środa, 30 listopada 2016

[339] Gayle Forman- 'Zostaw mnie'

***

Autor : Gayle Forman
Tytuł : Zostaw mnie
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 432

Każdy Twój kolejny dzień wygląda tak samo- wstawanie skoro świt, śniadanie, przygotowanie dzieci do przedszkola, podróż do pracy. Siadasz za biurkiem i na sam widok ponad stu maili łapiesz się za głowę. Ledwo zdążysz "odkopać się" z jednej listy zadań, zapisanej aż po brzegi, a tu już szefowa zleca Ci kolejne zadania. Czas pracy rozciąga się do granic możliwości, odwrotnie do ilości tego, co jeszcze masz do zrobienia. W końcu wracasz do domu, ale ani na sekundę nie zrzucasz z siebie maski perfekcjonistki. Przecież musisz zająć czymś swoje czteroletnie bliźniaki, ugotować obiad, posprzątać, wstawić pranie... nie wspominając już o stercie pracy, jaką przywiozłaś do domu. Wtedy próg waszego rodzinnego gniazdka przekraczaTwój mąż, zdziwiony, że nie masz czasu ani chęci na spędzenie z nim chwili inaczej niż przed tv. Jedyne, o czym marzysz, to wygodne łóżko. I święty spokój.

Tak to już jest. W naszym życiu pojawiają się różni ludzie. Niektórzy zostają, inni nie. Jeszcze inni na pewien czas się oddalają, aby kiedyś znów powrócić.

Twórczość pani Forman znam dzięki Zostań, jeśli kochasz. Dzięki tej historii wciągnęłam się w świat tworzony przez autorkę, za każdym razem będąc coraz bardziej ciekawa tego, co jeszcze nam podaruje. Zostaw mnie co prawda jest lekturą o lata świetlne oddaloną od młodzieżówek, acz nie mniej interesującą. A nawet rzekłabym, że boleśnie realną.

Życie Maribeth Klein coraz bardziej można określić jako chaos. Jako matka i redaktorka znanego pisma dzień w dzień działa na dwa etaty. Nieustający, trudny do zdiagnozowania przez bohaterkę ból w piersi, jak i inne objawy skłaniają ją do wizyty u doktora. Wyrok- wolno postępujący zawał. Potem stół operacyjny, szpitalna sala i nakaz lekarza, aby jak najwięcej odpoczywała. Ale czy to w ogóle możliwe? 

Śledziłam losy głównej bohaterki z uwagą. Jej postać to tak naprawdę miliony kobiet na całym świecie. Kobiet, które wstają pierwsze, a kładą się spać ostatnie. Kobiet, które prócz wzięcia na swe barki pracy zawodowej, mają na celu także wychowanie dzieci na porządnych obywateli. Kobiet, które zamiast prostego dziękuję, mogą usłyszeć jedynie: i co, cały dzień siedzisz w domu i nic nie zrobiłaś? Znam takie przypadki, gdy mąż to rzeczywiście niemała pomoc zarówno przy pracach domowych (obiad, sprzątanie, etc.), jak i opiece nad pociechami, ale -niestety!- częściej natykam się na chłopców (bo mimo czterdziechy na karku inaczej o nich powiedzieć nie mogę), którzy zamiast wspierać, wysuwają tylko kolejne żądania. I jeszcze mają czelność się skarżyć, jak to żona/ dziewczyna/ narzeczona ich zaniedbuje!

Odpoczynek? Dobre sobie. W słowniku Maribeth powoli zanika takie słowo. Mimo ciężkiej operacji i wręcz przymusu odpoczynku, na swoich bliskich może liczyć tak, jak zawsze- czyli w ogóle. Co z tego, że Jason przez tydzień zobowiązał się porzucić życie biurowe dla rodzicielskiego? Co z tego, że matka bohaterki przybyła z odsieczą? O ile mogę zrozumieć czteroletnie dzieci, nie rozumiejące, że mamusia jest chora i musi odpoczywać, o tyle postawa dorosłych zadziwia. Maribeth to twarda babka, ale stop! Kto po zawale, ciężkiej operacji byłby gotów od razu stanąć na nogi? No właśnie, nikt.

Stąd też, całkowicie, rękami i nogami podpisuję się pod jej decyzją o wyjeździe. Każda z nas, kobietek, ma tę swoją granicę, po przekroczeniu której nie ma już nic. Nic. Zero litości nad bliskimi, wyrzutów sumienia, wybaczenia. Jesteśmy tylko my, jak białe karty, gotowe do zapisania. A gdy przytłacza Cię życie, pozostaje jedynie ucieczka, odseparowanie się od bliskich tak, aby z dystansu przyjrzeć się dokładniej swojej egzystencji.

