czwartek, 10 czerwca 2021

[678] Katarzyna Bonda- 'Nikt nie musi wiedzieć'

 ***


Autor: Katarzyna Bonda
Tytuł: Nikt nie musi wiedzieć
Seria: Hubert Meyer/ t. 4
Wydawnictwo: Muza
Stron: 384

Hubert Meyer od zawsze pracował jak szalony- zdawał sobie sprawę z podejścia policji do profilerów. Z drugiej strony chciał "wyrobić sobie nazwisko" i zupełnie prozaicznie- zarobić na życie. Dlatego z westchnieniem ulgi po tak intensywnym okresie postanawia pójść na dwutygodniowy urlop (w końcu sam jest sobie szefem) i nieco zmniejszyć zapas alkoholu, jaki uzbierał się w jego barku. W końcu to jego czas wolny, więc kto mógłby mu zabronić tej rzadkiej przyjemności?
Cóż, świat ma jednak wobec niego inne plany.
Najpierw nieznajoma kobieta, która wysyła mu bardzo emocjonalne smsy.
Później do jego drzwi pukają zaprzyjaźnieni policjanci na czele z prokurator Weroniką Rudy. Jeden z nich wpakował się w niezłe bagno i to właśnie Meyer może mu pomóc wydostać się z niego. 
Z broni jego kumpla został zastrzelony gangster Japa. Teraz chcą, aby Meyer sporządził fałszywą ekspertyzę, mającą ocalić go przed ogromnymi kłopotami. Potrzebują jednak przykrywki- innej sprawy, nad którą oficjalnie będą pracować. A taka trafia się niemalże od razu i w dodatku powiązana jest z przeszłością Huberta...

Z twórczością naszej polskiej pisarki jakoś zazwyczaj mi nie po drodze. A może inaczej- część jej książek mi się podoba, druga niekoniecznie. Dlatego też nie śledzę wydawanych nowości spod jej pióra zbyt intensywnie. Cykl z Meyerem jednak dobrze znam; to jeden z tych, które przypadły mi do gustu. A że Nikt nie musi wiedzieć to kontynuacja, jakżebym mogła po nią nie sięgnąć? Szczególnie, że z owym profilerem nie widzieliśmy się baaardzo długo.

To, co z założenia miało być przykrywką, okazało się kolejną sprawą do rozwiązania. W Mosznej, na drodze do zamku ktoś porzucił zmasakrowane ciało młodego mężczyzny licząc zapewne, iż przejeżdżająca tamtędy osoba dokończy makabrycznego dzieła. Hubert Meyer ma teraz nie tylko postarać się wyciągnąć kumpla z bagna, ale też rozwiązać ową sprawę. Szczególnie, że zmarły chłopak to syn jego dawnej partnerki, a może i nie tylko to skłania go do odnalezienia sprawcy.

Autorka ani na moment nie daje nam odetchnąć, jedna sprawa goni drugą. Szczerze mówiąc bez odpowiedniego skupienia się na książce bardzo łatwo można się pogubić. Wielowątkowość to oczywiście bardzo dobra rzecz, bo czytelnik nie ma możliwości przy takiej lekturze się nudzić. Z drugiej jednak strony czasem wywołuje to pewne problemy, szczególnie, gdy pozycja nie może zostać przeczytana "na raz". Teraz, po dłuższym czasie od zakończenia mojej przygody z Meyerem i paczką, mam nie lada problem, żeby przypomnieć sobie sprawców i powód, dla którego dokonali morderstwa. Niemniej jednak w tej recenzji to nie rozwiązanie jest ważne- do tego musicie dojść bowiem sami.

Hubert Meyer pracuje w świecie, w którym profiler według większości stróżów prawa to nawet nie jest zawód. Niektórzy pukają się w głowę słysząc o jego usługach, inni uważają to za swoistą szarlatanerię, jeszcze inni z podziwem przyglądają się może nie tyle jego pracy, co efektom. Znaczna część woli jednak tradycyjne metody rozwiązywania spraw, bez wsparcia z zewnątrz. W jakiejś części właśnie za to polubiłam głównego bohatera- mimo rzucanych mu pod nogi kłód, on dalej odważnie prze przed siebie, nie przejmując się negatywnym zdaniem o jego zawodzie. Kocha to, co robi i co najważniejsze- wykonuje swoją pracę bardzo dobrze. Po prostu polska policja nie jest jeszcze gotowa na coś takiego. To dodaje realności, bowiem w thrillerach zagranicznych profiler to niemalże członek policyjnej załogi. U nas -niestety- nie jest to jeszcze aż tak rozwinięte. Ponadto Meyer jest bardzo inteligentnym człowiekiem, zauważającym wszelkie niuanse i potrafiący dojść "po nitce do kłębka". Bardzo łatwo można go polubić.

Co do fabuły jako takiej- nie było aż tak wciągająco, jak w poprzednich częściach. Wielowątkowość to dobra sprawa, aczkolwiek tutaj sprawy łączyły się ze sobą, sprowadzając na nas rzesze bohaterów, co chwilami utrudniało dopasowanie ich do odpowiednich okoliczności. Teraz, po około miesiącu od zakończenia lektury, pamiętam już niewiele. Książka nie wywołała tym razem we mnie głębszych emocji, nie czułam się totalnie rozwalona po jej zakończeniu. Ot, spotkanie z dawno "nieczytanym" bohaterem i nic ponadto. 

