wtorek, 14 listopada 2017

[411] Mariola Pryzwan, Ireneusz Morawski- 'Tylko mnie pogłaszcz... Listy do Haliny Poświatowskiej.'

***


Autor: Mariola Pryzwan, Ireneusz Morawski
Tytuł: Tylko mnie pogłaszcz... Listy do Haliny Poświatowskiej
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 230

Listy- forma, która współcześnie niemalże zupełnie zanikła. Dostajemy paczki, owszem, lecz listów? Coraz mniej...
Dlatego warto docenić te, które przechowujemy, często związane wstążką, w którejś z licznych szuflad. Słowa być może z czasem wyblakną, lecz o ile jest to piękniejszy przekaz niż krótkie wiadomości tekstowe!

Dawniej te przesyłane w kopertach wiadomości były jedynym łącznikiem międzyludzkim. Czekało się na nie tygodniami, czasem dłużej. Ale trzymanie tej małej, białej koperty w dłoni dawało o wiele więcej szczęścia, niż piknięcie smsa. 

Nazwisko Poświatowskiej nie jest nikomu obce; wiersze poetki przerabialiśmy przecież w szkole, a wiele osób sięga po jej twórczość z czystą przyjemnością. To dzięki niej mamy okazję przeczytać listy od jej niegdysiejszej miłości, Ireneusza Morawskiego. I poznać ją w maleńkim stopniu.

Ta książka była dla mnie niespodzianką. Przybyła w białej, bąbelkowej kopercie z adresem nadawcy. Otwierając, nie wiedziałam, co też czeka na mnie w środku. Przyznam, że nie sięgałam nigdy po twórczość Poświatowskiej, jakoś nie po drodze mi z poezją. 

Tylko mnie pogłaszcz... jest zbiorem listów, adresowanych do wspomnianej już poetki. Nadawcą był Ireneusz Morawski, niewidomy prozaik, zafascynowany Haliną. I z wzajemnością, poniekąd.

Ciekawy pomysł na wydanie, ponieważ wiadomości od Ireneusza dawały nam lekki zarys tego, kim prywatnie jest Poświatowska, co ją trapi i z czym musi się zmierzyć. Moim zdaniem jednak zabrakło jej odpowiedzi- gdyby umieszczono tam również wiadomości od niej do niego, wyraźniej widzielibyśmy charakter ich znajomości. Muszę przyznać, że niektórych listów mężczyzny zwyczajnie nie zrozumiałam; nie wiem, czy to poalkoholowe bajdurzenie autora wiadomości, czy moja ignorancja tematu. Chwilami było też ciężko rozeznać się w łączącej tę dwójkę relacji. Pan Morawski pisał "kocham!", a kilka listów dalej sprawy się komplikowały. Dlatego warto byłoby dołączyć również listy poetki.

Reasumując, lektura nie do końca mnie porwała, prawdopodobnie nie do końca też ją zrozumiałam. Aczkolwiek dla tych, którzy lubują się w takich miłosnych historiach, formie listu i fascynuje ich postać Poświatowskiej, lektura będzie jak najbardziej trafiona.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!