czwartek, 13 lipca 2017

[383] Bronisław Lemur- 'Bestia'

***





Autor: Bronisław Lemur
Tytuł: Bestia
Seria: -
Wydawnictwo: Novaeres
Stron: 284

Każdy z nas nosi w sobie bestię- małą, dużą, czasem tak wielką, że przytłacza nas samych. Ona. Bestia. Nasz własny, prywatny demon, siedzący w głowie.

Narrator tej historii -bo na początku nie poznajemy jego imienia, a jedynie jego historię życia- kilka miesięcy wcześniej przeżył wypadek. Budząc się w szpitalu, nie pamiętał kompletnie nic z poprzedniego życia. Dni mijały, a wspomnienia, choć pokiereszowane, powoli wracały. Wiedział, iż pracował na wysokim stanowisku, jednak amnezja skutecznie zamknęła mu drogę do dawnego zajęcia. Teraz, dzieląc niewielką kawalerkę z psem, pracuje jako stróż na jednym z parkingów. Ludzie mają go za idiotę, a on nie wyprowadza ich z błędu. Nie będzie przecież tłumaczył, że codzienne spacery mają wpływ na jego chorą wciąż głowę, a drobne sklejki wspomnień systematycznie układają się w całość... dzięki czemu wie, jak naprawdę wyglądał jego wypadek. 

Ale to nie koniec dziwności; otóż, pewnego dnia podczas spaceru, nasz bohater zapuścił się na polankę, emanującą dziwną mocą. A później na jego spotkanie wychodzi Bestia, najprawdziwsza z prawdziwych. I tak mężczyzna ma szansę na odbudowę swojego życia.
O ile okładka tej książki nie skłoniłaby mnie do sięgnięcia po nią, o tyle opis wydawał mi się niezwykle kuszący. Bestia czająca się w każdym z nas? Mroki duszy, tajemnice? Gratka! Nic, tylko wziąć, siąść i czytać. Czasem jednak warto nie zakładać z góry, iż lektura z dobrze dobranym opisem będzie tym, co sobie wymarzyliśmy... sparzyłam się i -oj!- bolało.

Bestia jest pozycją... specyficzną. Ba, nawet mogłabym bez wyrzutów sumienia określić ją jako dziwna. Mogłabym włożyć ją gdzieś między bajki, ale nie te przeznaczone dla dzieci- w końcu jest tam potwór, zbrodnia i kara. Naprawdę, nastawiłam się na coś zupełnie innego niż otrzymałam i możecie sobie tylko wyobrazić moje rozczarowanie. Nie było tajemnic, mroku... wyłącznie... żart?

Długo po odłożeniu lektury zastanawiałam się, co też chciał nam przez nią przekazać pan Lemur i jak Boga kocham, nie wiem. Osobiście przyjęłam książkę jako formę literackiego żartu, próbę zabawienia się z szarą rzeczywistością i skołowanie czytelnika. Niby mamy tutaj prostą historię- mężczyzna po wypadku próbuje odbudować życie, a na jego drodze staje mityczna istota, gawędząca o tkwiącym w naszym bohaterze potencjale do zbawienia świata. Historia niby poważna, ale bardzej nie- poważna, jeżeli wiecie, o co mi chodzi. Może sensem całej tej opowieści jest to, że nawet zwykły cieć może stać się superbohaterem?

Co myślałam podczas czytania, tego nie napiszę. Mogłoby być za bardzo cenzuralnie. Wciąż jednak zastanawiam się, czy to ja nie odnalazłam sedna całej historii, bo mam jakieś książkowo- umysłowe ograniczenie, czy to raczej z Bestią jest coś nie tak? Nie wiem, nie wiem. W każdym bądź razie książkę odstawiłam na półkę, omijając ją szerokim łukiem. Bez obrazy.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novaeres!