piątek, 10 lutego 2017

[351] Diane Chamberlain- 'Jak gdybyś tańczyła'

***


Autor : Diane Chamberlain
Tytuł : Jak gdybyś tańczyła
Seria : Kobiety to czytają!
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 504

Aidan i Molly to zgodne małżeństwo, pragnące tylko jednego- dziecka, które rozświetliłoby ich dobre, acz nieco smutne życie. Jako, że własnego mieć nie mogą, zdecydowali się na adopcję. I choć Molly bardzo kocha swojego męża, to nie wszystko, co powiedziała mu o swojej przeszłości, jest prawdą...
Sama przez lata walczyła z jednym wspomnieniem- matki, która zabija jej chorego na stwardnienie rozsiane ojca.

Czy można żyć z tak dużą tajemnicą? A może... przeszłość wcale nie jest taka, jak wydaje nam się dziś?

Diane Chamberlain- pisarka, która swymi powieściami porywa tysiące czytelników na całym świecie. Owszem, może czasem niektóre historie są nieco zbyt rzewne, może delikatnie oderwane od rzeczywistości (zdania są różne), dla mnie to nie ważne. Zawsze z ciekawością sięgam po kolejne jej książki i jak do tej pory czuję się czytelniczo usatysfakcjonowana.

Patrząc z mojej perspektywy, dzieciństwo Molly określiłabym jako pogmatwane. Owszem, miała kochającego ojca, wiecznie zamartwiającą się matkę, ale... w jej przypadku matki były dwie. I mieszkały niespełna kilometr od siebie. Dziwne? Główna bohaterka od najmłodszych lat wiedziała, że Nora to jej matka adopcyjna, zaś Amalia- biologiczna. Jej życie upływało pod znakiem beztroski, miłości i zrozumienia. Kobieta nigdy jednak nie zastanawiała się nad tym, jak wyglądały pewne aspekty życia jej rodziców.

Zawsze wierzymy temu, co widzą nasze oczy, słyszą nasze uszy. Reagujemy, bo tak zostaliśmy nauczeni. Zrywamy kontakty, bo pewne osoby budzą w nas zbyt wiele bólu. Nie dajemy wiary w to, że istnieje inna odpowiedź na zadawane setki razy pytanie. Czasem zbyt dużo czasu mija, nim dotrze do nas RACJONALNOŚĆ. Nikt z nas nie może się pochwalić zbyt dużą ilością czasu; mamy go ograniczoną ilość, sami nie wiedząc, kiedy przyjdzie nam się pożegnać z tym światem. A mimo to wolimy odwrócić się i uciec, niż stanąć twarzą w twarz z prawdą. Bo wmawiane sobie codziennie kłamstwo jest bezpieczniejsze, lepsze? Może.

Postawmy się w roli Molly- wraca do domu po odwiedzinach u babci, dowiaduje się, iż jej ukochany ojciec nie żyje. Śmierć naturalna, powiedzieli. Ale co w takim razie przy jego łóżku robi pudełko, w którym matka- pielęgniarka gromadziła dziwne tabletki, ukrywając je w kuchennej szafce? Wniosek jest prosty- zabiła go. Bo miała dość zniedołężniałego męża, dość jego specyficznej więzi z Amalią. Tak miało być łatwiej. Ale... czy to na pewno prawda?

Wiecie, na podstawie tej lektury wysnułam taką drobną refleksję. Dawanie komuś drugiej szansy boli, ale nie znając całości sytuacji, może czasem warto zaryzykować? Molly porzuciła to, co kocha. Minęło wiele lat odtrącenia obu matek. Starannej obrony przed tym drugim wyjściem. Lat straconych, których cofnąć się już nie da. 

Czasem prawda boli, ale przyjmując ją, powstrzymujemy się przed krzywdzeniem innych.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!