sobota, 16 marca 2013

[058] Delia Ephron- 'Układanka'

Nienawidzę Was za te piękne stosiska ;)
POTRZEBUJĘ KOGOŚ KTO TWORZY SZABLONY NA ZAMÓWIENIE !!

When you're sad, and no one knows it, I'll send you black roses.

***
Autor : Delia Ephron
Tytuł : Układanka
Seria : -
Wydawnictwo : Nasza Księgarnia
Stron : 291

Ojciec Frannie nagle umiera; być może bohaterka czułaby się nieco lepiej, gdyby to nie ona jako pierwsza odnalazła powykręcane ciało rodziciela w łazience. Podczas tradycyjnego segregowania rzeczy zmarłego odnajduje pięknie rzeźbione pudełko, adresowane do niej- na wieku jest jednak jeszcze liczba "1000". W środku odnajduje misternie rzeźbione przez ojca puzzle; Frannie bierze to za ostatni, piękny i dość intrygujący podarunek- nigdy jednak nie pomyślałaby, jaką moc obudzi, rozpoczynając układankę...

Przyznam się, że książkę czytałam dość dawno, a w głowie praktycznie kompletna pustka na jej temat- jakieś tam fragmenty migają, ale do końca nie mam pewności, że to części akurat tej pozycji. No cóż, posiłkując się notatkami, oto jestem i próbuję tworzyć !

To, że główna bohaterka ma obsesję na punkcie śmierci widać od razu- swoją znajomość z różnymi chemicznymi produktami rozpoczyna od zagłębienia się w etykietce na odwrocie butelki, szukając informacji o możliwym zagrożeniu po wypiciu chemikaliów. Ostatnie przeżycie, jakim był zgon ojca sprawił, że Frannie nabawiła się delikatnej obsesji; trudno powiedzieć czy szuka powodu, przez który mężczyzna zmarł, czy po prostu po jego śmierci temat zaczął ją intrygować jako coś ludzkiego, do czego trzeba się przygotować. 
Podobał mi się wątek układanki, niby coś najnormalniejszego na świecie ( w końcu każdy z nas kiedyś składał puzzelki ), ale jednak ma w sobie tę magię... dzieciństwa ? Na pewno coś, do czego człowiek chce wracać. Tak było i z główną bohaterką, nie odłożyła układanki, uważając się już za zbyt dorosłą, lecz wzięła się do roboty, dopóki przed jej oczami nie pojawił się obraz idealny. Obraz, który nie miał w sobie nic z normalności. To samo zresztą można powiedzieć o dłoniach, umiejących idealnie dopasować do siebie elementy puzzli- drobny fakt: dłonie z pewnością nie należały do bohaterki. No i oczywiście plus należy się za to, że wątek miłosny nie przesłania całej misternej tajemnicy, tkanej z taką precyzją i delikatnością; uczucie pojawia się pod sam koniec, nie jest ani najważniejsze, ani nie stanowi impulsu do poczynań bohaterów. Czytelnik mógłby pomyśleć, że jest wstawiony ot tak, od niechcenia.
Reasumując zacne wypociny, uważam, że książka dobra dla każdego, kto chce poczuć lekką magię ;)