środa, 16 października 2019

[546] Jessica Vallance- 'Zaufaj jej'

***


Autor: Jessica Vallance
Tytuł: Zaufaj jej
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 416

Charlotte miała spotkać się w nowo otwartym barze z przyjaciółką, Emily, a jednak ta w ostatniej chwili zmieniła zdanie; cóż, takie rzeczy się zdarzają, a Charlotte nie należy do osób, które obrażałyby się z byle powodu. Dlatego samotnie popija drinka zrobionego przez rudowłosego barmana, obserwując otoczenie. W oczy od razu rzuciła jej się para, siedząca przy sąsiednim stoliku- kobieta po czterdziestce i młodszy od niej mężczyzna, którego kojarzyła z aplikacji randkowej. A więc po "sparowaniu" doszło do spotkania! Oboje wyglądają na ewidentnie znudzonych, a po kilku minutach Luke -Charlotte zapamiętała jego imię ze wspomnianej aplikacji- wstaje od stolika, opuszczając bar. Od tej chwili wszystko się zmieni...

Charlotte również wychodzi, ale po dłuższym czasie; kierując się w stronę wynajmowanego mieszkania, za kubłem ze śmieciami zauważa wystające, męskie buty. Co prawda nie jest to niecodzienny widok, ale i tak postanawia to sprawdzić. Właścicielem obutych stóp okazuje się Luke- ktoś go zaatakował i pozostawił na pewną śmierć. Niewiele myśląc kobieta dzwoni po pogotowie, jednocześnie starając się robić masaż serca. Przybyli sanitariusze biorą tę dwójkę nieznajomych za parę i od tamtego momentu Charlotte nieumyślnie bierze udział w tej grze w kłamstwa. A może miała w tym wszystkim swój cel... ?

Charlotte nie wyprowadziła z błędu rodziny Luke'a, która również sądzi, iż są parą. Jedynie jego siostra, Rebecca, nie do końca wierzy w ten ich związek. Mimo to kobieta ma własne problemy, z którymi stara się walczyć. Niepokoi ją jednak coraz większe zaufanie, jakim obdarzają -bądź co bądź- nieznajomą kobietę rodzice. Stawka w tej grze jest o wiele wyższa, niż mogłoby się pierwotnie wydawać.

Nie ma nic lepszego niż dobra, wciągająca intryga! Nawet się długo nie zastanawiałam nad wyborem tej książki- od razu poczułam, że to może być coś mocnego, co na długo zapadnie mi w pamięć. I -na szczęście- tym razem się nie pomyliłam.

Główna bohaterka dopiero od pięciu miesięcy mieszka w obecnym mieście, co skutkuje niewielką liczbą przyjaciół. Znajome z pracy mają własne problemy, więc i nie zawsze dysponują czasem na spotkania towarzyskie. Stąd też pomysł na założenie konta w aplikacji randkowej- Charlotte chciałaby czuć się kochana, móc dbać o kogoś. Luke co prawda tylko przewinął się gdzieś pośród miliona innych mężczyzn, ale zapamiętała charakterystyczne zdjęcie profilowe. Teraz ma go tuż przed sobą, w szpitalnym łóżku, a jego rodzina sądzi, iż jest jego nową partnerką. Po co wyprowadzać ich z błędu? Kobieta czuje, że to Los sprawił, iż znalazła jego bezwładne ciało tamtej nocy. Że Los chce, aby zadbała o jego rodzinę najlepiej, jak potrafi, odnajdując w tym swój cel. Jedyną przeszkodą jest Rebecca, starsza siostra, którą zachowanie Charlotte po prostu irytuje. I wyczuwa, że coś tu jest nie tak. 

Uwielbiam thrillery, w których autor/ autorka prowadzą mnie na manowce. W przypadku Zaufaj jej założyłam, że "tą złą" będzie Rebecca, a tu niespodzianka. Charlotte jest takim typem kobiety, która każdemu chciałaby sprawić przyjemność- można nawet powiedzieć, że stara się za bardzo, przez co ludzie raczej się od niej odsuwają. Ale każdy z nas ma swoje małe dziwactwa, prawda? Założyłam więc, że to po prostu ten trochę irytujący typ człowieka, takiego trochę podlizucha. A z biegiem wydarzeń sytuacja tylko się zaognia, a główna bohaterka wcale nie jest takim aniołkiem, za jakiego chciałaby uchodzić. 

Rebecca co prawda nie spotykała się z Luke'em codziennie, ale i tak dziwi ją fakt, że nie powiedział ani słowa o nowej dziewczynie. Choć zimna i nieprzystępna, stara się nieco ostudzić zapał rodziców odnośnie Charlotte. Sama kłamie, więc wie, jak wygląda człowiek ukrywający prawdę. Dziewczyna jej brata niby to martwi się jego stanem, ale więcej czasu poświęca rodzicom, Stephenowi i Jenny. Pragnie wkupić się w ich łaski, choć Rebecca nie wie, jaki może mieć w tym cel. A rodzice z radością otwierają drzwi domu dla tej nieznajomej dziewczyny, która zrobi wszystko, by przyjęli ją na łono rodziny. Z Lukiem, czy bez niego. 

Wbrew pozorom obie "walczące" ze sobą kobiety mają swoje tajemnice, które z łatwością mogłyby je zniszczyć. O ile prawda skrywana przez Rebeccę niespecjalnie mnie zaintrygowała, to przeszłość Charlotte już tak. Pod maską służalczości często kryje się szaleństwo...