Pani Gayle Forman ma u mnie ogromnego plusa za poruszenie tak ważnego tematu. Dobrze, na co dzień może omijamy go wzrokiem, nie skupiamy się na spoczywających na naszych ramionach obowiązkach, bo przecież nie jestem beksą, jestem twarda, zacisnę zęby i ze wszystkim dam sobie radę. Oczywiście, innej możliwości nie ma. Ale czasem i my, twardzielki, musimy dać sobie na wstrzymanie. W przeciwnym razie, za dwadzieścia, trzydzieści lat (a może z perspektywy fotela, gdy ciało od dawna odmówiło posłuszeństwa) spojrzymy na swoje życie i pomyślimy, że nie żyłyśmy, a egzystowałyśmy. Zostaw mnie dała mi tak dużo do myślenia, że od skończenia książki wciąż się nad nią zastanawiam. 

Myślę, że już bardziej polecać Wam jej nie muszę. Trzymajcie się ciepło w te coraz zimniejsze dni! I pamiętajcie, jesteście twardzielkami! :)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!



czwartek, 24 listopada 2016

[338] David Jackson- 'Stukanie do mych drzwi'

***

Autor : David Jackson
Tytuł : Stukanie do mych drzwi
Seria : Nathan Cody/ t. 1
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 448

Nie ma to jak relaks przed telewizorem, w towarzystwie ulubionych aktorów oraz kieliszka wina; gdyby jeszcze nie ten dziwny chrobot, wydobywający się z okolic tylnych drzwi... Kobieta lekko zestresowana niecodziennymi odgłosami rusza do wyjścia. Szybkim szarpnięciem, po kilku głębokich oddechach, otwiera drzwi. Za nimi jedynie ciemność. Uspokojona wraca na kanapę, jednak już po kilku minutach drapanie małych pazurów rozlega się przy oknie. Z coraz szybciej bijącym sercem samotna kobieta kieruje się w stronę hałasu, by za oknem dostrzec kruka. Kruka, który nie może wyplątać się z jakiejś pułapki...
Wychodząc na zewnątrz kobieta jeszcze nie wie, iż na jej własnym podwórku czyha na nią śmierć. 

Mimo, że opis z tyłu książki średnio mnie zaintrygował, to postanowiłam dać jej szansę. Ot, ciekawość mola książkowego. Oczywiście dość spory udział w wyborze miała również okładka i ptaki, które stanowią istotną część fabuły. Ale o tym za chwilę.

Ktoś morduje policjantkę na jej własnym podwórku, a na jej zmasakrowanej twarzy pozostawia martwe ciałko kruka, z przywiązaną do nogi wiadomością- Nevermore. Badający sprawę zespół nie wie, co może oznaczać tajemnicza wiadomość, ani co przez upozowanego ptaka chce przekazać światu. Nathan Cody, wraz ze swoją byłą miłością, a obecną partnerką policyjną Megan Webley rusza tropem mordercy. Wiedzą jedno- ta śmierć to początek łańcucha.

Stukanie do mych drzwi od samego początku mnie zaskoczyło. W przeciwieństwie do innych lektur pisanych jako relacja z miejsca zdarzenia czy opis wydarzeń w czasie przeszłym, tutaj narracja prowadzona jest w czasie teraźniejszym. Niemal czujemy, że bohaterowie zwracają się bezpośrednio do nas, niezależnie, czy chodzi o toczącą się sprawę, czy problemy prywatne. Dzięki temu czułam się jeszcze bliżej wydarzeń, choć ciężko było mi się przestawić.

Sierżanta Cody'ego odebrałam jako mężczyznę o mrocznej przeszłości, który wesołkowatością starał się odsunąć od siebie wszystkich zainteresowanych jego problemami. To, co przeżył, na zawsze go zmieniło; koszmary będą prześladować go już zawsze. Byłam zaintrygowana tym wątkiem, nie wiedząc, co też mogło go spotkać.

Prawdę mówiąc nie była to publikacja porywająca w 100%. Autor miał bardzo dobry pomysł na fabułę i całkiem niezły styl, jednak mam wrażenie, że nie do końca wykorzystał potencjał tej historii. Okej, mamy tajemniczego mordercę i jego modus operandi, ale do pełnego sukcesu czegoś tu brakuje. I tak, o ile byłam ciekawa, dlaczego akurat ptaki i policjanci, jaki to ma ze sobą związek, o tyle rozwiązanie nieco mnie rozczarowało. Zważywszy jednak na to, iż to pierwszy tom serii myślę, że już kolejny tom może być ciekawszy. I na to liczę!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!