niedziela, 23 kwietnia 2017

[370] Małgorzata Hayles- 'Trzecia osoba'

***


Autor : Małgorzata Hayles
Tytuł : Trzecia osoba
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 320

Barbara- Polka, która od wielu lat przebywa w Anglii. Chwytała się wielu prac, do czasu, aż poznała bogatego Anglika imieniem Peter. To on został jej mężem, dał jej dach nad głową, dostatnią przyszłość oraz... wyszkolił ją w każdym możliwym życiowym detalu. Obecnie Barbara jest wdową, żyje bogato, acz samotnie. Zamknięta w czterech ścianach londyńskiego mieszkania, boi się przekroczyć jego próg. Zakupy robi wyłącznie przez internet. Nie wychodzi na spacer w słoneczne dni. Z nikim się nie widuje, prócz mieszkającego po sąsiedzku doktora. Jej codziennym zajęciem jest dbanie o ciało i połykanie kolejnych książek polskich autorów. 

Ta jedna, jedyna historia zmienia jej życie. To przypadek, że trafia akurat na tę książkę. Przewracając kolejne strony, z niedowierzaniem widzi siebie, swoje życie i myśli w głównej bohaterce, stworzonej przez niejakiego Jerzego.

Przypadki chodzą po ludziach, ale... takie?

W tym przypadku dużo wyjaśniać nie trzeba; do przeczytania skłonił mnie oczywiście opis książki. Historia życia osoby mieszkającej w Anglii, nieznajomej polskiemu pisarzowi, umieszczona w jego debiutanckiej powieści? Coś tu jest nie tak i to bardzo. 
Przez te ponad trzysta stron praktycznie nieustannie zastanawiałam się, kim tak naprawdę jest Barbara: samotną, sfiksowaną kobietą? Wariatką, stałą mieszkanką szpitala psychiatrycznego, uwięzioną we własnych rojeniach? Wytworem wyobraźni Jerzego? A może... po prostu Barbarą?

Wyobraźnia czasem płata figle. Uważajcie.

Jestem zaskoczona Trzecią osobą w  jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niby historia powolutku toczy się swoim rytmem, niby Jerzy i Alicja, jego żona, uwierzyli w ten ogromnie dziwny zbieg okoliczności. Co więcej, Jerzy podpisał z tajemniczą kobietą umowę na kolejną książkę, która miałaby odmienić losy Barbary- wierzy ona bowiem, iż jej los spoczywa w rękach polskiego autora. No i ważne jest to, że od momentu podpisania kontraktu Barbara zamieszkała w domu wraz z małżeństwem i dziećmi. Ba, z upływem czasu coraz bardziej traktowano ją jak dawno niewidzianego członka rodziny. Dziwne? 
Jak już wspomniałam, wydarzenia toczą się powoli, jednak mimo to nie nudziłam się podczas lektury. Utwór pani Hayles jest pełen tajemnic i czuć to wyraźnie w atmosferze lektury, nawet, jeśli obecnie bohaterowie tylko spożywali wspólny posiłek. To też po części opowieść o związkowych przyzwyczajeniach, uczuciach, pewnych brakach w relacji damsko- męskiej: w końcu Barbara powstała na podstawie fantazji Jerzego, zaś jego małżeństwo z Alicją z roku na rok coraz bardziej zmierzało do... rutyny. A gdy żywa Barbara pojawiła się na progu, co wtedy... ?

Zachwyciło mnie zakończenie. Do tej pory nie wiem, co było prawdą, a co wymysłem Jerzego. Autorka -niczym książkowy Jerzy w swojej powieści- zostawia nam zakończenie w postaci pomieszczenia, na ścianach którego znajduje się troje drzwi. I to od nas zależy, którą prawdę wybierzemy- prawdę, czyli finisz tej szalonej historii. 

Trzecia osoba- cieszę się, że nie ominęłam tej książki!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

[369] Sarah Pinborough- 'Co kryją jej oczy'

***





Autor : Sarah Pinborough
Tytuł : Co kryją jej oczy
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 400

David i Adele na pierwszy rzut oka to małżeństwo idealne; on- przystojny mężczyzna, walczący z uzależnieniami swoich pacjentów, ona- piękna, młoda kobieta, perfekcyjna gospodyni domowa, eteryczna piękność. Razem tworzą duet idealny. Ale... czy czasem nie mylą nas pozory?
Bo przecież do tego sielskiego obrazka trzeba dodać przepisywane dla żony przez Davida tabletki. Jego telefony co kilka godzin. Kontrolę. Zamykanie w czterech ścianach na klucz. Siniaki na ciele Adele...
A pośrodku wszystkiego znajduje się Louise, sekretarka Davida (a prywatnie jego kochanka) i od niedawna przyjaciółka Adele. Grając na dwa fronty jeszcze nie wie, że na jej głowę może spaść coś o wiele gorszego, niż atak żony kochanka...

