poniedziałek, 24 lutego 2020

[590] Daniel Komorowski- 'Furia wikingów'

***


Autor: Daniel Komorowski
Tytuł: Furia wikingów
Seria: Furia wikingów/ t. 1
Wydawnictwo: Replika
Stron: 480

Wikingowie są nie do zatrzymania; wielcy wojownicy, którzy nie znają litości. Palą, gwałcą i mordują każdego, kto przeciwstawi się ich woli. Chcą pokazać, że z nimi nie warto zadzierać, a tym samym utrwalić swoją chwałę jako tych, którzy niczego się nie ulękną. Są wolni od fałszywych oskarżeń, wiarę pokładają jedynie we własne, pogańskie bóstwa, a świat pamięta ich jako niezrównanych wojowników. Przewodzi im Ragnar, za równego sobie towarzysza uznając jak na razie jednego ze swoich synów, Ivara, zwanego Bezkostnym. Tego mężczyzny nikt nie pobije w kwestii okrucieństwa.

Wyruszają w kolejną podróż, aby podbić jak najwięcej nowych dla nich terenów; w tym samym czasie Karol Wielki snuje wielkie plany bitewne, mające raz na zawsze usunąć wikingów z północnych ziem. Nie zdaje sobie sprawy, jak niszczycielska będzie ich furia.

O wikingach wiedziałam niewiele; podręczniki do historii jakoś zgrabnie omijają ów temat, podrzucając zaledwie kilka podstawowych informacji. Dawniej obejrzałam jakiś film dokumentalny, w którym była o nich mowa, aczkolwiek również niewiele zapamiętałam. Dotychczas wystarczała mi ta garstka wiedzy, jaką posiadałam na ich temat. Stwierdziłam, że nowa powieść historyczna pana Daniela Komorowskiego będzie doskonałym sposobem, aby zdobyć nowe informacje, a co za tym idzie- nauczyć się czegoś nowego z tak znienawidzonej przeze mnie historii. 

Choć -jak już wspomniałam- historia nie należy do moich ulubionych przedmiotów z liceum (czyli z przeszłości), to nie boję się podejmować nowych wyzwań i kierować swej uwagi na powieści historyczne. Wielokrotnie dowiedziałam się z nich więcej niż z lekcji. Tym razem spędzony czas był o tyle ciekawszy, że okraszony dużą ilością krwi. Oj tak, jeżeli ktoś nie lubi książek, w której ta życiodajna ciecz leje się litrami, to lepiej niech omija tę pozycję szerokim łukiem. Wikingowie nie znają litości, a co za tym idzie używają miecza zawsze, gdy mają ku temu sposobność. Najbardziej zachwyciły mnie opisy wymyślnych tortur, m.in. tak przerażający dla społeczeństwa "krwawy orzeł". Nie sądziłam, że można w tak wymyślny sposób zadać komuś ból, a tu proszę. Da się. Na własnej skórze nie chciałabym tego nigdy poczuć, brrr...

Akcja toczy się bardzo szybko, bo i wiele się dzieje; Ragnar wraz z synem Ivarem oraz grupą wikingów wyrusza w podróż, mającą na celu przywiezienie na ich ziemie skarbów. Jako że ów naród niczego się nie boi, nie mają problemów z dostaniem się na wyspę, zabranie tego, co cenne i przy okazji użycie miecza. Poniekąd można ich określić jako agresorów bez krzty litości, nawet dla kobiet i dzieci. Cóż, dawniejsze czasy były naprawdę ciężkie. Opisy wszelakich bitw są bardzo dokładne, nie umknie nam nawet najmniejszy fragment. 

Furia wikingów to nie tylko krwawe wojaczki- to także opis rodzinnych spraw. Czytelnik od razu zauważa konflikt między dwoma najstarszymi synami Ragnara, którzy nie są skorzy do pogodzenia się. Ich celem jest pokazanie ojcu, który z nich zasługuje na objęcie władzy po jego śmierci. Ivar, jako ten młodszy wie, że "tron" mu się nie należy, a jednak wszyscy -od poddanych, aż po samego ojca- wiedzą, iż to on nadaje się bardziej na rządzącego niż jego starszy brat. A ta świadomość budzi jeszcze większą wściekłość...
Szkoda, że autor nie rozwinął wątku żony Ragnara i jego młodszego syna, Bjorna, którzy dopuścili się bardzo specyficznej rzeczy. Ów młodzieniec pojawia się jeszcze raz w całej historii, ale nie znamy jego motywacji, która zaprowadziła go wprost w ramiona matki. Może w kolejnych częściach będzie o tym coś więcej.

Jedynym, niewielkim minusem był styl pisania pana Komorowskiego; niektóre zdania były tak topornie stworzone, że nieco to przeszkadzało w odbiorze historii. Myślę jednak, że z każdym kolejnym tomem będzie lepiej.

Jeżeli nie chcecie narazić się na furię wikingów, to radzę Wam sięgnąć po tę lekturę!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Replika!


piątek, 21 lutego 2020

[589] Caroline Mitchell- 'Prawda i kłamstwa'

***


Autor: Caroline Mitchell
Tytuł: Prawda i kłamstwa
Seria: -
Wydawnictwo: Zysk i S- ka
Stron: 386

Komisarz Amy Winter wciąż nie może otrząsnąć się po niedawnej śmierci ojca Roberta, również stróża prawa. Kobieta przenosi się do rodzinnego domu, aby w tym ciężkim okresie wesprzeć matkę. Żeby nieszczęść było mało, panna Winter otrzymuje list z więzienia, w którym wyrok odsiaduje Lillian Grimes- kobieta, która wraz z mężem Jackiem porywała, a później mordowała młode dziewczyny. Ta bestia w ludzkiej skórze twierdzi, iż Amy jest jej biologiczną córką, Poppy- dla pani komisarz to szok; nie wiedziała, że została adoptowana. Najgorsza jest dla niej jednak świadomość, że jej biologiczni rodzice byli najbardziej zdeprawowanymi seryjnymi mordercami, z jakimi do tej pory przyszło się jej mierzyć. Lillian Grimes wciąż ukrywa informacje o miejscach pochówków trzech spośród ich ofiar. W liście do Amy obiecuje, że ujawni tajemnice, jeżeli komisarz odwiedzi ją w więzieniu. Panna Winter jest rozdarta między chęcią ulżenia rodzinom ofiar, a strachem przed rozmową z potworem, z którego krwi się narodziła. A jednak ktoś porywa nastoletnią Hemmy i choć tym razem policja nie może obwinić o to Grimes, to Amy podskórnie czuje, że w jakiś sposób jej biologiczna matka jest w to zamieszana.

Życie czy śmierć?
Prawda czy kłamstwa?

Seryjni mordercy od dłuższego czasu stanowią mój obiekt zainteresowania. Może narodziło się to z miłości do thrillerów, a może z czystej, ludzkiej ciekawości- ostatecznie nikt nie może być pewny, co tkwi w głowie psychopaty (prócz niego samego, a i to nie do końca). Prawda i kłamstwa zaciekawiły mnie przez wzgląd na to, iż główna bohaterka, obecnie stróż prawa, okazuje się być biologiczną córką pary bestialskich morderców. Byłam ciekawa, jak kobieta poradzi sobie z tym brzemieniem i przede wszystkim czy autorce uda się udźwignąć temat. Przekazać nam go na tyle ciekawie, że od książki nie można się będzie oderwać- w końcu to bardzo wdzięczny pomysł na fabułę.

Amy Winter musi sobie radzić ze zbyt wieloma rzeczami na raz; całe szczęście, że ma oparcie w swojej nadkomisarz, Pike. Wciąż zdarzają się przypadki, że ktoś nie szanuje jej jako kobiety w typowym, agresywnym męskim świecie. Jest ich jednak o wiele mniej niż lata temu, gdy sprawami zabójstw zajmował się jej ojciec. To dzięki niemu -jak okazało się po latach- mogła cieszyć się życiem w normalnej rodzinie. Gdy odbierano ją jej biologicznym rodzicom miała zaledwie cztery lata, a szok wywołany tragicznymi wydarzeniami sprawił, że nie pamiętała niczego ze swojej przeszłości. Dopiero kontakt z Lillian Grimes otworzył ukryte drzwi w jej umyśle i sprawił, że wspomnienia zaczęły napływać wąskim strumykiem. Czy jej napady złości są spowodowane krwią morderców, która toczy jej żyły? Czy będąc córką seryjnych morderców nie oszukuje tych, którzy widzą w niej kogoś mającego ich ochronić? Czy ma prawo rozmawiać z rodzinami ofiar Grimes'ów? I przede wszystkim jak zareagowaliby jej współpracownicy na prawdę... ?

Gdy dotarłam do fragmentu dotyczącego rodziny Grimes'ów i popełnionych przez nich bestialstw uderzyła mnie jedna myśl- skądś to kojarzę. Czytałam kiedyś o prawdziwej parze zabójców, którzy porywali nastolatki, gwałcili, zmuszali do prostytucji w rodzinnym burdelu, a później zabijali i zakopywali na terenie posiadłości (ba, z tego co pamiętam, ukrywali zwłoki także w ścianach i pod podłogą piwnicy). Nie pamiętam tylko czy mieli dzieci. Bądź co bądź ciekawie wykorzystany wątek z prawdziwego życia.

Męczyłam tę książkę kilka dni- nie, lektura nie jest słaba, po prostu ciągle coś mnie od niej odrywało. Historia sama w sobie jest wciągająca, rzeczywistość ukazana jakby z drugiej strony: dziecka, które wiedziało, że jej rodzice są źli a później młodej kobiety, która musi zmierzyć się z demonami przeszłości. To nie jest ściganie nieuchwytnego mordercy, lecz codzienna, bolesna walka ze sobą samym. Po zbrodniach małżeństwa Grimes'ów zostały już tylko krwawe wspomnienia, choć porwanie nastoletniej Hermione przydarzyło się w dziwnym czasie, jakby na życzenie Lillian Grimes. Stąd też pewność Amy, że kobieta w jakiś sposób maczała w nim palce.

W Prawdzie i kłamstwach mamy kilka wątków: przeszłość Amy, jej obecną sytuację, jak również perspektywę porwanej dziewczynki czy Paddy'ego, bliskiego współpracownika komisarz Winter, mającego liczne problemy domowe. Przy większej ilości wątków czytelnik wręcz nie ma prawa się nudzić, gdyż zazwyczaj znajdzie ten jeden (a może i wszystkie), który przyciągnie jego uwagę. Dla mnie najciekawsze były fragmenty z przeszłości panny Winter, gdy jeszcze nazywano ją Poppy, a jej siostrę Sally- Ann właśnie zamordował ich ojciec. Wszystkie te cząstki tworzą jednak na tyle spójną całość, że nie ma się do czego przyczepić. Wszystko gra.

Lubicie takie historie? Jestem pewna, że tak! Dlatego oczywiście polecam dla fanów thrillerów.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Zysk i S- ka!