środa, 6 maja 2015

[230] Krzysztof Wroński- 'Czarny Bóg'

***

Autor : Krzysztof Wroński
Tytuł : Czarny Bóg
Seria : -
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 432

Rzecz dzieje się w 1947 roku, w Smołdzinie, gdzie tereny zamieszkiwane są przez różnorodne narodowości- Polaków, Ukraińców, Niemców czy Słowińców. Zwalczają się nawzajem, przez co niebezpieczeństwo grozi właściwie każdemu. I bez przyczyny. Aby zapanować nad zamieszkami do wioski przybywa porucznik MO, Adam Keller. Okazuje się jednak, że walczące ze sobą narody to nie najgorszy problem, jaki ma Smołdzino...
W lasach, na bagnach, w cieniu kryje się zło. I każdej nocy podchodzi coraz bliżej pod domostwa mieszkańców.

Nie wiedzieć czemu, tytuł skojarzył mi się z jakąś afrykańską historią (ha, ha). Co tu dużo mówić, sięgnęłam po książkę właściwie w ciemno, a potem miałam stracha. Ale... niepotrzebnie. Bo Czarnego Boga będę wspominać jeszcze długo.

Autor wprowadza nas w atmosferę wydarzeń, rozgrywających się w Smołdzinie- nieustanny rozlew krwi, krzyki, ale i tajemnice. Zaginieni. Dziwne słowa. Na wpół obłąkani ludzie i... coś, co kryje się przed ludzkim okiem. Ale do czasu. 

Nie ma tutaj ani krzty sielanki; ludzie zabijają się nawzajem za narodowość, Smołdzino jest szarpane konfliktami. Niemców najczęściej odsyłano do Słupska, a na ich miejsce (i do ich domów) przybywali Polacy bądź Ukraińcy. Nad spokojem miejscowości niby czuwa milicja, ale wiadomo, jak sytuacja wyglądała w praktyce- kto więcej dał, ten miał zapewnione przywileje. Działanie stróżów prawa było niezgodne z kodeksem, ale i ludzkim sumieniem. Dla nich nie było ludzi niewinnych. Tylko Adam Keller starał się być neutralny, nie szukać winy tam, gdzie jej nie zauważał. Zaintrygowało go pewne stare domostwo, pilnowane przez sowieckich żołnierzy, na czele których stał Niemiec, Noffke. Stopniowo w Smołdzinie zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy, odkrywane zostają kolejne tajemnice...

... I to mnie niesamowicie pochłonęło! Bardzo dobrze zarysowane tło akcji (rok 1947 to wciąż czas, gdy wierzono w liczne zabobony), z czego skorzystał pan Wroński. Legendy- to lubię! Jeszcze gdy akcja rozgrywa się gdzieś w kompletnej głuszy... nastrój jest, nie ma dwóch zdań. 432 strony czyta się z zapartym tchem, z ciekawością, co dalej? Czy to prawda? Prawdziwe zło istnieje?
Polecam gorąco!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novaeres!