środa, 17 sierpnia 2016

[316] M. A. Trzeciak- 'Dwadzieścia siedem snów'

***

Autor : Marta Alicja Trzeciak
Tytuł : Dwadzieścia siedem snów
Seria : -
Wydawnictwo : Wydawnictwo Kobiece
Stron : 336
W Polsce istnieje wiele małych miejscowości, o których nikt z nas nie ma pojęcia; być może kiedyś, przypadkiem, mijamy je, podróżując do punktu docelowego. Do jednej z takich wiosek trafia młoda pisarka, szukająca warunków do podjęcia współpracy z własną wyobraźnią. Historia, na którą natrafia w domu Szarej, okazuje się być niezwykle intrygująca, międzypokoleniowa.

Miłość zwycięży wszystko?


Pani Trzeciak, a raczej jej książki pojawiają się na moim blogu po raz czwarty; dlaczego? Otóż, odczuwam nieziemsko mocne przyciąganie do literackich dzieci tej pani. Nigdy jeszcze się nie zawiodłam, a każda kolejna książka tylko utwierdza mnie w pewności, iż zawód nigdy nie nastąpi.

Początkowo historia nieco zbiła mnie z tropu, choć może nie same wydarzenia, co... brak imienia narratorki. Autorka określiła ją po prostu jako młodą pisarkę, a mnie, przyzwyczajonej do wielości imion bohaterów, początkowo odrobinę to przeszkadzało. Ale cóż, do wszystkiego idzie się przyzwyczaić, prawda? Szczególnie, kiedy ma się w dłoniach taką historię...

Żyły sobie trzy kobiety: Stara Szara, Szara i Młoda Szara. Choć osobno, ich żywot przeplatał się ze sobą pasmem tajemnic, niedopowiedzeń i rodzinnego fatum, ciążącym na kobietach. Aż w ich poniekąd pokręcone, a poniekąd zdystansowane życie wkracza pisarka. I delikatnie, supełek za supełkiem, stara się naprawić to, co przed laty splątano.

Wiem, może piszę dziś trochę dziwnie, ale... o tej lekturze nie da się inaczej. Pani Trzeciak wprowadza czytelnika w świat baśni, świat, który narodził się w snach głównej bohaterki, a zarazem narratorki. Obserwatorka wydarzeń, tak przeszłych, jak i obecnych, skrupulatnie wszystko notuje, tworząc niesamowitą opowieść. I co najlepsze, raczy nią nas, czytelników, dozując powoli. A dawki wyznaczają jej kolejne sny.

Dwadzieścia siedem snów to nie baśń dla dorosłych, choć czytając można tak odczuć tę historię. To lekcja. Lekcja dla każdego z nas, aby nigdy nie udawał nikogo innego. Aby zawsze kochał, kochał jak najmocniej- bliskich, partnerkę/partnera, domowe zwierzaki. Siebie. To tajemnice dzielą ludzi, a raz rzucony kamień może turlać się latami, zmieniając w lawinę wzajemnych oskarżeń i smutku. Bo przecież jesteśmy rodziną, ale...

Nie wiem, co inni czytelnicy odnaleźli w tej opowieści. Ja odnalazłam spokój i za to Pani dziękuję, Pani Trzeciak! 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Kobiece!