelnik zupełnie nie wie, co może o niej powiedzieć. Dobrze, były jakieś mumie. Była grupa bohaterów (a właściwie nawet trzy), przy czym dwie składały się z "tych dobrych", zaś trzecia to zło wcielone. I... co? I nic więcej. Książka ma ponad czterysta stron, a pani Czemiel wręcz naszpikowała każdą kolejną kartkę wydarzeniami, których do tej pory nie mogę poskładać w jedną, sensowną całość. Starałam się nawet zwolnić tempo czytania, skupić na lekturze na 100%, aby sens całości jakoś do mnie przemówił, ale... po prostu się nie da. Oczy same biegną przed siebie, ciągnąc za sobą myśli i potem pozostał mi tylko jeden wielki chaos. 

Nie odczytajcie tego źle, do samej historii nic nie mam; gdyby autorka delikatnie zwolniła tempo, wybrała jeden główny wątek, okraszając go mniejszą ilością bohaterów (i przede wszystkim wydarzeń!) tak, by czytelnika nie zaczęła od razu boleć głowa od podejmowania prób powiązania wszelakich figur z kolejnymi wydarzeniami... to na pewno dałoby się to przeczytać. A tak, zwyczajnie jest tego wszystkiego za dużo. 

Podchodząc do Protektora z kilkutygodniowego dystansu myślę, że pani Czemiel w pewien sposób chciała nam pokazać, jak daleko może iść technologia- tak daleko, że zgubimy własną indywidualność. Oddamy własną prywatność, aby bez zbędnego wysiłku posiąść odpowiedzi na wszystkie pytania. Zatracimy się w "wszczepionym" świecie ułudy, manipulując otaczającym nas światem. I co więcej, nie będziemy potrzebować już żadnych uczuć.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novaeres!


niedziela, 27 stycznia 2019

[492] Jacek Getner- 'Pan Przypadek i kryminaliści'

***


Autor: Jacek Getner
Tytuł: Pan Przypadek i kryminaliści
Seria: Pan Przypadek i.../ t. 7
Wydawnictwo: Zakładka
Stron: 232

Gdzie Diabeł nie może, tam... Przypadka pośle?

Jacek Przypadek, coraz sławniejszy (bądź najgorszy, zależy kogo zapytacie) detektyw- jasnowidz po raz kolejny staje w szranki z ludźmi, którzy przecież nieustannie są banalnie przewidywalni...
Dlatego też stara się uwolnić od podejrzeń dotyczących zamordowania pewnej kolekcjonerki sztuki nowoczesnej, u której Jan Kowalski, mający afrykańskie korzenie, wynajmował pokój praktycznie pół darmo. A żeby było ciekawiej, niedługo po wspomnianej sprawie trafia się naszemu detektywowi kolejne zlecenie- odnalezienie zagubionego pomysłu na kryminał. No i nie możemy przecież zapomnieć o wojnie, jaka powstała między Cesarzową, Carycą oraz Sułtanem Polskiego Kryminału o prawa autorskie do świeżo wydanej książki. Każde z tej trójki upiera się przy "daniu życia" najnowszej powieści, wzajemnie obrzucając się winą o kradzież.

Trudne? Skomplikowane? Nie do rozwiązania? A gdzież tam! Jacek Przypadek przecież już nie raz stawał przeciwko tego rodzaju zagadkom. W końcu jest nie tylko detektywem, ale i jasnowidzem, prawda?

Siódmy tom, ho ho, jak to zleciało! Wciąż pamiętam chwilę, gdy na początku mojej raczkującej "kariery" blogerki książkowej odezwał się do mnie pan Jacek Getner, podsuwając swoją książkę pt. Dajcie mi jednego z was. Co więcej, do tej pory wspominam ową lekturę bardzo dobrze, jako jedną z lepszych, wówczas przeczytanych. Obecnie autor zmienił nieco kierunek, racząc czytelników książkami o zabarwieniu humorystyczno- kryminalnym, aczkolwiek wyszło mu to na tyle dobrze, że nie ma się o co czepiać. Dobre bo Polskie, prawda?

Szósty tom zakończył się bardzo... ciekawie. A może inaczej- prywatne życie głównego bohatera bardzo mnie zainteresowało. Mieliśmy się w końcu dowiedzieć, co z jego narzeczoną, Basią. Ponoć jej przyjaciółka ją odnalazła, po tych wszystkich latach... Poniekąd dlatego czekałam na Pana Przypadka i kryminalistów. Cóż, dostałam odpowiedź na niezadane pytanie... i -lekko spoilerując- trochę mi przykro. W imieniu Przypadka.

Jeżeli zaś chodzi o jego karierę detektywa, to nic się w niej nie zmienia; no, może tyle, że Podkomisarz Łoś wreszcie się do niego przekonał, choć przecież głośno tego nie powie. Jak w poprzednich częściach, tak i w tej starałam się uważnie śledzić każdy krok detektywa- jasnowidza, aby od razu mieć jakiś trop, malutki ślad wskazujący na winnego, cokolwiek. Niestety, i tym razem się nie udało- albo ja się zbyt łatwo rozpraszam, albo po prostu rola detektywa nie jest mi pisana.

Było zabawnie, trochę smutno, czasami poważnie. Autor pokazuje nam, że Jacek nie jest tylko żartownisiem, ale ma również uczucia, których pilnie strzeże. Ukazał nam go z bardziej ludzkiej strony człowieka, którego duszą pewne problemy. 

Warto, warto sięgnąć po całą serię. Książki nie są długie, ale spędzicie z nimi bardzo przyjemny czas.

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorowi!