czwartek, 9 lipca 2015

[248] Agnieszka Tomczyszyn- 'Ezotero. Córka wiatru'

***

Autor : Agnieszka Tomczyszyn
Tytuł : Ezotero. Córka wiatru
Seria : -
Wydawnictwo : MG
Stron : 274

Świat Latte od najmłodszych lat kręcił się wyłącznie wokół matki- Fi ukrywała się przed czymś, nieprzychylnym okiem patrzyła na przyjaźnie zawierane przez córkę, ale przy tych "wadach" kochała ją całym sercem. I chciała chronić przed przeznaczeniem.
Przez tym, co nam zapisane nie da się uciec. Fi ginie w wypadku, zaś Latte odkrywa coraz więcej prawdy o własnej matce, choć myślała, że wie już wszystko...

Słów kilka o tym, co do tej powieści mnie przyciągnęło. Oczywiście przepiękna okładka- to po pierwsze. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakie cierpiałam katusze widząc ją na mojej półce "do przeczytania". Moje oczy "uciekały" w tamtą stronę, zamiast skupić się na książce, którą aktualnie czytałam. Drugim powodem było nic innego jak Wasze podzielone głosy odnośnie tego, czy Ezotero to (kolokwialnie mówiąc) hit czy kit? Sprzeczne opinie zawsze mnie przyciągają. No i po trzecie- tytuł i opis. Zakładałam, że to może być książka pełna pewnych refleksji, przemyśleń o życiu, mądrych cytatów. 
I jak sądzicie, czy dla mnie to hit czy kit? 

Fi od początku mojej przygody z Ezotero była jedną z najbardziej tajemniczych matek, jakie znam. To, co gdy Latte była młodsza zdawało się być przesadną troską o własne dziecko, po latach stawało się już obsesyjna próbą zmiany historii, przeznaczenia. Niestety, nie dane było Fi wytłumaczyć wszystkiego Latte- jej linia życia została przerwana. Dobrze, że Latte otoczona była przez same dobre dusze. Szybko przeszłość zmarłej wyszła na światło dzienne...

W pewnym sensie otrzymałam to, czego się spodziewałam, a mianowicie refleksje. Grupa przyjaciół Latte zdaje się żyć przeciwstawnie do tego, jak funkcjonuje współczesny świat. Każde z tych młodych ludzi idzie krętą, acz własną drogą marzeń, nie poddają się. Z tego względu polubiłam bohaterów- przepiękną Glorię, specyficznego Janka, zamkniętą w sobie Annę, młode małżeństwo, nawet podrywacza Emila.

Zatkało mnie, kiedy na jaw wyszło, kim tak naprawdę była Fi i kim teraz jest Latte. Myślałam, że Ezotero to trochę taka obyczajówka, a tu proszę, uderzyła we mnie... magia. Nie do końca to wszystko mi pasowało, niechętnie czytałam strony dotyczące "spadku" po Fi.

Też sądzicie, że zakończenie w każdej książce jest najważniejsze? Przecież to od niego zależy, czy będziemy chcieli sięgnąć po więcej, czy odpowiednio nas zaciekawi, wywoła wielkie "bum!". Pani Tomczyszyn podarowała nam smutny finał powieści- wizję, jak wygląda żywot naszych bliskich, gdybyśmy się nigdy nie narodzili. I Latte wymazała siebie z pamięci wszystkich, wyłącznie dla ich dobra. 

Autorka dała nam szczyptę magii i odrobinę kryminału (Latte pomaga przy śledztwie). Trudno mi jednak powiedzieć, czy ta mieszanka uderzyła mi do głowy, czy była dobrym rozwiązaniem. Na pewno książka nie należy do najgorszych, ale też nie wywołała we mnie wewnętrznego chaosu. Odłożyłam ją na półkę bez tęsknoty, gdyż właściwie... spodziewałam się po niej więcej. Tak więc dziś jestem "pośrednia" ;)

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG!