środa, 8 maja 2013

[065] M. A. Trzeciak- ' Inframundo '

14 dni do wakacji <3

***



Autor : M. A. Trzeciak
Tytuł : Inframundo
Seria : -
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 197

Greta odkąd pamięta związana jest z przepięknym Inframundo- kinem, które kocha ponad wszystko i wszystkich. Kobieta jest mocniej przywiązana do wyniosłej budowli niż do własnego mężczyzny. Bohaterka uwielbia spędzać czas przed ogromnym ekranem, oglądając ulubione, stare filmy wciąż i wciąż, aż do znudzenia; ponadto często ucina sobie krótkie pogawędki z bohaterami występującymi na ekranie. Fortuna kołem się toczy i gdy umiera właścicielka, a zarazem przyjaciółka wszystkich pracowników- Jowita, Inframundo ląduje w spadku właśnie w ich rękach. Jednak czy kino, zatrzymane w czasie jest zdolne do przyciągnięcia ludzi na poziomie ? I jaką rolę ma odgrywać ptak, będący teraz jak i w przeszłości częścią Inframundo ?

Gustowna okładka, przedstawiająca wnętrze kina, mówi nam jedynie o przedmiocie opowieści, konkretniej o Inframundo właśnie. Nic w tym niezmiennym obrazie nie wskazuje czytelnikowi, jaka historia czeka go w środku- coś wzruszającego, zabawnego, a może wręcz przeciwnie- oklepanego i nudnego ? Sprawdźcie sami ;)

Greta ma kompletną obsesję na punkcie kina, najchętniej zamieszkałaby w nim i tak właśnie robi, gdy tylko dowiaduje się o niecodziennym spadku. Nikt nie wierzy w jej zapewnienia o zauważeniu Tajemniczego Usypiacza za plecami Jowity, składając wszystko na karb zmęczenia. Sama bohaterka coraz mocniej zakochuje się w Inframundo, uciekając się do każdego sposobu, byle tylko kino nie upadło.

Książka bardzo wciągająca; niecałe 200 stron pochłania się niemal na raz, choć początki nie były lekkie. Autorka świetnie wykreowała bohaterów, Greta jest w stu procentach marzycielką, żyjącą w kompletnym oderwaniu od ziemskich spraw, aż momentami miało się ochotę nią potrząsnąć i spytać, czego ona właściwie chce od życia ? Kobieta ma 30 lat, a zachowywała się chwilami jak pięcioletnia dziewczynka. Zamiast dbać o Małe Stworzonko, szczęśliwie rosnące pod jej sercem, to ona żyła byle jak, jadła byle jak, wszystko było jej obojętne oprócz nocnych sesji z nienarodzonym jeszcze dzieckiem. Z trudem akceptowałam jej zachowanie, bo uważam, że gdy w grę wchodzi dziecko, trzeba przestać już być egoistą, a dbać o potomka. Ogólnie jak już wspomniałam historia bardzo intrygująca, wydawałoby się, że Inframundo to kino jak każde inne- no, oczywiście bardziej gustowne i przeznaczone zdecydowanie dla wybranej publiczności. Szlag mnie trafiał, kiedy niektórzy z nowych "klientów" nie potrafili poszanować czyjejś pracy, niszcząc to, co dla innych jest bardzo ważne. Akcja toczy się bardzo szybko, w pewnym momencie bohaterowie starych filmów nie żyją już wyłącznie w głowie Grety, ale wchodzą na plan wydarzeń, biorąc w nich udział- i tu kolejne moje gromy spadają na Gretę, która posłuszna jak dziecko oddawała się swemu ulubionemu bohaterowi. Pod koniec akcja po prostu pędzi, czytelnik czuje tak ogromną ciekawość, co dalej, że aż niemożliwym jest oderwanie się od zapisanych stron. Do tego dochodzi tajemnica starych zdjęć... Aż wszystko wreszcie kończy się happy endem i dla kina i dla ludzi zakochanych w Inframundo. Ale tym razem ten happy end nie jest jednym z tych, które są totalnie przesadzone i przede wszystkim przesłodzone- to raczej zakończenie, które niesie nadzieję i wytchnienie dla skołatanych od tajemnic damskich i męskich serc.

Reasumując, książka zasługuje na polecenie; nie ma konkretnej grupy ludzi, którym może się spodobać- uważam, że każdy powinien rozpocząć swą przygodę z "Inframundo" i nikt nie będzie żałował tych kilku godzin lub dni. 

Za książkę serdecznie dziękuję Pani M. A. Trzeciak :)