Myślę, że czytelnicy znający Huberta Meyera sięgną po tę pozycję tak czy tak; pozostałych raczej kierowałabym do pierwszego tomu, żeby mogli lepiej wczuć się w jego postać.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Muza!





niedziela, 6 czerwca 2021

[677] Monika Góra- 'Człowiek, który wiedział za dużo. Dlaczego zginęli Jaroszewiczowie?'

 ***


Autor: Monika Góra
Tytuł: Człowiek, który wiedział za dużo. Dlaczego zginęli Jaroszewiczowie?
Seria: -
Wydawnictwo: W. A. B.
Stron: 416

Sąsiedzi usłyszeli skowyt psa Jaroszewiczów, za którym podniosły się głosy wszystkich okolicznych czworonogów. Mimo że ów dźwięk był czymś niespotykanym (jak mówili później, ich zwierzakowi nigdy wcześniej nie zdarzyło się nic podobnego), żadna z mieszkających w pobliżu osób nie pofatygowała się, by sprawdzić, co też dzieje się w domu byłego polityka. Dopiero wiele godzin później ich syn, Jan, wchodząc do domu rodzinnego zastaje okropny widok...

 Piotr Jaroszewicz był człowiekiem, u którego każdy mógł szukać pomocy; zawsze starał się odnaleźć wyjście z danej sytuacji, wesprzeć, coś poradzić. Osoby z nim pracujące wspominają go bardzo dobrze, jako człowieka niezwykle kulturalnego, sympatycznego i inteligentnego. Jego jedyną wadą było to, że wiedział zbyt wiele o ciemnej stronie polityki tamtych lat. I co ważniejsze, chciał się tym podzielić ze światem.

Czy to możliwe, że właśnie dlatego zginął wraz z żoną? A może ich śmierć była zwykłym przypadkiem, efektem rabunkowego napadu, czystego zła... ?

To, że książki o prawdziwych zbrodniach w ostatnim czasie cieszą się sporą popularnością, wie chyba każdy z nas. Ja również "wsiąkłam" w ową tematykę, starając się na bieżąco czytać wszelkiego rodzaju nowości z gatunku true crime. Zwyczajnie mnie to ciekawi. Szczególnie, jeżeli dana pozycja dotyczy polskiej sprawy- i to nierozwiązanej. W tym wypadku nie mamy do czynienia z anonimową postacią, lecz z zabójstwem polityka. Co -przynajmniej teoretycznie- powinno nadać sprawie najwyższy priorytet. A jak to się wszystko odbyło, każdy wie. A jeżeli nie, to reportaż pani Moniki na pewno rozjaśni sytuację.

Uważam, że to jeden z lepszych reportaży, jakie zdarzyło mi się do tej pory czytać. Autorka przybliża nam sylwetkę Piotra Jaroszewicza, jego działalności politycznej i późniejszych lat, już na emeryturze. Nie jest dla nas tajemnicą także jego życie rodzinne, czyli nieszczęśliwe małżeństwo czy odczucia macochy względem syna z pierwszego małżeństwa, Andrzeja. Alicja Jaroszewicz, choć będąca raczej cieniem swojego męża, także budzi zainteresowanie. A może nawet nie tyle ona, co jej dość specyficzne zachowania, często zakrawające wręcz na groźby wobec pomocy domowej czy pasierba. Dlatego też śledztwo delikatnie zahaczało o nią- być może to ona chciała śmierci swego męża, jednak w takim wypadku dlaczego sama zginęła?

Jestem totalnym amatorem w policyjnych sprawach, wszelkie informacje odnośnie działań policji mam tylko z czytanych przeze mnie thrillerów, a wiadomo, że nijak się to ma do rzeczywistości. No i liznęłam nieco true crime, gdzie czasem śledczy dzielą się z nami swoimi metodami pracy. Niemniej jednak nie uważam się za kogoś, kto mógłby określić się jako osobę posiadającą ogromną wiedzę na dany temat. A mimo to nawet dla mnie prowadzone po śmierci Jaroszewiczów śledztwo to jeden wielki kabaret. Jak można dopuścić, by kilkadziesiąt osób przewijało się przez ich dom, tym samym zacierając ewentualne ślady? Jak można nie skupić się na świadkach z bliskiego sąsiedztwa, wręcz pomijając ich zeznania? Nie wspominając już o wielu innych elementach, które zupełnie tutaj nie grają. Od razu widać, że ktoś z góry starał się ze wszystkich sił zatuszować prawdę o wydarzeniach tamtej nocy.

W końcu jednak wskazano sprawców. Powiem Wam szczerze, że skoro ja nie dałam się nabrać na ich wątpliwą winę, to dziwię się, jak dał się przekonać sąd. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to łapówka. Już po ich zeznaniach było widać, że ewidentnie powtarzają wyuczone na pamięć kwestie, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Ale przecież władza musiała kogoś wystawić społeczeństwu, prawda?

Człowiek, który wiedział za dużo to kawał dobrej roboty, za co brawa należą się pani Monice Górze. Widać, że przyłożyła się do swojej pracy, próbując dotrzeć tam, gdzie inni nie chcieli. Dzięki temu czytelnik ma nieco wyraźniejszy obraz całej otoczki wokół Jaroszewiczów, możemy spekulować, analizować- mamy po prostu niezbędne do tego informacje. Sami wyciągamy wnioski, być może mylne, ale kogo by to interesowało? Przecież sprawę uznaje się za zamkniętą...

Ta pozycja jest skierowana nie tylko dla fanów true crime, lecz również tych, którzy uwielbiają polityczne postacie- ich dobrze opisane sylwetki, działalność. Oby więcej takich książek!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu W. A. B.!