Pozory mylą; nawet nie wiecie jak bardzo, dopóki nie przeczytacie tej książki.

Okej, nadszedł czas, aby napisać recenzję. Siedzę przed komputerem, wgapiam się w ekran i nie wiem, od czego zacząć. Też tak macie, że gdy jakaś książka Was w sobie rozkocha, to nie wiecie, jak ją opisać, aby inni wyczuli Wasz entuzjazm? No właśnie. Co kryją jej oczy jest lekturą, w której utonęłam. Nie spodziewałam się tego, na pewno nie. To tyle tytułem wstępu.

Od samego początku, niemalże od pierwszej strony, autorka gra na naszej wyobraźni. Poznajemy piękną i idealną Adele, jednak w jej obrazie coś nie gra. Kobieta się boi, a strach w jej oczach wzrasta z każdą sytuacją, gdy miałaby się sprzeciwić mężowi. Nawiązać przyjaźń? Nie ma opcji. Nie odebrać telefonu od Davida? Jeżeli życie Ci miłe, to zrób to, odrzuć połączenie.
Adele cała jest strachem i czytelnik automatycznie obsadza ją w roli ofiary przemocy domowej. Pani Pinborough skutecznie kieruje naszą uwagę na wybuchy agresji Davida, na jego problem z alkoholem i dziwne, wrogie zachowanie wobec żony. Żony, która przecież ze wszystkich sił stara się być dla niego perfekcyjną...

Historia o przemocy domowej? Co to, to nie.

Ciężko było mi zrozumieć, co tak naprawdę trzyma bohaterów razem. Ona jest niemalże obsesyjnie w nim zakochana, on zdaje się jej z całego serca nienawidzić. No i nie możemy pominąć Louise, do której to zapałał uczuciem mężczyzna. W takim razie dlaczego nie rozwód? Kolejne pytania bez odpowiedzi. Długo myślałam, że Adele i David to małżeństwo o specyficznym charakterze- ludzie, którzy uwielbiają w swoje małżeńskie gierki wciągać osoby trzecie, aby je wykorzystać w pewien sposób i bez ostrzeżenia porzucić na pastwę losu. Wiecie, coś w rodzaju bardzo toksycznego związku, gdzie osoby nie mogą żyć razem, ale bez siebie też nie potrafią. Zerwanie tej więzi jest -zakładam- praktycznie niemożliwe. A wspominałam już, że ta książka to tylko pozory? Właśnie. 
Wiem, wiem. Piszę dość nieskładnie, ale taki już mam charakter, kiedy recenzuję lekturę, która mnie... zaskoczyła. I to tak mocno, że chyba nigdy nie zapomnę tej historii, a co więcej, będę do niej wracać. Oczekiwałam mrocznego thrillera o domowej tyranii (i na początku byłam pewna, że oto otrzymałam takową opowieść), a dostałam coś o wiele lepszego, bardziej tajemniczego. Brak mi słów. Co kryją jej oczy przeczytałam w ciągu kilku godzin, odrywając się tylko do niezbędnych, codziennych czynności. Wiedziałam, że jeśli zostawię sobie ostatnie sto stron na kolejny dzień, to nie zasnę. Tak więc nie spałam, ale czytałam. I położyłam się zadowolona. 

To nie jest zwykła książka. To nie jest lektura, gdzie ukryte w człowieku zło wychodzi na światło dzienne. To coś o wiele, wiele więcej. Historia nadnaturalnego talentu, obsesyjnego uczucia, poświęcenia tak ogromnego, że nawet śmierć staje się już mniej straszna... W pewien sposób to także opowieść o wiecznym więzieniu. 
I słowa: " I że Cię nie opuszczę aż do śmierci..." nagle zyskują nowy, straszny wydźwięk. 

Pamiętajcie, Co kryją jej oczy to utwór pozorów. Nie wierzcie nikomu- ani autorowi, ani bohaterom.
Ale... mi uwierzcie. Przeczytajcie koniecznie!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!