wtorek, 22 listopada 2022

[763] Karol Fitrzyk- 'W ciemności'

 ***


Autor: Karol Fitrzyk
Tytuł: W ciemności
Seria: -
Wydawnictwo: Novae Res
Stron: 434

Nikt nie spodziewał się, że nadciągające nad miasto ciemne chmury niosą ze sobą coś złego. A jednak- gdy na świat spadły żółte płatki, nic już nie było takie, jak zwykle. Ludzie oszaleli; kontrolę nad nimi przejęły ich największe lęki, w imię których potrafili nawet zabić. Siebie lub innych. Wkrótce ulice miasta zasłane były trupami...

Konrad od dłuższego czasu przebywa w szpitalu psychiatrycznym, a wydarzenia na zewnątrz są dla niego odległe- walczy z własnymi demonami, które dzień w dzień próbują przejąć nad nim kontrolę. Największym lękiem mężczyzny jest ciemność; nie wie, jakie wydarzenie z jego życia doprowadziło do fobii na tym punkcie, jednak stara się walczyć o siebie. W postapokaliptycznym świecie nie będzie to łatwe- brak prądu, coraz szybciej zachodzące słońce, brak wsparcia innych ludzi, powalonych własnym strachem. Jedyną opcją jest samotne przedzieranie się przez tak bliskie mu kiedyś miasto w poszukiwaniu... kogoś? 

I znajduje -można by rzec- pomoc. Mężczyzna z jego przeszłości pragnie pomóc mu w walce z jego strachem, jednak proponowane przez niego rozwiązanie nie należy do najłatwiejszych. Konrad ma przed sobą naprawdę trudny wybór.

W ciemności, po opisie wydawcy, wydawało mi się bardzo intrygującą lekturą na coraz dłuższe, jesienne wieczory. Dlaczego? Cóż, muszę przyznać, że zaintrygował mnie świat, w którym rządzi lęk. Oczywiście, patrząc na współczesne nam wydarzenia mogę śmiało powiedzieć, że strach rządzi ludzkością od co najmniej trzech lat -jak nie pandemia, to wojna- mimo tego (na szczęście!) daleko im do tego, co działo się w książce pana Fitrzyka. Niemniej jednak kwestia dziwnych, żółtych płatków oraz ogarniającego społeczeństwo szaleństwa była dla mnie ciekawym pomysłem na fabułę i chciałam zagłębić się w treść, by poznać szczegóły swoistej inwazji lęku. 

Znowu mam mieszane odczucia względem książki. Nastawiłam się bowiem na mocną, mroczną historię o czymś nienaturalnym (mowa tu oczywiście o tych żółtych płatkach ni to śniegu, ni to czegoś), a otrzymałam coś zupełnie innego. Wiedziałam, że skupimy się na naszym głównym bohaterze, Konradzie, aczkolwiek miałam nadzieję, że i nadnaturalne zjawisko znajdzie tutaj dla siebie jakiś kawałeczek miejsca. Niestety, tak się nie stało- płatki były i znikły, i nikt specjalnie nie zajął się kwestią tego, czym były i dlaczego doszło do tego, do czego doszło. Za to bardzo intensywnie skupiamy się na Konradzie i jego walce o... wolność? 

Muszę przyznać, że momentami gubiłam się w fabule. Mieszanie przeszłości z teraźniejszością, dodawanie co chwilę nowych postaci nieźle namieszało mi w głowie. Chwilami nie wiedziałam już, co do czego i przede wszystkim kto jest kim dla kogo. Lektura najbardziej skupia się na głównym bohaterze i jego wewnętrznej walce z demonami niż na otoczeniu. Owszem, czytelnik dostaje parę krwawych, a momentami wręcz makabrycznych opisów, aczkolwiek czułam pewien niedosyt. Chciałam ten mroczny świat poznać głębiej, a nie było mi to dane. Za to o emocjach Konrada wiem prawie wszystko. I to mnie najbardziej boli- ta lektura byłaby świetna, gdyby szerzej opisać otaczającą go nową rzeczywistość. Nie twierdzę bynajmniej, że intensywne skupienie się na głównej postaci jest złe; skoro ów lęk to uczucie i atakuje każdego, to wiadomo, że i w przypadku Konrada opis jego przeżyć i wewnętrznej walki będzie szeroki. I dobrze, że autor poświęcił mu tyle miejsca- czytelnik otrzymuje szczegółową analizę wszelkiego rodzaju emocji. A jednak sądzę, że byłoby jeszcze lepiej, gdyby znalazło się też więcej miejsca dla opisu sytuacji panującej w mieście.

Książka pozostawiła we mnie misz- masz emocji; myślę, że niektórym czytelnikom może przypaść o wiele bardziej do gustu niż mnie. Aczkolwiek nie skreślam autora- ma on bowiem bardzo dobre pióro, a i pomysł był bardzo ciekawy. Co znaczy, że w przyszłości kolejne jego książki mogą być jeszcze lepsze.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Novae Res!



poniedziałek, 21 listopada 2022

[762] Lewis Carroll- 'Alicja w zwierciadlanym domu, czyli po drugiej stronie lustra'

 ***


Autor: Lewis Carroll
Tytuł: Alicja w zwierciadlanym domu, czyli po drugiej stronie lustra
Seria: Alicja w Krainie Czarów/ t. 2
Wydawnictwo: MG
Stron: 298

Alicja się nudzi; tutaj niby zabawia się z kotkami, tutaj popatruje po całym pokoju, wspominając wydarzenia z Krainy Czarów. Intryguje ją lustro, w którym -jak to w zwierciadle- jej pokój odbija się inaczej. Jeden ruch, jedno dotknięcie i już jest po drugiej stronie.

A tam... pełna dziwów podróż do krainy, którą zdążyła już zwiedzić. Tym razem trafia jednak do ogromnego ogrodu, gdzie rośliny rozmawiają między sobą, a już kilka kroków dalej ma przed sobą Białą Królową. 

Witajcie ponownie- chyba nie zapomnieliście o Krainie Czarów...?

Chyba każdy zna Alicję w Krainie Czarów- czy to dzięki licznym wznowieniom podstawowej historii, napisanej przez Lewisa Carroll'a, czy to za sprawą przeróżnych literackich misz- maszów, gdzie autorzy wzorowali się na tej opowieści. Również kinematografia rozpieszczała nas różnorodnymi wariacjami historii kilkuletniej dziewczynki, która króliczą norą dostała się do pełnej magii krainy. W każdym razie raczej każdemu obiła się ona o uszy. Fenomen tkwi w tym,  iż jest to opowieść tak zwariowana, że momentami może przekraczać wszelkie bariery ludzkiego zrozumienia. A zaznaczmy, że traktowana jest jako literatura dziecięco- młodzieżowa. Dla tych czytelników, którzy wyobraźnią uwielbiają odpływać gdzieś bardzo, bardzo daleko...

Cóż mogę powiedzieć? Nie wyobrażałam sobie lektury Alicji w Krainie Czarów bez odświeżenia sobie jej kontynuacji, która -moim zdaniem- jest troszkę mniej popularna. Niemniej jednak świat stworzony przez Lewisa Carroll'a wciąż fascynuje tak samo, a w głębi krainy czeka na nas sporo... szaleństw. Nowe wydanie, podarowane czytelnikom przez wydawnictwo MG, może cieszyć nasze oczy przepiękną, twardą i chropowatą w dotyku okładką, zaś w środku oczekują na nas liczne ilustracje. Gratka dla każdego fana Alicji, który w swej kolekcji musi posiadać każde wznowienie.

Czy byłam zaskoczona? Nie. Wiedziałam, czego spodziewać się po tej książce i sięgnęłam po nią z przyjemnością. Książka ma co prawda niecałe trzysta stron, lecz podczas lektury sami zauważycie, jak szybko one uciekają; nie da się odczuć przy niej upływu czasu. Uwielbiam sięgać po klasyki literatury tego typu- kiedyś, w latach, gdy ją napisano, musiała być całkiem sporym ewenementem wśród całego racjonalizmu. A i my współcześnie cieszymy nasze serca historią, która nigdy się nie zestarzeje. I nigdy nie znudzi!

Myślę, że tak jak i ja będziecie chętni odświeżyć sobie kontynuację wydarzeń z Krainy Czarów, do czego serdecznie Was zachęcam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu MG!