czwartek, 6 kwietnia 2017

[367] Dagmara Andryka- 'Trąf, trąf, misia bela'

***




Autor : Dagmara Andryka
Tytuł : Trąf, trąf, misia bela
Seria : Marta Witecka
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 480

Marta Witecka, dziennikarka znana nam z książki Tysiąc, znowu w akcji!

Marta Witecka coraz częściej dochodzi do wniosku, że jej życie ponownie stało się monotonne. Od czasu opisania historii miejscowości Mille kobieta podróżuje, promując swoje literackie dziecko. Mimo nacisków wydawnictwa nie ma pomysłu na kolejny utwór. Wciąż rozpamiętuje swoje życie w małej mieścinie, gdzie tak długo wierzono, że nie może być ich więcej niż tysiąc... 
Jednak na jednym ze spotkań autorskich zaczepia ją elegancka kobieta, przedstawiając się jako Anna, deweloperka. Próbuje namówić Witecką, aby zajęła się zagadkową sprawą zgonów jej przyjaciół. Anna wie, że ofiar będzie więcej...
Anna, Pola, Staszek, Jan, Żaneta, Filip,  Igor- niegdyś obozowa elita, dziś grupa przerażonych ludzi.

Co wspólnego ze współczesnymi wydarzeniami ma obóz w Trzciance, na którym przebywała 30 lat temu grupa sportowców? Dlaczego członkowie Bractwa umierają zgodnie z tym, co wylosowali dawno temu podczas jednej z ich zabaw... ?

Wciąż w pamięci mam historię Mille, a gdy w moje ręce trafiła Trąf, trąf, misia bela, nie mogłam doczekać się rozpoczęcia podróży w głąb ludzkich tajemnic wraz z Witecką. 

Pani Andryka ma niebywały talent- zawsze wpadnie na taki pomysł odnośnie fabuły, że nie wiadomo, czy dzieją się rzeczy nadprzyrodzone, czy może wydarzenia mają bardziej racjonalne wytłumaczenie. Nie wiem, być może tylko ja mam jakieś dziwne skojarzenia podczas lektury, jednak przez moment naprawdę rozważałam opcję duchów/ demonów etc. <cała ja>.

Odczuwam pewien niedosyt po tej lekturze. Owszem, chciałam jak najszybciej poznać zakończenie, aby rozwiać wszelkie wątpliwości (i oczywiście wreszcie otrzymać odpowiedź na pytanie, czy zgony członków Bractwa to niespotykany przypadek, czy ingerencja kogoś trzeciego), intrygowały mnie kolejne wątki- zarówno z prywatnego życia bohaterów, jak i z toczącego się 'śledztwa'-, jednak odniosłam wrażenie, że autorka tak długo i skrupulatnie budowała napięcie, że zabrakło go już do zakończenia. 
Wiecie, chodzi mi o to, że czasem śledztwo toczy się miarowo, w żyłach czytelnika już buzują uzbierane z kolejnych stron książki tajemnice, a w głowie przelatują kolejne podejrzenia i wtedy nadchodzi on- punkt kulminacyjny. Oczywiście, Trąf, trąf, misia bela również takowy posiada, ale... nie do końca zaskoczyło mnie takie rozwiązanie. 

Niemniej jednak ta historia zdecydowanie wciąga; zdaję sobie sprawę, że zakończenie jest istotne, ale nie oszukujmy się, ważniejsza jest sama treść przekazu. Nie mogę więc narzekać na utwór pani Dagmary Andryki, bowiem spędziłam przy tej  książce świetny czas. Oby więcej takich!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!