niedziela, 8 grudnia 2019

[561] Przemysław Gulda- 'Kortyzol'

***


Autor: Przemysław Gulda
Tytuł: Kortyzol
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 240

Większość z nas została kiedyś porzucona. Powody tegoż są różne: od najbłahszych, jak np. rzekoma niezgodność charakteru, po te dużo cięższe- zdradę, przemoc. Czasem po prostu rozchodzimy się, bo obydwie strony związku nie czują tego "czegoś". Najczęściej jednak jedna połówka zostaje zraniona, niosąc ten ból przez kolejne dni. Bojąc się ponownie komuś zaufać, by ponownie nie zostać skrzywdzonym. Zawsze mówi się, że mężczyźni nie przeżywają tak porzucenia jak kobiety; Kortyzol pokazuje nam, jak to rzeczywiście może wyglądać z perspektywy silniejszej płci.

Nigdy nie twierdziłam, że mężczyźni mogą inaczej odczuwać porzucenie niż my, kobiety; po prostu lepiej się z tym kryją. Męskie przyjaźnie opierają się jednak na innych fundamentach w porównaniu do damskich, dlatego płeć brzydsza czasem nie może liczyć na psychiczne wsparcie kumpli. Zresztą, świat próbuje nam wmówić, że prawdziwy facet nie płacze, nie przeżywa czegoś, jest siłą samą w sobie; a jednak nie od dziś wiadomo, że mężczyźni również cierpią. Czasem aż za bardzo, czego przykładem jest nasz narrator.

Jako że od mojego chłopaka nigdy w życiu nie dowiem się, jak czuł się po naszym dwutygodniowym rozstaniu (może nawet w ogóle to nie zdążyło do niego dotrzeć, tajemnica), postanowiłam sięgnąć po Kortyzol w ramach takiego swoistego badania- czują czy nie czują? Jak to wygląda od wewnątrz? Liczyłam na sporo trudnych emocji, ostatecznie rozstanie boli, i to bardzo. I... rozczarowanie. Czytam te pierwsze strony, narrator raczy nas opisami swoich cierpień, no dobrze. Czekam, aż to jakoś się rozwinie. I tu problem, bo to się nie rozwija nijak. Siedzimy z tym naszym zrozpaczonym bohaterem gdzieś w ciemnym kącie jego uczuć i nurzamy się w tym emocjonalnym błocie. Tyle że on nawet częściowo nie zachowuje się racjonalnie. Jest jak takie dziecko, któremu ktoś odebrał lizaka. Płacze publicznie (mam wrażenie, że nawet trochę pod publiczkę), liczył chyba na to, że cały świat będzie go głaskał po głowie i współczuł, że taka niedobra kobieta mu się trafiła. A ja, po poznaniu naszego narratoro- bohatera, wcale jej się nie dziwię. Jeżeli on płaczem reagował na "ciche dni", to ja dziękuję. Z taką osobą nie da się żyć.

Bogu dzięki, że książka ma zaledwie 240 stron, choć i tak to była droga przez mękę. Cały czas tkwimy w tej jego egoistycznej rozpaczy. Dlaczego egoistycznej? Ano, ma on wiele przyjaciół/ przyjaciółek, z którymi dzieli swój żal. Tyle że on nie pyta, co u nich, nie analizuje ich problemów, nie próbuje ich jakoś wesprzeć słowem czy pomóc w sposób, w jaki zawsze pomagają przyjaciele- on po prostu słucha, po czym znowu wyskakuje ze swoją "rozpaczą". Przez 90% czasu miałam ochotę kopnąć go w d***, kazać wytrzeć smarki spod nosa i ruszyć na podbój świata. Nie bądź takim mazgajem!- wrzeszczałam w myślach. Nic to. Frustracja rosła z każdą stroną.

Jak już wspomniałam we wstępie to nie jest tak, że neguję istnienie męskich uczuć, rozpaczy po rozstaniu. Że moim zdaniem facet musi być silny niczym jaskiniowiec, skupiać się wyłącznie na zdobyciu pożywienia czy zaciągnięciu kobiety do jaskini. Nie. Mężczyzna ma wszelakie prawo CZUĆ i ROZPACZAĆ, ale ujście smutku opisane w tej książce jest po prostu tragi- komiczne. I irytujące. Spodziewałam się naprawdę wielkich emocji, opisania ich w taki sposób, który zrozumie tylko serce, ale po tym... czuję wyłącznie niesmak. Teraz to już w ogóle ludzie pomyślą, że faceci cierpiący to takie ciepłe kluchy, nawet nie wiem, jak inaczej to określić. Brak tu delikatności, jakiejś wrażliwości w opisie, takiego smaku literackiego; mam wrażenie, że autor opisuje kompletną fantastykę. Nawet kobiety, które od zarania dziejów uważa się za bardziej emocjonalną płeć, nie zachowują się tak, jak nasz główny bohater. 

Nie mam więcej słów. Mam tylko nadzieję, że nigdy więcej nie trafię na taką książkę.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!


wtorek, 3 grudnia 2019

[560] Craig Russell- 'Czynnik diabła'

***


Autor: Craig Russell
Tytuł: Czynnik diabła
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 584

Rok 1935, Praga; młody psychiatra, doktor Viktor Kosarek, dostaje propozycję pracy w owianym mroczną sławą zakładzie psychiatrycznym, zwanym Hrad Orlu. Mężczyzna od dawna interesuje się tzw. czynnikiem diabła, próbując dociec, czy każdy z nas ma w sobie tę cząstkę zła, acz nierozwiniętą, czy jest ona właściwa zaledwie dla jakiegoś procentu społeczeństwa. Czy to my sami go tworzymy, a może przemawia przez nas jakaś odległa, nadnaturalna siła? W zakładzie, umieszczonym w starym zamku, Kosarek będzie miał pole do popisu- przebywa tam bowiem "Szóstka Diabła", grupa ludzi ochrzczona tym mianem z powodu swoich zbrodni. Niemalże identycznych, aczkolwiek oddalonych od siebie wiele kilometrów. 

Praga z kolei drży ze strachu; nieuchwytny morderca, któremu nadano miano Skórzanego Fartucha poluje na niewinne kobiety, bezczeszcząc ich ciała w najbardziej okrutny sposób, w jaki tylko można sobie wyobrazić. Jego tropem podąża policyjny śledczy Lukas Smolak. Szybko dochodzi do wniosku, że metody Skórzanego Fartucha są niezwykle podobne do tych stosowanych wiele lat temu przez Kubę Rozpruwacza... udaje się więc do Hrad Orlu, licząc, że psychiatrzy będą mogli wskazać mu jakąkolwiek drogę działania.

Viktor podejrzewa, kto może stać za bestialskimi mordami. Nim jednak podzieli się swoimi przypuszczeniami z policją, przeprowadzi własne śledztwo. 

Och, jak ja uwielbiam takie książki! Mroczne, zatopione w dawnych latach, gdy technologia jeszcze nie była rozwinięta tak, jak teraz. Do tego dodajcie sobie jeszcze szpital psychiatryczny umieszczony w starym zamku (dodatkowo owiany złą sławą!), a w nim zamkniętych najokrutniejszych morderców. Przepis na sukces, przynajmniej dla mnie. Zawsze jednak pozostaje ten podskórny strach, że autor nie uniesie tematu, że coś po drodze się posypie... ale spokojnie. Pan Russell stanął na wysokości zadania, racząc nas mrokiem sięgającym duszy.

Viktor Kosarek jest młody, ambitny i okrutnie przystojny (i nie, nie chodzi mi o to, że jest wręcz piękny- po prostu inni bohaterowie określają jego rysy w taki sposób). Możliwość badania Szóstki Diabła to dla niego nie lada gratka; może teraz w dowolnym czasie analizować umysły sprawców, szukając czynnika diabła. W międzyczasie poznaje także inną pracownicę zakładu, Judit, z którą być może połączy go coś więcej...

Ja tej książki nie czytałam- ja ją pochłonęłam! Dawno nie czytałam takiej historii, w której nie wiedziałam, czy za wydarzenia odpowiadają szaleńcy, czy istoty nadnaturalne. Wspomniałam również o niezwykłej atmosferze grozy, jaką stworzył autor. Główny bohater jest zamknięty w starym zamku, którego poprzedni "właściciel" dopuszczał się wielu nieprawych czynów. Miejscowi omijają budowlę szerokim łukiem, patrząc z przerażeniem i niejakim obrzydzeniem na jego obecnych mieszkańców. 

Równie intrygujący był temat Skórzanego Fartucha; mordercy, który w bestialski sposób morduje swoje ofiary, a przy tym jest nieuchwytny. Relacje świadków, którym jakimś cudem udało się przetrwać spotkanie z bestią, opisują go jako istotę o diabelskim obliczu, potrafiącą "wejść do głowy". Ci, którzy przeżyli, drżą ze strachu- są pewni, że On ich znajdzie. 

Czynnik diabła to przyciągająca mrokiem historia, obok której nie możecie przejść obojętnie. Do tej pory nie mogę wyjść z podziwu, ciężko napisać mi cokolwiek sensownego, aby i Was do niej przekonać. Ale wierzcie mi- jeżeli lubicie takie klimaty, to książka dla Was.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!