wtorek, 17 października 2017

[405] Amy Gentry- 'Stracona'

***


Autor: Amy Gentry
Tytuł: Stracona
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 288

Osiem lat temu trzynastoletnia wówczas Julie została uprowadzona z własnego domu; jedynym świadkiem była jej siostra, Jane. Przez osiem długich lat rodzina poszukiwała zaginionej, z roku na rok jednak ich wiara w odnalezienie Julie żywej malała, aż w końcu szukali jedynie szczątków, które mogliby pochować. A mimo to... pewnego dnia Julie staje w drzwiach rodzinnego domu. Początkowa euforia jej bliskich szybko zostaje zmyta przez jedno podejrzenie- czy to aby na pewno ich zaginiona córka... ?

Kolejna książka, którą otrzymałam bez tzw. zamówienia. Przedpremierowo, choć dziś mija tydzień, odkąd Stracona króluje na literackim rynku. Chwila, gdy rozpoczęłam przygodę z ową lekturą, zapadła mi w pamięć. Dzień choroby, wylegiwania się w łóżku (gdzieś między kolejnymi seriami tabletek) i spokojne, bezstresowe czytanie. I to takiego thrillera!

Trudno mi wczuć się w sytuację rodziny, która utraciła bliską osobę. Gdzieś pod powierzchnią spokojnej, ośmioletniej rutyny działań wciąż kipiało milion pytań, cichych oskarżeń, malejącej nadziei. Aż tu nagle cud, spełnia się marzenie- w drzwiach staje Julie, cała i zdrowa, choć jej ciało nosi znamiona długiej podróży. Jak długiej, tego Anna, Tom i Jane jeszcze nie wiedzą...

Pani Gentry zauroczyła mnie swym literackim dzieckiem od pierwszej strony. DałDałam się wciągnąć tej mrocznej historii. Autorka przeprowadza nas przez różne wcielenia Julie, skutecznie mieszając nam w głowach. Aż ostatecznie rodzi się pytanie, czy to aby na pewno zaginiona córka powróciła do domu.

Stracona jest psychologicznym obrazem rodziny, najpierw kierowanej przez wspólny cel -odnalezienie córki i siostry-, a następnie strach, że cudem oddana im Julie odejdzie ponownie. Na przykładzie Anny, Toma i Jane widzimy, co przeżywa rodzina porwanej. I mimo wszystko szuka się tego przysłowiowego kozła ofiarnego, aby oddać mu odrobinę własnych wyrzutów sumienia i żalu.

Wiecie, do pewnego momentu byłam pewna, że odnaleziona dziewczyna to oszustka. Potem, że to naprawdę Julie. A po zakończeniu... już sama nie wiem. Niezła mieszanka, prawda? Tym bardziej zachęcam Was do lektury!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!