wtorek, 17 grudnia 2013

[110] Eowyn Ivey- ' Dziecko śniegu '

Tak dużo do zrobienia, tak mało chęci...
Też tak macie, że czytanie czasami wydaje się Wam obowiązkiem, a nie przyjemnością ? 

***



Autor : Eowyn Ivey
Tytuł : Dziecko śniegu
Seria : -
Wydawnictwo : Pascal
Stron : 448
Półka : Od wydawnictwa

Tragiczne przeżycia potrafią bardzo mocno wpłynąć zarówno na człowieka, jak i jego dalsze losy; chcemy jak najdalej uciec od miejsca, gdzie wydarzyło się coś dla nas strasznego, bądź odseparować się od rzeczy, przypominających nam o tragedii, która była naszym udziałem. Jack i Mabel stracili dziecko; aby odsunąć od siebie mroki przeszłości postanowili przeprowadzić się na niedostępną i tajemniczą Alaskę. Widzieli w tym szansę na stworzenie nowej rzeczywistości, z dala od tragedii. Pewnego popołudnia, spontanicznie, ulepili ze śniegu małą dziewczynkę- Mabel podarowała jej nawet czapkę i szalik. Następnego dnia okazało się, iż ktoś zniszczył śniegową dziewczynkę i zabrał zimowe podarki; wokół domu widać jednak ślady małych stóp, a na tle drzew kilkakrotnie miga drobna postać...
Czy to możliwe, że miłość ma tak ogromną moc, by zmienić śnieg w prawdziwe, ludzkie ciało ... ?

Moja najdroższa Mabel, nigdy nie możemy być pewni tego, co nam się przydarzy. Zycie zawsze miota nami na różne strony. Ale na tym właśnie polega przygoda: nie wiesz, jak to się skończy i dokąd zajedziesz. Ktokolwiek mówi, że życie jest czymś innym niż tajemnicą, okłamuje samego siebie. Powiedz mi tylko, kiedy czujesz, że naprawdę żyjesz ?

Zakochałam się w okładce; do tej pory, ilekroć mój wzrok skupi się na regale, automatycznie spoczywa na tej książce. Nic dziwnego, jest przepiękna- twarda okładka, zimowy krajobraz, dziecko. Całość idealnie wpasowywała się w aurę za oknem (dopóki na zewnątrz leżała czysta warstwa śniegu), dzięki czemu jeszcze przyjemniej było pochłaniać Dziecko śniegu.

Mabel i Jack to dotknięte ogromną stratą małżeństwo- otóż zaraz po porodzie ich wyczekiwane dziecko -chłopczyk- zmarło.  Co prawda już wcześniej cichym marzeniem Mabel było odkrywanie ziem Alaski, jednak dopiero śmierć stała się impulsem do całkowitej zmiany dotychczasowego życia. Alaska powitała ich zimnem, ciszą i ciężką pracą... ale także nadzieją. Nadzieją, która rosła z dnia na dzień, od kiedy śniegowa dziewczynka zniknęła, a inna mała postać zaczęła coraz bardziej zbliżać się do ich domostwa...

Baśń- kiedy widzę to słowo na okładce, wiem, że muszę przeczytać. Sama co prawda nie szukam tego typu książek, bo jakoś nigdy nie rzucają mi się specjalnie w oczy, ale często przypadek sam pcha je w moje dłonie. Zawsze ciekawiło mnie, jak bardzo współcześni pisarze zmodyfikują znane (bądź nie) baśnie, jak pociągną wątek i czy im to jako tako wyjdzie. W przypadku Eowyn Ivey wyszło, nawet bardzo dobrze. Autorka bez pośpiechu wprowadza nas w przeszłość małżeństwa, opisuje szarą i męczącą codzienność, gdy człowiek nieomal traci nadzieję na jakąkolwiek zmianę i gładko przenosi nas do momentu, gdy Jack i Mabel odżywają dzięki pewnej małej istotce, ponoć ulepionej ze śniegu. Cóż, nie da się przejść obok tej książki obojętnie- jest magiczna, kradnie czas, ale czas ten wcale nie jest stracony ! Żałowałam, że to tylko niecałe 500 stron... Uznanie należy się także za właściwie niepewną historię dziecka, bo- czy rzeczywiście jest baśniową istotą ulepioną ze śniegu, tak jak w rosyjskiej baśni czytywanej przez ojca Mabel w dzieciństwie, czy zwykłym dzieckiem, opuszczonym przez najbliższych ? Właściwie mamy wyjaśnienie, ale... i nie mamy. Kolejny plus za zakończenie, które mimo smutku rozstania, daje także nadzieję na kolejny powrót pewnej śniegowej panienki w kolejny, mroźny poranek...

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Pascal !