poniedziałek, 11 kwietnia 2016

[300] Virginia Cleo Andrews- 'Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangangerów'

Wszystko się miesza.

***

Autor : Virginia Cleo Andrews
Tytuł : Pamiętnik Christophera. Duchy Dollangangerów.
Seria : Pamiętnik Christophera/ t.2
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 368

Ciężko jest zaufać drugiej osobie, szczególnie, gdy rzecz, o którą chodzi może wywołać ogromną burzę...
Jakiś czas temu ojciec Kristin odnalazł w Foxworth Hall metalową kasetkę. W środku ukrywał się pamiętnik jednego z dzieci, przetrzymywanych na poddaszu. Christopher, bo tak nazywał się autor diariusza, opisuje zarówno swoje losy, jak i pozostałej trójki rodzeństwa. Kristin wciąga się w przeszłość coraz bardziej, dopuszczając do zakazanego notatnika swojego chłopaka, Kane'a.


O ile seria Kwiaty na poddaszu wciągnęła mnie na długie godziny, o tyle Pamiętnik Christophera w moim czytelniczym sercu nie odnosi już tak spektakularnego sukcesu. Dlaczego?

Cóż, dla mnie owa seria to jakby powtórzenie tego, o czym już czytałam. Tyle, że z zupełnie innej perspektywy i -oczywiście- po upływie kilkunastu lat. 

Prawda, książka pełna refleksji. Kristin niemal na każdym kroku przyrównuje swoją sytuację rodzinną do tej, jaką miał Christopher. Chwilami można by powiedzieć, iż jest w autorze pamiętnika zakochana, gdyby nie Kane. Nie mogę powiedzieć, że była to dla mnie łatwa i lekka lektura. Niestety, wręcz przeciwnie- strony strasznie mi się ciągnęły, fabuła nie zaciekawiła, a sama lektura niemożliwie przeciągała.

Do tego wszystkiego sama Kristin. Były momenty, w których ta dziewczyna ogromnie mnie irytowała. Czym? Ciężko powiedzieć. Głównie nużyły mnie jej refleksje, czasem wydawało mi się, że opisując to, jaka jest grzeczna, ambitna i dobrze ułożona jest jakby przechwałką. 

Powiem Wam, że choć Pamiętnik Christophera mnie nie porwał, to zakończenie... było wprost oszałamiające. To jak dostać obuchem w głowę, gdyż nagle w opowiedzianej już tysiąc razy historii pojawił się nowy element i to niezwykle istotny. 

Podsumowując, nie rzucałam książką o ściany, ale też nie zarwałam przez nią nocy, więc... zostawiam ją Waszemu "sumieniu".

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!