środa, 22 kwietnia 2015

[227] Tadeusz Dołęga- Mostowicz- 'Znachor'

***


Autor : Tadeusz Dołęga- Mostowicz
Tytuł : Znachor
Seria : -
Wydawnictwo : MG
Stron : 336

Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, a profesor Wilczur stał się ofiarą owego powiedzenia. Znakomity chirurg zostaje porzucony przez ukochaną żonę, po czym... znika. Szukający go ludzie nie trafiają na żaden dowód, iż mężczyzna nadal żyje. W końcu poszukiwania ustają. Nikt nie wie, że tamtego wieczoru w wyniku napadu profesor Wilczur zostaje ranny i traci pamięć. Włóczy się po okolicznych miejscowościach, przybierając imię Antoni. Znalazł swoje miejsce u pewnego wiejskiego gospodarza, a wtedy... profesor Wilczur vel. Antoni Kosiba instynktownie zaczął leczyć okolicznych chorych. Stąd jego przydomek- Znachor...

Czytałam kilka recenzji owej książki, niż sama po nią sięgnęłam; gdzie nie spojrzałam, tam niemal same pozytywne opinie! I to mnie zastanowiło, jeszcze bardziej skłoniło ku tej pozycji. I wiecie co? Pod każdym dobrym słowem na temat Znachora podpisuję się rękami i nogami!

Ano człowiek dla człowieka jednego dnia może być wszystkim, a drugiego... niczym.

Życia, jakie wiódł profesor Wilczur, zazdrościł mu każdy- chirurgiczny talent, wielka sława w świecie medycznym, a w domu piękna, młoda żona i córeczka. Niestety, los bywa przewrotny i pewnego dnia bajka się kończy. Czasem z wielkim "bum!", czasem nieco ciszej, spokojniej...
Wilczur, oszołomiony odejściem żony, upija się w towarzystwie pewnych jegomości; tak kończy się ostatni dzień z życia Wilczura, a zaczyna nowy, jako Kosiba.

Wspomnienie o najkrótszym szczęściu zostanie w duszy na zawsze, do śmierci. Czyż wolno wyrzekać się tego skarbu? Czyż lepiej zeń zrezygnować, ze strachu przed cierpieniem i żyć już tylko jałową, beztreściową pustką? ... 

Ja się chyba starzeję; kiedyś, jeśli książka mnie wzruszyła (albo była powodem łzawych potoków) wiedziałam, że musi w sobie mieć to magiczne "coś", tak poszukiwane przez wielu z nas. Teraz zastanawiam się, czy od początku tego roku trafiam na bardzo dobre pozycje wyciskające łzy, czy to ja zamieniam się w płaczkę? Oczywiście wolę wierzyć w wersję numer jeden... chyba, że ilość łez wylanych przy czytaniu wzrośnie do końca 2015 roku ;) ale już bez dygresji!
Cała historia od początku układała się w logiczną całość; ciąg przyczynowo- skutkowy na medal! Autor nie pozostawił niczego bez wyjaśnienia, treść zgrabna, realistyczna, choć i zbiegów okoliczności mamy tu kilka... właściwie Znachor został przeze mnie pochłonięty- tak entuzjastycznie natchnęły mnie recenzje! I teraz już wcale się im nie dziwię.

Ta lektura to nie tylko tragiczne wydarzenia, łzy smutku, rozstania; to także radość z niesienia pomocy innym, siła przyjaźni, wiara w to, że nie wszyscy ludzie są źli. Naprawdę piękna powieść, aż żal byłoby jej nie polecić!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu MG!