czwartek, 11 lipca 2013

[076] Samanta Wilde- ' Mama w czterech ścianach '

Więc tak:
- Planuję wreszcie sama stworzyć jakiś szablon,
- Zastanawiam się, czy nie zanudzę Was, jeśli będę wstawiać notki codziennie, bądź co drugi dzień ?
- Podpatrzyłam na wielu blogach fajny pomysł, tzn. chodzi mi konkretnie o kącik filmowy, realizowany w konkretny dzień. Może też rozpatrzyłabym coś takiego, o ile nikt nie posądzi mnie o kopiowanie ? :)
Pewnie wszystkie zmiany rozpoczną się wraz ze zmianą szablonu ;d
***



Autor : Samanta Wilde
Tytuł : Mama w czterech ścianach
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Stron : ?
Półka : Od wydawnictwa
Zastanawiała się już któraś z Was, drogie Panie Czytelniczki, jak to jest być mamą ? Zawęzić swój do tej  pory rozbudowany świat do jednej, małej istotki, ciągle wymagającej opieki ? Nauczyć się jak jednocześnie myć włosy, pilnować niemowlaka i robić kolację ? A może wiele z nas patrzy na to przez różowe okulary- dzieci są słodkie, ale nie zawsze spokojne. I nie zawsze robią to, o co się je telepatycznie prosi. No i nie zawsze odbija im się tam, gdzie powinno.
Joy jest matką od niedawna, a w jej przypadku trafne są słowa o natychmiastowej miłości do potomka; bohaterka nie widzi świata poza swoim małym mężczyzną, na czym oczywiście lekko cierpi jej małżeństwo. A żeby tego było mało na miłosną scenę rozbudzonej erotycznie Joy, choć nie zaspokojonej przez małżonka, wkracza przystojny instruktor jogi oraz... były chłopak z czasów studenckich. Jak pośród tylu pokus poradzi sobie mamuśka, w której buzują hormony ?

Okładka : Front jest prześliczny; mały chłopczyk dziabie mamę w nogę. Cud, miód i orzeszki. No  i jakże to odpowiada treści...

Bohaterowie : Super mama, czyli Joy- pokazuje nam się raczej od tej gorszej strony, strzela fochy, ciągle się wkurza, a jej własny mąż działa na nią jak płachta na byka. Dodatkowo synek Zach nie zawsze działa zgodnie z jej wolą, choć jak każda matka, broni go jak lwica. Wszystkie jej stany nerwowe można wytłumaczyć ciągłym zmęczeniem po porodzie, w końcu została praktycznie sama z małym dzieckiem na głowie i prowadzeniem domu. Małżonek bowiem objął posadę dyrektora renomowanej szkoły dla chłopców, więc na co dzień zamiast skupiać się na wychowaniu własnego potomka, doprowadza do ładu bogate dzieciaki. Jak czytamy, Joy zostaje praktycznie sama, bo jej własna matka po raz kolejny wychodzi za mąż, a więc... do ogólnych zajęć dochodzi także planowanie uroczystej kolacji. Ech, co za życie ! Pozostaje jeszcze teściowa, niechętna synowej, ale jak najbardziej za wnuczkiem. 

Moje zdanie : Choć na dzieci mam jeszcze czas, to lubię czytać takie realistyczne książki o macierzyństwie. Nie znajdziemy tutaj złotych rad, przestróg i obrazu idealnej rodziny, a rozdygotaną jak galaretka kobietę, która wciąż nie może przebaczyć mężowi -w jej mniemaniu- braku zainteresowania dzieckiem. Naprawdę, "Mama w czterech ścianach" jest pozycją zabawną, ciekawą i czasami troszkę wzruszającą; ale tylko troszkę. Można powiedzieć, że ta lektura może nas całkiem nieźle przygotować na nerwy, jakie czekają na nas, gdy zostaniemy matkami ;)


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka !