czwartek, 25 sierpnia 2016

[318] Joanna Barnard- 'Za wcześnie'

***

Autor : Joanna Barnard
Tytuł : Za wcześnie
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 352

Mieliśmy w życiu szkolnym różnych nauczycieli; od wiekowych specjalistów od wszystkiego, po młodych, nieopierzonych jeszcze dydaktyków. Zdarza się, że dziewczyny z wypiekami na twarzach rozmawiają o obiekcie swoich westchnień- jednostce z grona pedagogicznego. Fantazje, zamknięte w uczniowskich głowach nikogo nie krzywdzą; gorzej, jeżeli ktoś postanowi to wykorzystać...

Fiona w wieku czternastu lat poznaje Henry'ego Morgana, nauczyciela literatury. Pisarskie zacięcie, bogata wyobraźnia i bycie indywidualistką zbliżyły dziewczynę do nauczyciela, który obiecał jej swoją przyjaźń. Mimo, że Fiona miała co do niego inne plany... Piętnaście lat później spotykają się w supermarkecie. On- wciąż tkwiący w jej myślach, ona- starsza, zamężna, wciśnięta w ramy dorosłego życia. I wszystko wraca.

Są rzeczy, które już dawno powinny umrzeć.

Śmieszne, że potrafimy się zakochać, twierdzimy, że tę drugą osobę kochamy bez zastrzeżeń taką, jaka jest, a potem z determinacją przystępujemy do prób zmienienia jej w kogoś, kim nie jest.

Do książki pani Barnard przyciągnęła mnie przede wszystkim tematyka- miłość do nauczyciela plus taki tytuł wskazywał wyłącznie na to, że to nie jest słodkie love story. Nie mogłam się doczekać, kiedy rozpocznę swoją przygodę z tą pozycją.
To trochę tak, jakby przez te piętnaście lat nieobecności Morgana Fiona przechowywała swoje uczucia do niego, podsycając je, nie dając im umrzeć. Piętnaście lat, wyobrażacie sobie? Nie wiedząc, czy kiedykolwiek ponownie go spotka. Ba, sama ułożyła sobie życie na nowo z mężczyzną niemal idealnym (bo ideały przecież nie istnieją). Jednak gdy natyka się na dawnego nauczyciela, coś w niej pęka- a może raczej wybucha. Sekrety, miłość, tęsknota. Od razu wie, że to nie jest przelotne spotkanie.

Trochę mnie ta książka zawiodła. Choć -moim zdaniem- tematyka bardzo emocjonalna, to Za wcześnie została zaledwie delikatnie owymi emocjami okraszona. W dużej mierze autorka skupiła się na przedstawieniu ich wspólnej historii, co oczywiście uznaję za pozytywną stronę. Brakuje jednak takiego elementu zaskoczenia, nawet, gdy na jaw wychodzi tajemnica sprzed lat. Mówiąc oględnie, czegoś tej lekturze brakowało. Kolejnym pozytywnym aspektem byli bohaterowie: Henry Morgan, postać bardzo elektryzująca, przyciągająca do siebie ludzi, pewna siebie i Fiona, ukrywająca własną kruchość pod pewnością, iż jest kimś wyróżniającym się z tłumu. Myślę, że właśnie takich "ofiar" szukał nauczyciel literatury. 

Z jednej strony to opowieść o bardzo źle ulokowanym uczuciu, zaś z drugiej dowód na to, jak silna potrafi być miłość. Przeciwko wszystkim, wbrew przyjmowanym schematom. Odrzucenie, zdrada, kłamstwo. Specyfika związku tej dwójki polega wyłącznie na tym, iż to nauczyciel i uczennica. Jak już mówiłam, zabrakło mi trochę emocji bijących z kolejnych stron mimo, iż natykałam się na różne sceny, mniej lub bardziej tragiczne.

Mówi się, że nic nie smakuje lepiej niż zakazany owoc, prawda? A jeśli dodam, że po takim "grzechu" trzeba się zbierać latami? Warto? Zapewne czasami tak. Ocenę tej książki zostawiam Wam, sama bowiem do końca nie wiem, jak to z tą historią jest.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!

