piątek, 14 listopada 2014

[184] Iwona Menzel- 'W poszukiwaniu zapachu snów'

Kurde, coś nie tak z moim kursorem !

***


Autor : Iwona Menzel
Tytuł : W poszukiwaniu zapachu snów
Seria : -
Wydawnictwo : MG
Stron : 384

Każdy z nas o czymś marzy; często wspominamy też te nasze niewinne marzenia sprzed lat- domek dla lalek, nowy samochodzik, czy własne zwierzątko. Teraz -już dorośli- kiwamy głową nad tymi naszymi dziecinnymi bajdurzeniami, obierając sobie nowe cele- zdobycie pracy, kupno samochodu, mieszkania. I choć nasze marzenia z roku na rok się zmieniają, to warto doprowadzić do realizacji...

Matka dziesięcioletniego Jana od lat mieszka w Niemczech, wychowując tam syna i układając sobie życie miłosne z Joshem; na skutek wspomnień, a może jednej szalonej myśli, postanawia spełnić swoje marzenie sprzed lat i kupić konia. Zwierzę ma być oczywiście spokojne i doświadczone- taka początkowo wydaje się Lukrecja. Ale potem.... nie dość, że bohaterka nie może porozumieć się z własnym "małym przyjacielem", to jeszcze jej związek z Joshem wchodzi na niezbyt dobre tory- pojawiają się byłe żony, jakieś panie Klimke... 

Całkiem niedawno w moje ręce wpadła Szeptucha pani Iwony Menzel; oczywiście nie będę się tu teraz o niej rozpisywać, ale dzięki tej książce postanowiłam skusić się na kolejną powieść tejże Autorki- W poszukiwaniu zapachu snów. Sam tytuł już brzmiał zachęcająco... 

Nasza główna bohaterka jest kobietą po przejściach, matką, kochanką, przyjaciółką i w pewnym sensie także... nastolatką. Bo jak inaczej wytłumaczyć tę wariacką myśl o zakupie konia, mimo, że z tym zwierzęciem nie miało się kontaktu już od lat ? Może czarę goryczy przelała kolejna odmowa ukochanego mężczyzny, który nie był zbyt entuzjastycznie nastawiony do dosiadania jego wierzchowców ? A może to po prostu chwila, kiedy czujemy, że wszystko jest możliwe i jak najbardziej właściwe ... ? Takim oto sposobem Lukrecja odnalazła nowy dom, jednocześnie niszcząc marzenia swej właścicielki o spokojnej, bezpiecznej egzystencji z koniem w tle... Bo Lukrecja to zwierz narwany, niedający się tak łatwo poskromić- prawdziwa kobietka ! Szkoda tylko, że nie znalazła wspólnego języka ze swoją "panią"...

Jestem na tak. Może lektura nie pochłonęła mnie w stu procentach jak Szeptucha, ale zdecydowanie miała coś w sobie; stawiam, że to zasługa pewnej melancholii, jaka tkwi w tej pozycji. To te refleksje, snute przez bohaterkę... Czasami Autorka robiła przeskoki między wydarzeniami- raz wspomina, by za chwilę wrócić do tematu konia i jej osobistych frustracji w związku z Joshem. Trudno powiedzieć, czy przeszkadzało mi to w dużym stopniu- na pewno obeszłabym się bez tego. 
Najbardziej ten klimat książki, o którym już wspomniałam, przyciąga- to nie sama historia, ponieważ nic wielkiego i odkrywczego w niej nie odnajdujemy (ot, kartki wyrwane z pamiętnika), to raczej ton, jaki pani Iwona Menzel nadała książce. Przyznam, że byłam ciekawa, jak rozwinie/ zakończy się sprawa z Joshem :)

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu MG !