sobota, 28 lutego 2015

[206] Maria Jaskulska- 'Anielica śmierci'

Ostatnie dni zgłaszania się do KONKURSU ! :))

***

Przepraszam za kiepską jakość zdjęcia ;)
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA !
 
Autor : Maria Jaskulska
Tytuł : Anielica śmierci
Seria : -
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 268

Liliana nie żyje- ona egzystuje, zamieniając posiłki na kawę i papierosa, nie wychodząc z mieszkania bez potrzeby; przymus utrzymywania się zmusza dziewczynę do pracy w hostelu. Zajęcie bynajmniej nie sprawia Lili przyjemności, ale tym razem jest inaczej- ktoś zostawił w pokoju rękopis, pozaznaczany na marginesach znakami korektorskimi. W pewnym momencie znaki urywają się- czyżby nikt nie dokończył utworu ?
Liliana z każdą kolejną linijką zatapia się w świat pełen samotności, smutku, ale także... dobrych i złych istot walczących o to, co najważniejsze- ludzkie życie i szczęście.

Po raz kolejny zadecydowała okładka (jakżeby inaczej !). Mówiąc zwięźle i na temat- front to nie jedyny pozytywny aspekt tej książki. Przeczytajcie, jak spędziłam czas z Anielicą śmierci !

Liliana ma dość życia- sama dokładnie nie wie, co ją przy nim trzyma. Jest samotna, marnuje się w kiepskiej pracy, nie ma celów w życiu poza jednym- śmiercią. Jedyny kontakt z otoczeniem nawiązuje podczas sporadycznych zakupów spożywczych i w czasie, gdy pracuje. Nie ma nikogo bliskiego; nikogo, do kogo mogłaby się przytulić, wyżalić. Marna egzystencja z dnia na dzień coraz bardziej przytłacza bohaterkę, ale... nagle w tunelu zapala się światełko- kto by pomyślał, że tajemniczy rękopis wniesie do jej życia tak wiele ... ?
Pierwsze strony były krótko mówiąc "okej", historia zaczęła mnie wciągać; później nastąpiła chwila, w której Liliana zaznajamia się z porzuconym rękopisem i opowieścią o życiu Wioletty... pewien fragment był dla mnie śmieszny i wtedy pomyślałam "Boże, co ja czytam? ". Prawie porzuciłam pozytywne nastawienie do tej pozycji, na szczęście tylko prawie. 
Anielica śmierci jest wielowątkowa; mamy do czynienia ze znaną nam już Lilą, która zapełnia nudne godziny nocnej zmiany tajemniczym rękopisem. Później akcja dzieje się już w czytanym utworze- spotykamy Wiolettę i kilku innych bohaterów, a także istoty fantastyczne: Anioła Śmierci (Ariela) i Cherubinów, polujących na kobiety/ półanielice. Rękopis ma porozrzucane rozdziały, często jeden ustęp po prostu się urywa i nie poznajemy dalszego ciągu danej opowieści, co frustruje nie tylko Lilianę, ale mnie także. Niestety, widocznie pewne ludzkie historie po prostu nie mogą zostać dokończone...

Wiecie, nie spodziewałam się po tej pozycji wiele i to był mój błąd. Teraz, z pełną świadomością własnych czynów powiem Wam, że jestem Anielicą śmierci oczarowana. Dlaczego ? Bo to książka o samotności- samotności, od której zaczyna się każdy dzień i na której się kończy. O braku zrozumienia, odrzuceniu. O życiu, które stało się marną egzystencją, bo czasami po prostu brak sił, by iść dalej... 
Właśnie te wspomniane pokłady samotności uderzyły we mnie; każdy z nas miewa w życiu chwile, kiedy czuje się samotny nawet w wielkim tłumie, nierozumiany. Liliana, Wioletta- one były całkowicie aspołeczne, ukrywające się przed drugim człowiekiem, po trosze nie wierzyły, że ktoś mógłby chcieć się z nimi zaprzyjaźnić- ba, to widmo śmierci stawało się ich serdecznym przyjacielem. Tak wiele słyszy się dziś o samobójstwach, a wciąż tak trudno zrozumieć człowieka, powód, który popycha go do tego... Trudno mi nawet zebrać myśli.

Troszkę Wam zaspoileruję, ale bez tego ta recenzja nie mogłaby się ukazać- Wioletta nazwała Anioła Śmierci Arielem, obdarzyła go uczuciem; kilka światów w rękopisie przenika się, czasem nie wiemy, czy ktoś już jest martwy, czy to po prostu jakieś halucynacje. Kochani, jeden fragment, a dokładniej rozmowa dwóch psychiatrów, którzy spotkali się na papierosie- opowiadają sobie o swoich nowych pacjentach, śmieją się, że jeden z lekarzy nadzoruje mężczyznę, bredzącego coś o tym, iż jest Aniołem Śmierci. Jego towarzysz z kolei ma pacjentkę, która uważa się za Anielicę Śmierci... Ten fragment (niestety krótki) zaintrygował mnie z tego względu, że czasem zastanawia mnie jedno- czy osoby uważane przez nas (ponoć ludzi normalnych) za psychicznie chore, faktycznie żyją w świecie wytworzonym przez swój chory mózg, czy po prostu widzą więcej- coś jak inną, równoległą rzeczywistość... ?

Oczywiście to nie jest tak, że Anielica śmierci jest idealną książką; ma kilka drobnych wad, głównie jeśli chodzi o pewne fragmenty, ale plusy przeważają nad minusami. Co mogę jeszcze dodać ? Znienawidziłam Annę z całego serca !

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Novaeres !