Świetnie napisana książka, w której emocje sięgają zenitu. Nie mogłam się oderwać, przeczytałam ją w kilka godzin (dużym ułatwieniem było też to, że nie jest zbyt obszerna). Później musiałam chwilę odetchnąć, próbując ułożyć sobie to wszystko w głowie. Pani Jessica Vallance wpadła na genialnie prosty plan, jak wprowadzić nieznajomą kobietę w rodzinny sposkój i zburzyć go z hałasem. Bardzo sprawnie wkręciła się w thriller psychologiczny. Będę mieć na uwadze jej kolejne pozycje.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!


poniedziałek, 14 października 2019

[545] Louisa May Alcott- 'Małe kobietki. Wydanie ilustrowane'

***


Autor: Louisa May Alcott
Tytuł: Małe kobietki. Wydanie ilustrowane.
Seria: Małe kobietki/ t. 1
Wydawnictwo: MG
Stron: 350

Zbliżają się Święta; cztery panienki: stateczna Meg, zwariowana Jo, nieśmiała Beth i przemądrzała Amy grzejąc się przy kominku, utyskują na biedę, która panuje w ich domu oraz tęsknotę za ojcem, przebywającym na polu bitwy. Mimo smutnego nastroju, mimo wszelakich braków spowodowanych oszczędnością dziewczęta doskonale wiedzą, że posiadają coś najcenniejszego na świecie- siebie nawzajem. I mamisię, jak pieszczotliwie określają matkę, panią March. 

Ich życie składa się ze splotu mniej lub bardziej pozytywnych chwil, ale w tym całym szaleństwie to właśnie rodzina stoi na pierwszym miejscu. Oczywiście nie mogłabym zapomnieć także o chłopcu z sąsiedztwa, Laurie'm, który mimo bogactwa swego dziadka jest samotny. Cztery dziewczynki, zafascynowane tajemniczym sąsiadem, szybko zdobywają jego sympatię i tak oto do ich wesołej gromadki dołączył także chłopiec.

Dużo słyszałam o tej książce. Chociaż... może inaczej. Wiedziałam, że istnieje, że ją czytacie- co jakiś czas przewijała się gdzieś przez blogosferę. Miałam ją gdzieś na pograniczu myśli, a gdy nadeszła propozycja od wydawnictwa, skusiłam się. I Boże, jak bardzo żałuję, że nie przeczytałam jej wcześniej!

Zdawałoby się, że to taka naiwna historyjka, coś jak bajka dla dzieci, opowiadająca o życiu pewnej ubogiej rodziny, która mimo wszelkich złych wydarzeń i tak wychodzi zawsze obronną ręką. Nie. Stanowczo muszę temu zaprzeczyć. Owszem, w życiu rodziny March panuje idylla mimo biedy, ale przede wszystkim króluje tam miłość oraz zrozumienie. Każda bohaterka ma swoje wady, które nierzadko pakują je w nie lada kłopoty, ale wrodzone dobro zawsze kieruje je na właściwą ścieżkę. A jeżeli nie ono, to na straży swych dziewcząt stoi pani March, gotowa scałować łzy, podzielić się słowami otuchy czy po prostu uszczęśliwiać swoje dzieci samą swoją spokojną, bezpieczną obecnością.

Piękna jest nie tylko historia zawarta w Małych kobietkach, ale również wydanie. Wydawnictwo MG przybrało tę pozycję w spokojne, kremowe odcienie, złote litery i twardą, lekko chropowatą okładkę. Naprawdę cieszy oko, a gdy już jestem po lekturze wiem, że także i serce. Do tego w środku znajdziecie ilustracje- od razu zaznaczę, iż nie są one kolorowe jak w bajkach dla dzieci, a czarno- białe, spokojne,pasujące do całego wydania. Piękna rzecz!

Gdy po kilku dniach skończyłam swoją przygodę z tą zwariowaną gromadką czułam się... samotna. Rozpoczynając lekturę nie zdawałam sobie sprawy, że przeniosę się w tak idylliczną opowieść. Cofnęłam się aż do czasów własnego dzieciństwa, gdy ludzie nie dodawali się wzajemnie do znajomych, nawet się nie znając, a dzieci bawiły się ze sobą na dworze w każdą możliwą zabawę. Gdy BYLIŚMY. Teraz, obserwując dzieci na osiedlu czy w ogóle w moim otoczeniu, coraz częściej mam wrażenie, że od najmłodszych lat zamykamy się w ramach smartfona, tabletu- słowem, świata Internetu. Ta podróż z Meg, Jo, Beth i Amy sprawiła, że jeszcze bardziej doceniłam swoje dzieciństwo, w którym królowały wszelkiego rodzaju zabawy na świeżym powietrzu.

Było mi smutno; po przeczytaniu ostatniej strony czułam się tak, jakbym opuściła gromadkę przyjaciółek. Ale nie takich, z którymi można porozmawiać jedynie na błahe tematy, o nie; przyjaciółki, które pocieszą i wesprą mimo wszystko. Jak już wspomniałam, dziewczęta miały swoje wady- to nie tak, że autorka chciała je wykreować na zupełnie nierzeczywiste postacie- anioły, nie. Zdecydowanie są to osoby z krwi i kości, które po prostu wiedzą, co jest dobre dla ich serc. A jeżeli mają jakieś chwile zwątpienia, to szybko przypominają sobie, czego tak naprawdę pragną. I nie są to bogactwa materialne, acz duchowe. 

Jestem zakochana w tej książce, i pewnie w mojej pamięci stanie tuż obok Wichrowych Wzgórz, do których również lubię co jakiś czas wracać. Z utęsknieniem będę oczekiwała kolejnego tomu!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MG!