poniedziałek, 15 maja 2017

[374] Fiodor Dostojewski- 'Młokos'

***





Autor : Fiodor Dostojewski
Tytuł : Młokos
Seria : -
Wydawnictwo : MG
Stron : 624

Arkadiusz Wiersiłow Dołgorukij (nie, nie z rodziny księcia) to młody, niespełna dziewiętnastoletni mężczyzna. Przez lata wychowywany w kolejnych szkołach, w końcu chce poznać swojego ojca, którego -mimo rzadkiego widzenia- już pokochał całym sercem, stawiając sobie za wzór. Jednak gdy trafia do domu Wiersiłowa i prowadzi skrzętne obserwacje jego zachowań oraz całego tamtejszego światka, powoli zdaje sobie sprawę z własnej... niedojrzałości?

Jak zapewne wiadomo części spośród Was, po twórczość Dostojewskiego sięgam za każdym razem, gdy tylko mam ku temu okazję. Gdy więc zaistniała możliwość otrzymania Młokosa, nie zastanawiałam się ani chwili. Czy i tym razem rosyjska klasyka mnie nie zawiodła?

Dołgorukij to ciekawy obiekt badań tego, jak bardzo dziecko w swoim życiu potrzebuje autorytetu. Ale nie byle jakiego- mowa tu przede wszystkim o rodzicach. Arkadiusz od wczesnych, młodzieńczych lat zapisał sobie wspomnienie Wiersiłowa, dopisując mu mnóstwo cech pozytywnych, które -jak okazuje się z biegiem historii- nie do końca były prawdziwe. Młokos to ponad sześćset stron o tęsknocie za czymś, czego się nigdy wcześniej nie doświadczyło. A Dołgorukij skrzętnie zapisuje codzienne wydarzenia, własne przemyślenia, dzięki czemu mamy wgląd do jego osobowości. Sami zauważamy, jak z biegiem opowieści przeobraża się.

Początkowo łatwo zauważyć, że główny bohater kieruje swoim życiem w taki sposób, aby jego wybory spodobały się jego ojcu. Jest zapalczywy, energiczny i głównie wypełniony tętniącą młodością. Z jednej strony zdaje sobie sprawę, że jego postępowanie nie zawsze jest moralne, ale z drugiej zrobi wszystko, aby Wiersiłow okazał mu choć okruch miłości. Uzależnienie?

Arkadiusz Wiersiłow, czy jak wolicie- Dołgorukij Makarowicz, przez znaczną część książki błądzi i raz po raz zmienia zdanie odnośnie poznanych osób. Tak często, że z trudnością mogłam nadążyć za biegiem opowieści, a tym bardziej za kolejnymi osobami. Wiecie, lubię mieć wszystko czarno na białym- ten jest zły, a ta dobra. W oczach Dołgorukija jednak to rozróżnienie często bywało nieważne, a on sam z nienaturalnym aż entuzjazmem oddawał serce kolejnym bohaterom. Co więcej, mężczyzna jest dla pozostałych niczym dziecko, plątające się bez potrzeby pod nogami, wyrządzające więcej szkody, niż pożytku.

Zastanawiam się, czy młodzieńcze błądzenie Dołgorukija to analogia do wieku młodzieńczego, kiedy to każde z nas poszukuje własnej życiowej ścieżki? 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu MG!