czwartek, 9 kwietnia 2015

[223] Sylwia Janik- 'Latte'

W moich Hadlach wreszcie wiosna! 
Aż się lepiej rano wstaje... ;)

***


Autor : Sylwia Janik
Tytuł : Latte
Seria : ?
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 240

To był jeden z gorszych dni- takich, kiedy wszystko dzieje się nie po naszej myśli. Od samego rana, bez chwili spokoju. A to zepsute auto, a to korek... Ale przecież jest jeszcze Ola, najlepsza przyjaciółka; wypicie z nią kawy i spałaszowanie ciasteczek od razu powinno uratować dzień. Cholera, ale jak tu kupić ciastka, skoro jak na złość nawet ulubiona cukiernia zamknięta?! No nic, czas udać się do supermarketu... a potem w drogę!
I jeśli w tym przypadku na początku mogliśmy mówić o zwykłej złośliwości rzeczy martwych, to patrząc na to, co znalazła w ogródku przyjaciółki kilka godzin później Nadia Laos... mówimy już o tragedii. 
Bo nagle świat zamyka się wokół Oli, a jej już nie ma- jej ciało porzucone w ogródku jak niepotrzebny śmieć. 

Dla kawosza trafić na tytuł związany z kawą to zapewne sukces; ja osobiście byłam zaintrygowana, jaką rolę odegra tam tytułowe latte? Nie muszę chyba wspominać, że okładka mnie totalnie porwała, ten splamiony/ krwawiący kubek jest taki... sugestywny! A jak było z treścią?

Na wstępie uderzyła we mnie... "Elegia o białej kawie". Czegoś takiego w swoim krótkim czytelniczym życiu jeszcze nie spotkałam! To jak wyniesienie tegoż napoju na piedestał, podkreślenie, jak ważny jest w życiu większości z nas (bo tak jest, nieprawdaż, Kawosze?). I tak czytałam, myśląc, że to miłe zaskoczenie na starcie. Ale później kolorowo już nie było.

Pani Janik ma bardzo poetycki styl; zanotowałam sobie, że czytając już rozdział III (ok. 32 stronę), wciąż nie ma ani grama akcji, ponieważ... autorka wciąż przedstawia postacie. Nie mówiąc już o licznych porównaniach, metaforach... nie lubię czegoś takiego. Zazwyczaj postacie poznajemy w trakcie trwania historii i to często szczątkowo; w Latte 'normy' zostały zachwiane. 

Zapomniałam dodać na wstępie, iż Nadia Laos po makabrycznym odkryciu wzywa policję, a tam... OCZYWIŚCIE... niesamowicie przystojny mężczyzna, Marcel. I w tym miejscu już zaczęła mnie książka irytować- wyobraźcie sobie taką sytuację: nieopodal leży ciało waszej przyjaciółki (z założenia jest to jedna z najbliższych osób!! ), a wy wlepiacie gały w jakiegoś przystojniaka i niemal piejecie z zachwytu. Czy to jest normalne?! Nadia wielokrotnie mówiła o intensywności jej przyjaźni z Olką, ale... w jej gestach nie wyczuwam żałoby. Tylko ślinotok na widok Marcelka. Który dodatkowo nieporadnie odgrywa Jamesa Bonda. I to jest taka farsa, takie oderwanie od rzeczywistości, że aż słów brak.

Jako, że książka ponoć jest kryminałem, przewracałam kolejne strony w poszukiwaniu jakiegokolwiek znaku, iż w wydawnictwie się nie pomylili i to nie jest powieść obyczajowa; bardzo małymi kroczkami wreszcie dotuptałam do wątku niezwiązanego z zachwytami nad M. Szkoda tylko, że zrobił się z tego wątek poboczny... I tak się zastanawiam- czy pani Janik nie 'wtopiła' wątku zbrodni tylko po to, żeby Nadia mogła poznać Marcela i 'jarać się' tą znajomością do końca książki? 

Ale, ale! Znalazłam plus drugi (oprócz wspomnianej już "Elegii..."). Mianowicie- zakończenie! Spodziewałam się chyba wszystkiego, ale nie takiego rozwiązania sprawy...

Co mogę dodać na koniec? Książka dla osób o mocnych nerwach, ale bynajmniej nie z powodu "kryminalnego szału". 
Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Novaeres!