środa, 23 marca 2016

[297] Olga Rudnicka- 'Były sobie świnki trzy'

***

Autor : Olga Rudnicka
Tytuł : Były sobie świnki trzy
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : 360

Małżeństwo, ach, cóż to za cudowny okres w życiu każdego człowieka! Do czasu, aż Waszej miłości nie stuknie kolejna dziesiątka, a znad paska królewicza w srebrnej zbroi nie wylewa się piwna oponka. Tobie z kolei -w oczach ukochanego- wiele brakuje do tej laski sprzed lat, stąd też jego decyzja o znalezieniu sobie kogoś młodszego i atrakcyjniejszego. 
Jolka, Kama i Martusia- trzy kobiety, które z jakiegoś niewiadomego powodu nagle stały się ich małżonkom kompletnie zbędne. Wiedząc o zdradach swoich połówek już dawno rzuciłyby to wszystko w chol... gdzie pieprz rośnie, gdyby nie zdradziecka intercyza. Ale... co trzy głowy, to nie jedna, prawda? 
... Przecież zawsze mogą swoich mężów po prostu posłać do piachu. Żaden problem.

Kolejne spotkanie z twórczością pani Rudnickiej; kolejne, które mogę zapisać jako udane. Tym razem autorka na celownik wzięła coś, co zasadniczo otacza nas z każdej strony- zdrady, kochanków, pozory małżeństwa.

Grupka kobiet to mieszanka iście wybuchowa, bowiem więcej ich dzieli, niż łączy. Kama to bohaterka przebojowa, o ostrym języku, Martusia naiwna jak dziecko z podstawówki, zaś Jolka... Jolka przez swoje oczy spaniela nie jest zdolna do ciskania gromów. Nieoczekiwanie do tego kobiecego ugrupowania dołącza Sandra, asystentka męża Jolki. Mimo tego, iż jest to postać inteligentna, nieustępliwa, idąca po trupach do celu -zimna suka, powiedzielibyśmy- to jej szef nie zwraca na to uwagi. Dlaczego? Ano, Sandrę dogoniła jej przeszłość call girl, ponadto miała nieszczęście obsługiwać wówczas swojego obecnego szefa... dlatego Tadeusz budzi w kobiecie mordercze instynkty.

Były sobie świnki trzy bawi właściwie od samego początku, nie tylko kontrastem pomiędzy przyszłymi morderczyniami (i milionerkami!), ale również dialogami, sytuacjami i -co oczywiste- wpadkami podczas akcji Zabij swojego męża. Chwilami łapałam się na tym, że uśmiecham się pod nosem. W książce widać typowy dla pani Rudnickiej lekki, zabawny ton z nutką sensacji, czyli wszystko to, co do jej twórczości mnie przyciąga. Kiedy widzę książki tej autorki to tak, jakby do półki przyciągał mnie ogromny magnes. I co najlepsze, jak do tej pory się nie zawiodłam.

Teraz, pod koniec pisania tej recenzji złapała mnie refleksja... jak to trzeba się napracować, aby zostać milionerką! No bo, drogie Panie czytające w tej chwili moje wypociny, pierwszy krok to znalezienie odpowiednio ustawionego męża. Później trzeba odczekać, znienawidzić go, przyłapać na zdradzie i... zaplanować jego morderstwo, ale tak, żeby żaden wścibski policjant nie dopatrzył się w tym niczego podejrzanego. Intercyza, intercyza! Życie bywa okrutne...

Chcecie znaleźć sposób na niewiernego męża? Zapraszam do lektury!

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!