czwartek, 18 stycznia 2018

[425] Izabella Frączyk- 'Jedną nogą w niebie'

***


Autor: Izabella Frączyk
Tytuł: Jedną nogą w niebie
Seria: Stajnia w Pieńkach/ t. 3
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 296

Stadnina w Pieńkach coraz prężniej rozwija swoją działalność, a Magda wreszcie czuje się spełniona i szczęśliwa w ramionach jej sąsiada, Adama, a jednocześnie obecnego partnera. Po wszystkich niemiłych przygodach kobieta ma nadzieję, że w jej życiu wreszcie zapanował upragniony spokój. Magda jednak pecha otrzymała chyba w genach... Powódź, szantaż i coraz liczniejsze problemy finansowe doprowadzają właścicielkę Pieniek do ostateczności.

Mówią, że po burzy zawsze wychodzi słońce; ale czy główna bohaterka odnajdzie w sobie jeszcze odrobinę siły, aby nadal dzielnie walczyć o marzenia swoje i bliskich?

Mam jakiś sentyment do tej serii; niby czekałam na ostatni tom, aby poznać dalsze losy bohaterów, a gdy już go dostałam i przeczytałam... to jakoś tak smutno mi się zrobiło. Mimo że Magda naprawdę ma pecha we krwi i ilość nieszczęść przypadających na jej drobną, kobiecą postać jest zdecydowanie zbyt duża, to zawsze bardzo dobrze bawiłam się w jej towarzystwie. No ale, rozstań czas nadszedł...

Część kończąca trylogię o Pieńkach jest zdecydowanie najbardziej zaskakujący, najmocniejszy ze wszystkich. Do tej pory Magdzie przydarzało się wiele przykrych sytuacji, jednak po chwilowym emocjonalnym dołku, dzięki wsparciu licznych przyjaciół, brała się "za bary" i dziarsko ruszała przed siebie, stawiając czoła wszelakim przeciwnościom. Tym razem było jednak inaczej- najpierw odbierające chęć do życia kłopoty w jej prywatnym, adamowym niebie, potem powódź, a następnie kolejne, losowe niespodzianki. Załamała się, nic dziwnego. 

W każdym tomie podziwiałam tę kobietę za odwagę; to prawda, że nad jej głową nieustannie krążył huragan, lecz mimo wszystko wytrwała. Niosła pomoc innym na tyle, na ile mogła, a ludzie odwdzięczali się tym samym. Każdy jej życiowy kataklizm tak naprawdę później rozkwitał w postaci życzliwości ludzkiej. A przecież dla każdego wsparcie jest ważne, prawda?

Smutno mi, bo to czas pożegnać. Ale myślę, że kolejne powieści pani Frączyk będą równie ciekawe. Czekam więc z niecierpliwością!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!


środa, 17 stycznia 2018

[424] Michael Hughes- 'Mali ludzie'

***


Autor: Michael Hughes
Tytuł: Mali ludzie
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 336

Koniec roku 1999, technologia zyskuje coraz większą popularność, a co za tym idzie- coraz więcej osób potrzebuje fachowych programistów. Jednym z nich jest Chris, utalentowany młody człowiek, który poza pracą nie wiedzie raczej zbyt rozrywkowego życia. W czteroosobowej firmie ma za zadanie naprawiać oprogramowania, wprowadzać ulepszenia, słowem- wszystko, czego potrzebuje rozwijający się świat. Nie potrafi być dla innych niemiłym, dlatego też czas od czasu zagaduje swą współpracownicę, Lucy, dziewczynę o ostrym makijażu i równie ostrym języku. Jeszcze nie wie, jak dużą rolę w jego życiu odegra ta gotycka księżniczka.
Gdy na targu staroci rzuca mu się w oczy niepozorna, drewniana układanka, dziwny impuls każe mu ją zakupić; od tej chwili bohater rusza w tajemniczą podróż przez wieki. Ktoś za wszelką cenę pragnie mu coś uświadomić...

Po opisie wiedziałam, po prostu wiedziałam, że czeka mnie nietypowa historia. Do tego (jakżeby inaczej) skusiła mnie przepiękna, intrygująca okładka. Podskórnie czułam, że treść będzie równie ciekawa. 

Od pana Hughes'a dostajemy ładnie zapakowany prezent, tyle że przełożony kilkoma warstwami ozdobnego papieru, i obwiązany licznymi wstążkami. Wewnątrz bowiem znajduje się nie tylko historia Chrisa, ale także przenosimy się w przeszłość, do momentu wydania przez Johna Miltona jego wiekopomnego dzieła, do czasu, gdy poeta William Blake doświadcza często szokujących wizji, jak również do lat, gdy po West Endzie grasował groźny morderca prostytutek, znany bardziej jako Kuba Rozpruwacz. On sam dzieli się z czytelnikiem swoją historią, mroczną i krwawą opowieścią poprzez listy, słane do policji. 

W jakiś sposób, tak różne i praktycznie niepowiązane ze sobą nijak postacie odgrywają rolę we wspólnym teatrze życia. Może nie bez znaczenia są tu lata- rok 1666 to czas Johna Miltona, 1777- Williama Blake'a, 1888- Kuby Rozpruwacza, i ostatecznie 1999- Chrisa? Powtarzający się wiekowy schemat, a także tajemnicza układanka, która również należała do wspomnianych bohaterów, mogą mieć znacznie większe znaczenie. A co, jeżeli... świat ma się skończyć?

Poprzez ową wielowątkowość powieść staje się niezwykle ciekawa; obserwujemy Londyn i zachodzące w nim zmiany. Wyraźnie poznajemy nastroje ludu, towarzyszącą im wiarę czy odrzucanie "bełkotu". Dzięki temu Mali ludzie bardzo zyskują, zwyczajnie nie sposób się nudzić. Cały ten utwór jest jedną wielką zagadką i wciąż mam wrażenie, że nie rozwiązałam jej nawet w jednym procencie. A czy jest coś lepszego niż lektura, która pozostawia po sobie wrażenie... niepewności?

Czytając, musicie poświęcić jej całą uwagę. Drobne rozproszenie może doprowadzić do przerwania toku myśli, towarzyszącemu żmudnym próbom rozwiązania zagadek, a co za tym idzie- zgubieniu się w historii. A później, niestety, ciężko jest dogonić pomysły z kilku minut przed...

Dobra książka, niezły wysiłek dla mózgu; warto raz na jakiś czas wykonać takowe "ćwiczenie" półkul. 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!