środa, 28 grudnia 2016

[342] Agnieszka Sztajkowska- 'Duch śmierci'

***

Autor : Agnieszka Sztajkowska
Tytuł : Duch śmierci
Seria : ?
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 414


Gdy Evelin Shadow  miała trzynaście lat, jej życie o wiele różniło się od codzienności innych nastolatek. Chora psychicznie matka każdy dzień spędzała zamknięta w pokoju, nafaszerowana lekarstwami. A pewnego dnia ojciec dziewczyny zapomniał zamknąć drzwi... i matka próbowała ją zabić. A kiedy to się nie powiodło, rzuciła na własną córkę klątwę, przez którą bohaterka miała umrzeć w dniu swoich dwudziestych trzecich urodzin. 
I choć każdy bagatelizował ową klątwę, gdy nadszedł dzień urodzin, Evelin przytrafiają się coraz dziwniejsze sytuacje, zagrażające jej życiu...

Przyznaję się od razu, że do tej pozycji moją uwagę przyciągnęła głównie okładka. Czytając opis z tyłu zastanawiałam się, czy to nie będzie historia, jakich wiele. Cóż... początkowy entuzjazm został zabarwiony rozczarowaniem.

Aby umknąć morderczej klątwie, Evelin Shadow ma tylko jedno wyjście- musi wybrać żywot po drugiej stronie jako narzeczona Ducha Śmierci. Niemal natychmiast u jej boku staje przystojny Viktor, mający za obowiązek ochronić dziewczynę przed otaczającym ją złem. I tu właściwie bajka dla mnie się skończyła, ponieważ już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, jak potoczy się ta opowieść (ale odważnie brnęłam przez kolejne strony, licząc na element zaskoczenia!). To takie trochę słodkie love story o damie w opałach i jej księciu.

Mieszkam na wsi, więc nie są mi obce pewne sformułowania typu "czego?" zamiast "dlaczego?" etc. Sama staram się, aby w moich wypowiedziach było tego jak najmniej, a kiedy sięgam po książkę, to mam świadomość, że w niej takich sformułowań nie będzie. I tu kolejne zaskoczenie, gdyż w Duchu śmierci bohaterowie niekiedy korzystają z owych "kwiatków". Przykład, który najbardziej zapadł mi w pamięć: "Co ci?", czyli "co ci jest?". Może jestem przewrażliwiona jeżeli o to chodzi, ale bardzo wybijało mnie to z rytmu czytania. 

Kolejnym minusem jest to, że pani Sztajkowska obsypała nas tajemnicami. Ale jak to, minus?! Przecież zawsze nas to cieszy, prawda? Tak... owszem. Ale kiedy owe sekrety wychodzą na światło dzienne systematycznie, co rozdział- dwa rozdziały, może więcej, a nie od razu. I tak element zaskoczenia umarł śmiercią naturalną. Wszystko w tej historii dzieje się na łapu- capu, a główna bohaterka ma mroczniejszą przeszłość, niż moglibyśmy się spodziewać. Jak na mój gust, zdecydowanie za dużo tego jak na jedną książkę. 

Zwracam autorce honor, ponieważ według mnie pomysł na Ducha śmierci był świetny i w swoim czytelniczym dorobku jeszcze się z takim (chyba- wiecie, skleroza) nie spotkałam. Przynajmniej sobie nie przypominam. Gorzej jednak z wykonaniem. Tę lekturę czyta się niezwykle szybko i to, prócz okładki, kolejny plus. Niestety, ja ze swego miejsca przed laptopem nie polecam tej książki nikomu, kto ma już po dziurki w nosie "zakazanej miłości".

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novaeres!