piątek, 20 lutego 2015

[204] Marcin Śniadecki- 'Król olch'

Jeszcze można się zgłaszać do KONKURSU ! :)

***

Autor : Marcin Śniadecki
Tytuł : Król olch
Seria : -
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 307


W lasach kryje się coś niepokojącego- coś, co przeraża okolicznych chłopów, porywa ich dzieci, niezależnie od wieku. Hrabia, ogarnięty rozpaczą po śmierci ukochanej żony, nie interesuje się sprawami wsi. Zewsząd słychać głosy, oskarżające o zaginięcia także powstańców, ponoć kryjących się w lesie należącym do Hrabiego...
Anna od momentu przeczytania pewnej książki pragnie udać się w miejsce, o którym w niej czytała- obejrzeć dwór, o ile jeszcze stoi, nienadgryziony zębem czasu. Poczuć się jak bohaterka tej przepięknej historii... długo namawia męża, Jana, do podjęcia podróży; mężczyzna w końcu się zgadza. Jeszcze nie wie, ile dziwnych wydarzeń mają przed sobą...

Nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę czytać tę książkę; zafascynowała mnie okładka, tytuł (nawiązanie do tak znanego nam ze szkoły Króla olch, który to wzywał do siebie konającego chłopca) i opis. Chciałam poznać wszystkie przedstawione przez Autora tajemnice Podlasia, wchłonąć historię i miałam nadzieję, że ta opowieść mnie porwie... i jak ?

Król olch to książka kilkuwątkowa; spotykamy się w niej z Hrabią, wciąż opłakującym śmierć żony, jednocześnie borykającym się z falą zaginięć wśród dzieci chłopskich. Poznajemy historię powstańców, ukrywających się w lasach Hrabiego, ale Autor przerzuca Czytelnika do czasów obecnych, prezentując wyprawę Jana i Anny oraz dziennikarza, pragnącego odkryć swe korzenie- zamiast tego trafia w ramiona tajemniczej kobiety, nazywającej siebie szeptuchą. Podlasie, ach, Podlasie !

 Uwielbiam takie historie pełne tajemnic, pewnych paranormalnych zjawisk (tu: tytułowego Króla Olch), osadzonych w przeszłości; książka mogłaby mnie wciągnąć, ale... coś mi w niej przeszkadzało. I tym "kamykiem w bucie" był styl pisania Autora, momentami dziwnie sztywny, zawierający zbyt dużo powtórzeń, zdarzały się zdania zbudowane w sposób, który mnie zwyczajnie... przerastał. To sprawiało, że cała malownicza -jak mogłoby się wydawać- opowieść okropnie mi się dłużyła. Chwilami gubiłam się i nie wiedziałam, o którym baronie czy innym dostojnym jegomościu aktualnie mowa...
Najbardziej zainteresowała mnie część związana z Janem i Anną- ona, nauczycielka, która za wszelką cenę chciała dotrzeć do miejsca opisywanego w jej ukochanej książce, on- kochający mąż, gotowy zrobić wszystko, by uszczęśliwić ukochaną. Ruszają w podróż nie wiedząc, jak wiele jeszcze przed nimi... wydarzeń nie z tego świata.

Podsumowując- pomysł na książkę jak najbardziej na plus, niestety, z wykonaniem jest troszkę gorzej; wierzę jednak, że z każdą kolejną książką będzie coraz lepiej ;)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novaeres !