wtorek, 4 lipca 2017

[381] Danuta Noszczyńska- 'Futra, perły i łzy jak piołun gorzkie'

***





Autor: Danuta Noszczyńska
Tytuł: Futra, perły i łzy jak  piołun gorzkie
Seria: -
Wydawnictwo: Prószyński i S- ka
Stron: 320

Sandra i Aleks to zgodne, młode małżeństwo. Pewnego dnia, nieco zdziwieni dzwonkiem u drzwi, zastają na progu mieszkania wujostwo Sandry- chrzestnego Rogera z ciotką Edytą, małżonką. Starsze małżeństwo pragnie przez kilka dni pobyć u rodziny, bowiem dopinają ostatnie sprawy związane z ich wylotem do Australii. Gościna jednak przedłuża się, a niemal od samego początku są z tego same kłopoty...

Coś jednak nie daje Sandrze spokoju; znikające z domu przedmioty, brak kontaktu wujostwa z ich córką, z dnia na dzień odkładany wyjazd... jakie tajemnice skrywa to małżeństwo?

Coś przyciągnęło mnie do tej książki. Sama do końca nie wiem, cóż to było. Może fakt, iż opowieść miała się toczyć wokół trudnych, rodzinnych relacji? W każdym bądź razie muszę serdecznie podziękować mojej książkowej intuicji- tym razem nie zawiodła!

Niestety, gdy chodzi o tych najukochańszych, najbliższych, zawsze wtedy znajdą się jakieś niewypowiedziane słowa, niezadane pytania, niewykonane gesty...

Otóż, Kochani, wyobraźcie sobie taką sytuację- wiedziecie sobie spokojne życie, gdy na Waszym progu staje dawno niewidziana rodzina. Niewidziana i nie do końca lubiana. Ale cóż, więzy krwi, kilka dni gościny to przecież nie wieczność! Wasz wujek nie zmienił prawie w ogóle, nadal żyjąc w przeświadczeniu o własnej wyjątkowości, ogromnej inteligencji i cudowności w ogóle. Ciotka, kiedyś piękna i zadbana kobieta, dziś jest starowinką chowającą do torebki sztućce z restauracji... Demencja, tłumaczy ukochany małżonek. 
Początkowo pani Noszczyńska zaserwowała nam dawkę humoru, acz specyficznego; nazwałabym go takim trochę śmiechem przez łzy. Perypetie Sandry i Aleksa w związku z odwiedzinami wujostwa wzbudzały moją wesołość, jednak gdy postawiłam się na ich miejscu... cóż, do śmiechu nie było mi już wcale. A gdy starsze małżeństwo rusza -ponoć i wreszcie!- w wielką podróż do Australii i słuch po nich ginie, główna bohaterka rusza ich śladem, prowadząc własne dochodzenie. I wtedy zaczynają na światło dzienne wypływać historie, o jakich nigdy jej się nie śniło. I po latach przyszło zrozumienie, współczucie, ba, nawet żal do samej siebie za przeoczenie wyraźnych znaków. Nigdy jednak nie jest za późno, prawda?

Spodziewałam się raczej opowieści o tym, jak irytujący potrafią być najbliżsi, a dostałam słodko- gorzką historię o życiu, pisaną łzami o smaku piołunu. Nawet przez myśl mi nie przeszło, iż tak naprawdę ta lekko humorystyczna otoczka to tylko tło, które pod brzemieniem kolejnych wydarzeń po prostu znika. I robi się poważnie, oj bardzo. To tylko kolejny dowód na to, jak wiele człowiek potrafi znieść. I jak wiele masek nosimy, często nie zdając sobie z tego sprawy.

Futra, perły i łzy jak piołun gorzkie to lektura zajmująca, wciągająca, a nawet wręcz wchłaniająca. Po pierwsze, chciałam jak najszybciej odkryć, co kombinuje tak naprawdę wuj Roger. Po drugie, historia jest tak przyjemnie dla oka i ducha napisana, że nie można się oderwać. Autorka gładko operuje słowem, tak, że czytelnik czuje się uczestnikiem wydarzeń zarówno z przeszłości, jak i chwili obecnej. Wraz z bohaterami czułam smutek, ciekawość, ale również ogromną radość czy złość. Naprawdę, naprawdę kawałek dobrej literatury.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!