 

niedziela, 21 sierpnia 2016

[317] Grażyna Plebanek- 'Pani Furia'

***

Autor : Grażyna Plebanek
Tytuł : Pani Furia
Seria : -
Wydawnictwo : Znak Literanova
Stron : 368

Na pewno ją znacie- złość tak silną, że aż dusi. Czujecie, jak swobodnie płynie Waszymi żyłami, docierając w najmniejszy skrawek Waszych ciał. Zaciskacie bezsilnie dłonie, może reagujecie w inny sposób. Oto ona, Pani Furia.

Alia nie miała łatwego życia: od najmłodszych lat pomagała matce, Mrówce w opiece nad młodszymi braćmi. Do tego obowiązki szkolne, nieustanne kłótnie między rodzicami, zdrady. Nigdzie nie pasowała, każdy chciał ją kształtować według własnego gustu. I tak płynęły lata, a Alia z dnia na dzień zamieniała się w Furię. Żywą, agresywną i bezlitosną. 

Aż przyszedł dzień, w którym kobieta nauczyła się, jak wykorzystać toczące jej żyły szaleństwo tak, by nie skrzywdzić niewinnych. 

Nie miałam jeszcze do czynienia z twórczością pani Plebanek, byłam więc ciekawa, co też kryje się pod tym intrygującym tytułem. Pani Furia, niejednego z Was, drodzy Mole, przepełniałaby ciekawość, prawda? Szczerze, spodziewałam się całkiem innej historii, aczkolwiek nie jestem rozczarowana tym, co zaserwowała nam autorka.

Poznajemy życie Alii właściwie od najmłodszych lat, które przepełniały jej liczne gawędy jej ojca, Eddy'ego, dotyczące zarówno tego, co ich otaczało, jak i boksu. Z biegiem lat to właśnie w boksie kobieta odnalazła spokój, dając ujście nagromadzonej złości.

Nie, ta książka to nie historia o kobiecie, która wspięła się po drabinie społecznej i zdobyła sławę jako światowej klasy bokserka. Nie. To opowieść o Alii, która od dzieciństwa została przytłoczona zbyt wieloma sprawami. Nigdzie nie potrafiła się wpasować, zawsze ktoś znalazł w niej jakieś "ale", pragnąc ją zmienić. Ale Alia to naprawdę twarda kobieta, z rodzaju tych, z którymi się nie pogrywa. Bohaterka ze względu na wiele czynników (ciemny kolor skóry, płeć) musiała być twardsza niż inni. Dlaczego? Aby im pokazać, że płeć nie określa siły. Że kolor skóry nie mówi o tym, jakim ktoś jest człowiekiem. Dla niej każdy dzień jest walką na ringu życia o to, czy zdobędzie wreszcie upragniony spokój ducha. 

Pani Furia to przede wszystkim książka dotycząca stereotypów. Wiecie, że jeżeli kobieta, to słabsza, płaczliwa i w ogóle to nie nadaje się na policjantkę. Dlatego trzeba też dać jej dwa razy większy wycisk niż innym, żeby pamiętała, gdzie jej miejsce. A do tego czarna, więc trzeba dać jej kopa. Bo przecież tyle tych "brudasów" na świecie, a szczególnie w Belgii, gdzie toczą się wydarzenia...

Może nie czytałam tej publikacji z zapartym tchem, ale znalazłam w niej wiele pozytywów. Skupienie się na dyskryminacji ze względu na płeć czy kolor skóry to bardzo uniwersalny temat, typowy dla naszych czasów. A niby tak idziemy z duchem techniki, no ale cóż. Styl pani Plebanek jest bardzo dobry, czyta się płynnie, nie natknęłam się na żadne skomplikowane sformułowania czy nielogiczne zdania. Do tego autorka przytoczyła gawędy zarówno Eddy'ego, jak i późniejsze Alii. Podziwiam ludzi, którzy na poczekaniu potrafią opowiadać (wymyślać?) tego rodzaju opowieści.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!