poniedziałek, 1 grudnia 2014

[189] Izabella Frączyk- 'Jak u siebie'

***


Autor : Izabella Frączyk
Tytuł : Jak u siebie
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : ?

Ułożone życie ? Każdy z nas o nim marzy, a Elizie udało się zrealizować ten plan. Kobieta pracuje w ekskluzywnym domu seniora na Marcowym Wzgórzu, ma własne mieszkanie i narzeczonego. Czego chcieć więcej ? W uporządkowaną egzystencję wplata się jednak jedna z podopiecznych Elizy, która pozostawia po sobie testament- a w nim umieściła klauzulę dotyczącą naszej bohaterki. I tak oto, w wyniku pewnych niefortunnych wydarzeń (i wyborów !), Eliza zostaje właścicielką podupadającego hotelu. A to nie koniec niespodzianek, bo nie dość, że "spadek" okazuje się ruiną, to dodatkowo ktoś zaciekle walczy o hotel... 
Kolejny raz skusiło mnie nazwisko, panią Frączyk zapamiętałam bowiem jako Autorkę książek wesołych, optymistycznych i lekkich. I jak ?

Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami- w przypadku drogiej Elizy nawet... trójkami. Najpierw błędnie sprawdziła adres i w wyniku tego zostaje właścicielką istnej hotelowej ruiny, zamiast pięknego pałacyku obok, później okazuje się, że jej ukochany Leszek zdradzał ją na boku, by ostatecznie stracić pracę mimo licznych godzin spędzanych z pensjonariuszami. Ach, nie zapominajmy także o groźbach tajemniczego typa, który za wszelką cenę chce odzyskać hotel. No i jeszcze pieniądze topniejące coraz szybciej, a tu jeszcze tyle do zrobienia...Ale, ale ! Zapala się światełko w postaci przystojnego Karola.

Jak u siebie nie jest pozycją ambitną; jest za to lekką, zabawną i przyjemną powieścią, odpowiednią do czytania "do poduchy". Kilka scen naprawdę mnie rozśmieszyło, zdarzały się wybuchy niekontrolowanego śmiechu. Autorka pisze tak przyjemnym językiem, że książkę dosłownie się pochłania; zupełnie nie zauważyłam, kiedy skończyłam ją czytać. Czy coś zaskakuje ? Cóż... sami wiecie, że obecnie jest strasznie dużo pozycji opowiadających o kobietach, które zmieniły swoje życie bądź coś (w tym wypadku spadek) na nie wpłynęło w znacznej mierze. To jedna z nich, ani lepsza, ani gorsza. Uplasowana gdzieś na środku, moim skromnym zdaniem. Jeśli macie wstręt do powielania schematów, to możecie się zawieść. Ponadto... Jak u siebie to historia z gatunku tych, które po prostu nie mogą nie skończyć się happy endem. I to z fajerwerkami. 

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka !