sobota, 14 marca 2015

[211] Anna Daszuta- 'Anioł na ramieniu'

Kochani !
Pewnie Was dziwi, że znowu coś piszę (do tej pory ze względu na moje lenistwo notki pojawiały się w bardzo zróżnicowanych terminach ;))
Postanowiłam, że czas zadbać o bloga. 
Dlatego teraz spodziewajcie się mnie... częściej :)

***


Autor : Anna Daszuta
Tytuł : Anioł na ramieniu
Seria : ?
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 266

Adelina jest kobietą szczęśliwą- mężczyźni ślinią się na widok jej pięknego ciała i ślicznej twarzy, pracuje w wydawnictwie, czując się na swym stanowisku całkowicie spełniona, a jej codzienność rozświetla córeczka. Tylko czasem, gdy na zewnątrz plucha, jakoś tak tęskno do męskiego ramienia...
Seksowna Adelina decyduje się na podjęcie wyzwania i... tworzy konto na portalu randkowym. Szybko kontaktuje się z nią Jan- mężczyzna, którego mroczna strona duszy niesamowicie kobietę pociąga. Czy w tak "zgniłym" źródle bohaterka odnajdzie swoją szansę na miłość ? 

Ho, ho. Znowu to napiszę- po ujrzeniu okładki miałam nadzieję jak najszybciej zabrać się do czytania. I nadszedł wreszcie ten moment ! I... jak ? 

Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy (siłą rzeczy) było pewne podobieństwo do 5o twarzy Greya (wiem, wiem, większość erotyków można o to posądzić). Aby się upewnić, że nie mam żadnych halucynacji, zerknęłam na opinie na lubimyczytac.pl. I wyszło, że miałam rację. A dodatkowo dowiedziałam się, że pani Annie pisanie tej książki zajęło... trzy tygodnie. Dzięki tej informacji znalazłam odpowiedź na swoje drugie pytanie- jak można stworzyć coś takiego. Teraz już się nie dziwię, bo w tak krótkim czasie nie da się właściwie "dopieścić" swojego literackiego dziecka. I kończy się to tym, że ludzie sięgają, a potem odkładają gdzieś hen hen na półkę- mniej lub bardziej zadowoleni. No, ale bez dygresji. Wracam do tematu!

Tak sobie czytam swoje notatki i próbuję się doszukać czegoś pozytywnego, ale... okazuje się, że nic takiego nie zapisałam. Będzie się działo, oj będzie !

Nie ma plusów, ale za to jest wiele rzeczy, które okropnie mnie irytowały; po pierwsze- Adelina. Całościowo, sama w sobie, bez wyjątku. Miało być fajnie, drapieżnie i seksownie, a wyszło płaczliwie. Za główną bohaterką oglądał się każdy mężczyzna, a jej niewątpliwy urok osobisty skłaniał świeżo poznanych kandydatów do niewieściej ręki do wyznawania jej miłości. Wielkiej, płomiennej i takiej, co to góry może przenosić. Przy okazji wspomnę, że niejaki Krzysztof odkrywał przed kobietą uczucia w tak poetycki sposób, że nie wytrzymałam- parsknęłam śmiechem. Przepraszam, może komuś akurat ten fragment się spodobał, ale... szczerość to szczerość. 
Adelinę miałam ochotę wytrzaskać po gębie i to nie raz, ale praktycznie przez cały czas trwania akcji- laska ma dziecko, dobrą pozycję zawodową i wydaje się w miarę inteligentna, a lata za gościem jakby co najmniej złote jaja znosił ! I jeszcze te jej płaczliwe przemowy... jak dla mnie była zbyt "przylepna". Tutaj niby wiedziała, że w związku z Janem chodzi tylko o seks, ale w tym bad boyu upatrzyła sobie idealnego kandydata na męża. Próby stworzenia, opisania i PRZEDE WSZYSTKIM zaciekawienia Czytelnika ich toksycznym związkiem spaliły na panewce. I jeszcze gdzieś po środku całości Autorka wypada z chorobą... Zlitujcie się. Jak to się miało do całości ? 

Dobra, spokój. To chyba tyle wylewania żali, ale... zwyczajnie się rozczarowałam. Pani Anno, nie trzy tygodnie, ale miesiące, a nawet jeśli trzeba- lata ! Rynek jest pełny takich historyjek bez sensu, przykro mi.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novaeres !