środa, 17 lutego 2016

[290] Dorota Gąsiorowska- 'Primabalerina'

***


Autor : Dorota Gąsiorowska
Tytuł : Primabalerina
Seria : -
Wydawnictwo : Znak Literanova
Stron : 544

Nina swą codzienność oddaje pracy w ośrodku spokojnej starości, gdzie właściwie pracuje jako kobieta od wszystkiego. Szczególną uwagą obdarowuje pensjonariuszkę Irmę, zaprzyjaźniając się z nią. I choć kobiety połączyła silna więź, to żadna z nich nie przekroczy granicy milczenia. Do czasu, aż starsza pani chce opowiedzieć młodej kobiecie swą przeszłość. Śmierć jest jednak szybsza i odbiera Ninie tę bliską osobę, ale... w spadku otrzymuje kamienicę w przepięknym Lwowie oraz przyjaciela, imieniem Igor. 
Czy zamknięta na świat rudowłosa kobieta odnajdzie w magicznym mieście upragnione szczęście?

Z twórczością pani Gąsiorowskiej spotkałam się po raz pierwszy rok temu, czytając Obietnicę Łucji. Jako, że książki autorki zbierają sporo pozytywnych opinii, postanowiłam sięgnąć po Primabalerinę, ciekawa, co też otrzymam...

Nina jest sierotą, wychowała się w klasztornych murach pod czujnym okiem siostry Anzelmy. Mimo niezwykłej urody pozostaje ciepłą i otwartą na ludzi osobą, pragnącą pozbyć się ze świata wszelkiego cierpienia. Jednocześnie nie ma w sobie dość siły, by przeciwstawić się jawnemu wykorzystywaniu przez szefa, zrzucającego na jej barki wszelkie problemy związane z ośrodkiem. Nie muszę chyba dodawać, że to on spija później śmietankę, prawda? Życie Niny płynie niczym spokojna rzeka, bez wielkich uczuć, ale i bez większych problemów. Pierwszą raną na sercu kobiety jest śmierć drogiej Irmy, z którą to zaprzyjaźniła się niemal od początku jej bytności w ośrodku. Ale prawdziwa przyjaźń nie wygasa nawet po śmierci- Irma zadbała, by jej przyjaciółka nie musiała dłużej martwić się o pracę czy dach nad głową, pozostawiając jej w spadku kamienicę we Lwowie. Ponadto żartobliwy los połączył Ninę z Igorem, przyjacielem zmarłej, a prywatnie homoseksualistą. Razem ruszają w podróż w nieznane...

Ciężko będzie napisać tę recenzję, oj ciężko. I nie, nie przez to, że książka powaliła mnie na kolana- wręcz przeciwnie. Aż na usta (palce?) ciśnie się tylko jedno: to wszystko już było. Może nie w jednej konkretnej pozycji, ale było. Tysiąc, milion, miliardy razy! Już od pierwszych stron można było domyślić się, co czeka nas na kolejnych i jakie tragedie dotkną Niny. Od przyjazdu do Lwowa droga kobiety jest niemal usiana różami, a ona sama rozkwita, bo przecież tuż za rogiem czeka na nią miłość. W międzyczasie wraz z "nowo nabytym" przyjacielem tropią przeszłość Irmy. W pewnych momentach ta historia... wydaje się być strasznie naiwna, a Nina -mimo wyważonego, spokojnego charakteru- bardziej podobna jest nieopierzonej nastolatce, niż dorosłej kobiecie. 

Dobrze, wiem, że Primabalerina to opowieść fikcyjna. Wiem. Ale... ilość zbiegów okoliczności jest ogromna. Ogromna! Wszystkie wydarzenia, niezależnie, czy złe czy dobre, układają się w ściśle pasującą całość. Szkoda tylko, że w moim odczuciu pani Gąsiorowska troszeczkę z tym przedobrzyła. Może tylko mnie podczas czytania towarzyszyło uczucie... przesłodzenia? Tam nawet tragedie, zdrady etc. nie wydają się takie straszne, bo od początku wiadomo, że i tak czeka na nas happy end. 

Reasumując... zawiodłam się, gdyż zamiast oryginalnej, pięknej i ujmującej historii otrzymałam odgrzewany kotlet. A czy Wy odnaleźliście w tej książce coś, co mi umknęło? Podzielcie się wrażeniami.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!