poniedziałek, 22 czerwca 2015

[242] Elizabeth Maxwell- 'Happy end'

***

Autor : Elizabeth Maxwell
Tytuł : Happy end
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Stron : 312

Większość z nas, kobiet, pewnie marzy o (chociażby jednej!) nocy spędzonej z boskim kochankiem, rodem z zalewającej nas od jakiegoś czasu literatury erotycznej. Boskie ciało, ognisty temperament... marzenie!
Marzenia czasem się spełniają i nie zawsze dzieje się to w odpowiednim momencie; przekonała się o tym Sadie Fuller, na co dzień zwykła mamuśka, zaś wieczorami... autorka gorących romansów. I kiedy w supermarkecie natyka się na niezwykle przystojnego mężczyznę jeszcze nie wie, że będzie musiała pomóc mu w odnalezieniu wspomnień, zagubionej miłości oraz zdetronizowaniu pewnej wrednej i zakochanej w nim bez pamięci czarownicy.

Czy ta historia ma szansę na happy end? Bo czymże jest opowieść, jeśli nie może kończyć się szczęśliwie?

Po raz kolejny do lektury zachęciła mnie okładka, a konkretniej- niezwykle tęczowe rajstopy! Już ten detal świadczył o tym, że czeka mnie przyjemna, lekka lektura na leniwą niedzielę. Co więc sądzę o pomyśle pani Maxwell?

Nawet miłość jest w naszych czasach krótkotrwała. Traktujemy ją po macoszemu, więc szybko obumiera, a my otrzepujemy się i idziemy dalej. Albo w ogóle nam się nie przytrafia, bo nasze oczekiwania mijają się z rzeczywistością. Za dużo czasu trwonimy na marzenia o życiu długim i szczęśliwym fikcyjnych postaci, zamiast wyjść z domu i zatroszczyć się o własne szczęście.

Kojarzycie te lekkie czytadła, opowiadające o młodych matkach, gubiących się w świecie pieluch i własnych hormonów? Cóż, poniekąd można do tej kategorii zaliczyć Happy end- z tym, że nie ma tu mowy o niemowlakach, bowiem córka Sadie ma już jedenaście lat. Skąd więc to skojarzenie? Otóż -jak już wspomniałam- Sadie jest jedną z tych kobiet, które po ciąży przybrały kilka nadprogramowych kilogramów, wystrzegają się wysiłku fizycznego (chyba, że łóżkowego) jak ognia, zaś wieczorem wypijają kieliszek wina, ot, dla smaku. To prawie jak książka o tym, co czeka nas przed/ po czterdziestce. Ale, ale! Sadie zapewniła sobie dodatkowe rozrywki; jest nie tylko poczytną autorką romansów, ukrywającą się pod pseudonimem, ale w trosce o swoje zdrowie psychiczne co piątek umawia się na niezobowiązujący seks z pewnym mężczyzną. Dobra babeczka!

Książka Happy end spodobała mi się, gdyż jest lekka, czyta się ją jednym tchem. Poza tym nie należy do zwyczajnych obyczajówek, autorka podarowała nam... wątek fantastyczny. Bohaterowie twórczości Sadie nagle ożywają, zaś ona sama musi stawić czoła rozsierdzonej czarownicy, którą przed laty porzuciło jej pisarskie pióro. Wątek nieco podobny do Z innej bajki Jodi Picoult, ale nie identyczny, nie sugerujcie się tym!

Bohaterów nie da się nie lubić; są tak świadomi własnych wad, mogę więc rzec, że w tej pozycji króluje autoironia i najczystsza ironia. Cóż... czytelnik staje przed normalnym światem, nie dostaje upiększonej historii i wyidealizowanych postaci. To po prostu ludzie, z wadami i zaletami. Z tym wyjątkiem, że zmyśleni. 

Kochani! Tę książkę naprawdę Wam polecam. Bo jak najlepiej się wychillout'ować, jeśli nie z taką lekką lekturką? ;-)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński i S- ka!