piątek, 8 maja 2015

[231] Sidney Sheldon- 'Czy boisz się ciemności? '

***

Autor : Sidney Sheldon
Tytuł : Czy boisz się ciemności?
Seria : -
Wydawnictwo : Mira
Stron : 384

W dziwnych okolicznościach ginie czwórka pracowników KiG,   wpływowej firmy badawczej. Niby zgony wyglądają na samobójstwa bądź zwykłe wypadki, ale w żonach Marka i Richarda budzą niepokój. Dlaczego mąż Kelly miałby popełnić samobójstwo? Czemu ktoś chciałby śmierci Richarda? 
Policja nie znajduje wytłumaczenia, a pytań jest coraz więcej. Nie pomaga również szef mężczyzn, skutecznie mydlący im oczy. 
Pora wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko odpowiedz sobie na pytanie... czy boisz się ciemności?

Któż z nas w młodości nie oglądał słynnego serialu grozy pod tytułem Czy boisz się ciemności? Byłam wielką fanką tego "tworu", więc tytuł książki Sidney Sheldon skojarzył mi się pozytywnie- mimo, że poza nim nie było żadnego związku. I jak?

Myślę, że zacznę od plusów; i dodam coś, co może już w tej linijce Was zniechęci- jest ich bardzo mało. Przede wszystkim bardzo szybko się czyta, ma się wręcz wrażenie,  że akcja pędzi w zawrotnym tempie. I przez to nie mogłam się wczuć w całą historię. 
Teraz -niestety- już same minusy. To prawda, historia niczego sobie, ale... rozbroiła mnie jedna myśl bohaterki, bodajże Diany. Zmarł jej mąż, a ta pomyślała, że "już nigdy nie poczuje, jak pieści jej pierś". No po prostu klękam. Ta jedna linijka odebrała mi smak całej opowieści, zaś bohaterkę ukazała w niekorzystnym świetle. Patrzyłam na nią z politowaniem. Tęsknota tęsknotą, ale czy to nie brzmi zbyt płytko w porównaniu z ogromem tragedii... ?

Na pewno można o Dianie oraz Kelly powiedzieć jedno- były sprytne, jak na amatorki. Dzień czy noc, noc czy dzień, nieustannie groziło im niebezpieczeństwo. Dwie zupełnie niepozorne kobietki raz po raz wymykały się z łap tajemniczego mordercy i całej jego świty. Czasem stosując naprawdę przemyślane intrygi (w życiu bym na to sama nie wpadła). O, widzicie, oto znalazł się drugi plus!

Czy boisz się ciemności? ma prawie czterysta stron, a jedyne, co pozostało mi w głowie to owo (pożal się, Boże) zdanie wyrażające tęsknotę i... uciekanie. Cały czas. Aż wydaje się, że książka opiera się tylko na tym. I pewnie tak obie bohaterki uciekałyby aż do własnej śmierci, gdyby nie przypadek. 

O powodzie, dla którego tyle osób poniosło śmierć (a jeszcze więcej mogło stracić życie) dowiadujemy się pod koniec książki. Nic od początku nie wskazuje czytelnikowi, że może chodzić właśnie o to. Bardzo mało informacji na ten temat, dlatego (jak już wspomniałam) w pamięć zapada tylko nieustanna ucieczka.

Pisząc tę recenzję stwierdziłam, że ta pozycja do najlepszych -ba, nawet dobrych- nie należy. Faktem jest, że nie mogę z czystym sumieniem zaliczyć jej do grupy najgorszych szmir literackiego rynku. Dlatego plasuję ją gdzieś pośrodku- książka, o której raczej nie będę długo pamiętać.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Mira!