wtorek, 4 kwietnia 2017

[366] Virginia Macgregor- 'Zdumiewający powrót Nory Wells'

***





Autor : Virginia Macgregor
Tytuł : Zdumiewający powrót Nory Wells
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 496

Sześć lat temu życie rodziny Wells przewróciło się do góry nogami- Nora postanowiła odejść, a właściwie uciec. Opiekę nad dwoma córkami pozostawiła niedojrzałemu mężowi i przyjaciółce, Fay. Gdy po sześciu latach staje na progu dawnego domu, ma nadzieję, że rodzina powita ją z otwartymi ramionami. 
I tak oto Nora po raz kolejny wprowadza chaos w życie swoich bliskich.

Tak właśnie postępują pary, prawda? Przepisują na nowo historię swojej miłości.

Na początku muszę się przyznać, że ta powieść czekała na moim czytniku niemalże w nieskończoność. Podczas wyboru lektury zaintrygował mnie jej opis, jednak z czasem... cóż, czułam potrzebę przeczytania czegoś innego. I tak wciąż, wciąż, wciąż... aż przyszedł na nią czas. I wiecie co? Mam ochotę uderzyć głową w ścianę. Poważnie. Za swoją własną głupotę, która kazała mi kierować się moimi czytelniczymi widzimisię. Zdumiewający powrót Nory Wells, to świetna historia- tyle, jeżeli chodzi o wstęp.
(...) moim zdaniem, gdy kogoś kochasz, to nie za to, co robi, ale za to, kim jest tutaj.- wskazuje dłonią swoje serce.- Zakochujesz się w jego esencji, jego duszy, jakkolwiek to nazwać. A wiesz, jak sprawdzić, czy to prawdziwa miłość? Musisz zapomnieć o wszystkim, co robi ta osoba, o wszystkim, co sprawia, że twoim zdaniem jest taka wspaniała... i jeśli nadal tę osobę kochasz, to właśnie dowód, że miłość jest prawdziwa.

Ta opowieść nie ma na celu przynieść odpowiedzi na proste pytanie: "Czemu Nora uciekła?". Te papierowe stronice zawierają o wiele, wiele więcej, niż tylko historię powolnego rozkładu rodziny. Rzekłabym, że to swego rodzaju psychologiczny portret piątki bohaterów. Niby jest ich zaledwie garstka, jednak są tak doskonale stworzeni, że aż chciałoby się poddać szczegółowej analizie ich charaktery i nieustannie pytać, co skłoniło ich do takiej, a nie innej decyzji. Nora jawi nam się jako eteryczna kobieta- kot, chodząca swoimi ścieżkami. Zdaję sobie w pełni sprawę z tego, iż posiadała dość poważny powód, aby porzucić bliskich, jednak dziwi mnie jej wiara w to, że po tylu latach rodzina nadal na nią czeka. Wiem, wiem, zapewne każdy miałby nadzieję, ale... u Nory nie chodzi o nadzieję, ona wręcz jest PEWNA, że jej ucieczka nie zmieniła niczego. Że Adam, Ella i Willa żyją tylko oczekiwaniem na jej powrót. Że stała się w ich wspomnieniach swoistym bóstwem, które bez mrugnięcia okiem zasługuje na ciepłe przyjęcie w domowe pielesze. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak głęboko skrzywdziła tych, których ponoć kochała... bo nie porzuca się człowieka z dnia na dzień, ot tak, bez słowa. Nie można spakować walizki i pod osłoną nocy uciec, nie krzywdząc przy tym nikogo.

Z kolei Fay, przyjaciółka Nory z młodości, wiecznie wpadająca w konflikty z Adamem, mężem uciekinierki, po jej odejściu staje się fundamentem tej małej rodziny. Staje się opoką, bezpieczną strefą. To ona zebrała do kupy cały ten pozostawiony przez Norę bałagan. To ona natchnęła domowników do podjęcia życia na nowo. To ona w końcu zajęła miejsce Nory w sercu Adama. Dała tej rodzinie mnóstwo ciepła, w końcu stając się jej częścią, jednak... nie wszyscy domownicy zgadzali się na jej metody. Nie każdy chciał zapomnieć o Norze. 

Adam... Adam, w którym zakochały się w mgnieniu oka obie przyjaciółki. On jednak wybrał Norę, od początku przyciągającą go jak magnez. Ich miłość była szaleństwem, ogniem, nieustanną zazdrością. Pewnie znając ich na żywo uznałabym, że to para lekko toksyczna. Ale wracając do tej męskiej postaci- jest totalnie niedojrzały. Pojawiły się dzieci? Z zazdrości o uczucie żony nie mógł ich pokochać, więc zaczął pić. Ucieka przed problemami licząc, iż ktoś rozwiąże je za niego. Jest uzależniony od Nory, choć ponoć kocha też Fay... no właśnie... a gdy jego żona powróci? Co wtedy? 

Ta książka to dynamit. Czytając, byłam pewna, że w końcu wybuchnę- albo ze złości, albo z zadowolenia. Oczywiście nie znalazłam żadnych minusów, denerwowały mnie jednak postawy bohaterów. Nora i Adam zachowywali się nie jak stateczni rodzice, żywiciele rodziny, lecz jak para rodem z gimnazjum. Fay z kolei objęła dowodzenie, poniekąd im matkowała. Praktycznie do końca nie byłam pewna, kogo w końcu kocha Adam. Z jednej strony powraca długo wyczekiwana małżonka, z którą wiążą się niecodzienne wspomnienia, z drugiej jednak w jego sercu gości już rozsądna Fay... i co teraz? Gdyby Adam był żywym człowiekiem (a wiem, że tacy na pewno istnieją), to chyba podeszłabym i zdzieliłabym go w twarz. Ot, tak, dla zasady. I mojej ulgi. 

A wiecie, co jest najlepsze? Że powrót Nory wcale nie był spowodowany chęcią ponownego wejścia w rolę matki i żony. Nie. Skądże znowu. Zwyczajnie dowiedziała się, że ma raka i chciała ostatnie chwile spędzić z bliskimi.

Kurtyna.

Trzeba być okropnym egoistą, żeby przez tyle lat nie skontaktować się z bliskimi, ale wrócić, bo jest się chorym! Przecież to jest nienormalne! Gdzie była, gdy jej córce rósł pierwszy ząb? Gdy Willę zaatakował lis? Gdy Ella rozpaczliwie poszukiwała jej na własną rękę? No właśnie. Matka Roku, nie ma co.

Teraz już wiecie; Zdumiewający powrót Nory Wells nosi w sobie tyle emocji, że mimo długiego czasu od jej przeczytania, pisząc tę recenzję, wciąż ogarnia mnie irytacja. Normalni (i zdrowi na umyśle) ludzie tak się nie zachowują. Z drugiej strony dlatego właśnie ta lektura jest tak dobra; wzbudza emocje. Na pewno będę do niej wracać.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!