poniedziałek, 12 października 2015

[267] Jacek Getner- 'Pan Przypadek i fioletowoskórzy'

***

Autor : Jacek Getner
Tytuł : Pan Przypadek i fioletowoskórzy
Seria : Pan Przypadek
Wydawnictwo : Zakładka
Stron : 248

Jacek Przypadek nigdy nie mógł narzekać na nadmiar przyjaciół, ale po jego ostatnich sukcesach detektywistycznych liczba ewentualnych, przyjaznych mu osób gwałtownie zmalała. Nic dziwnego, w końcu ludzie są baaardzo przewidywalni, a czyjś sukces... boli najbardziej. I tak Przypadek wylądował wśród bezdomnych.
Ale nie martwcie się- polski odpowiednik Sherlocka Holmesa nie zmienił miejsca zamieszkania, wręcz przeciwnie, ma do załatwienia kilka spraw w interesie fioletowoskórych.

To czwarty tom przygód dzielnego i diabelnie spostrzegawczego Jacka Przypadka. Nieustępliwie brnę przez kolejne części, choć nie wiem, czy to słowo jest odpowiednie do książki, którą czyta się z przyjemnością. 

Z tomu na tom historie są coraz ciekawsze; tym razem przenosimy się na złomowisko, bierzemy udział w wymianie handlowej, wszelkich niesnaskach, kłótniach i... donosach. Zachowanie bezdomnych -bo oczywiście to oni kryją się pod określeniem "fioletowoskórzy"- niewiele zmieniło się od czasów, gdy musieli z różnych powodów opuścić ciepłe, domowe ogniska. Wciąż są tylko ludźmi, a więc egoistycznymi, goniącymi za pieniędzmi istotami. Z tym, że wolą zarobione sumy wydać na popularny w tamtejszym środowisku trunek, Kwiat Pustyni. 

Pan Przypadek i fioletowoskórzy to nie tylko trzy sprawy, w których przewija się motyw bezdomnych. Jak wspomniałam wcześniej, detektyw- amator zdążył swą szczerością i niebywałą spostrzegawczością dorobić się grona prywatnych wrogów, dlatego w książce przewijają się sytuacje, gdy próbują, mówiąc krótko, "podstawić mu nogę". 

Nim książka trafiła w moje ręce zastanawiałam się, co może oznaczać tajemniczy dopisek fioletowoskórzy. Przez myśl przemknął mi niedorzeczny pomysł, iż chodzi o... ludzi, poszukujących ufo. Jak się okazało, nie miałam ani krzty racji i bardzo się z tego cieszę!

Dodam, że ta okładka podoba mi się najbardziej z wszystkich, jakie do tej pory powstały. A, żałuję też bardzo, że Błażej mniej emanował swoim zwierzęcym magnetyzmem... ;)

Za możliwość przeczytania dziękuję Autorowi!