czwartek, 25 czerwca 2015

[243] John Lutz- 'Bez śladu'

Wreszcie oficjalne wakacje! ;)

***

Autor : John Lutz
Tytuł : Bez śladu
Seria : Zabójcza seria/ seria o Franku Quinnie
Wydawnictwo : Prószyński i S- ka
Stron : ?

Nowy Jork ponownie nie jest bezpieczny; jego ulicami grasuje morderca, bez litości zabijając kobiety. Tylko jedna osoba może stawić mu czoła- Frank Quinn, znany z wielu zamkniętych spraw seryjnych morderców. W tej sprawie jest jednak coś dziwnego...
Przecież zamordowana osoba nie może sobie ot, tak chodzić po ulicy, prawda? A może to... sobowtór?
Quinn i jego ekipa nawet nie zdają sobie sprawy, jak skomplikowana i głęboka będzie kolejna sprawa. 
A psychopata czuwa, żądny krwi... coraz bardziej.

Patrzę i patrzę na tę okładkę, uśmiecham się pod nosem. Cóż, szminka rozmazana na ustach czaszki to dość zabawne połączenie- chyba, że mam spaczone poczucie humoru. Zabójcza seria pewnie jest Wam znana w tym stopniu co i mnie, gdyż kolejne tomy są wydawane w bardzo krótkim odstępie czasowym, a ja staram się czytać i recenzować wszystkie. Dziś przyszła pora na kolejny tom o Franku Quinnie, choć wydawane są -niestety- nie po kolei. Z tym też udało mi się zmierzyć.

Autorzy wszelakich thrillerów stają do wyścigu o to, kto wymyśli najbardziej obrzydliwy sposób mordowania, najbardziej pokrętną logikę zabójcy, najstraszniejszą przeszłość tegoż. Mało co jest już w stanie mnie zaskoczyć (nie, to nie przechwałki) i tym razem też nie dostałam nic nowego, ale... autor pokierował sprawę w innym kierunku. To, co wydawało się listem od psychopaty tak naprawdę staje się czystym biznesem. I chyba to przeraża najbardziej.

Bo wyobraźcie sobie, że żyjecie sobie spokojnie, aż tu nagle kracchhhh- i Was nie ma. A Waszą tożsamość otrzymuje ktoś inny, bowiem za to zapłacił. Straszne? Owszem i to bardzo. 
John Lutz umiejętnie uknuł intrygę, dając nam wytchnąć od morderców z traumatyczną przeszłością, którzy zabijają tylko po to, żeby przekazać "Hej! Tu jestem! Mam skrzywioną psychę, może ktoś mnie złapie?". Nie wiem, czy w wielkich miastach kradzież tożsamości może się zdarzyć, ale jeśli tak- to dopiero horror. 

"We dwoje raźniej", czyli dlaczego mordercze duety są lepsze? Według mnie dlatego, że w końcu między nimi dochodzi do spięć, a co za tym idzie- każdy działa na własną rękę. Pomyślmy, mamy wtedy dwójkę szalonych ludzi, gotowych mordować dzień i noc. I od razu robi się jeszcze ciekawiej!

Nieco Wam dziś zaspoilerowałam, ale wierzę, że mi to wybaczycie ;)
Idąc tropem Johna Lutza pamiętajcie, że nic nie jest takie, jak początkowo się wydaje- intryga, morderstwa, pieniądze. To jest świat. 

Za możliwość przeczytania dziękuę wydawnictwu Prószyński i S- ka!