sobota, 28 czerwca 2014

[152] Kasia Her - 'Love you kropka forever'

Przepraszam Was, kochani - mam problemy z internetem, jutro sytuacja powinna się ustabilizować, więc odwiedzę Wasze blogi :)

***

Autor : Kasia Her
Tytuł : Love you kropka forever
Seria : -
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 100

Jeżdżą drogami z zawrotną prędkością, rzadko podróżując zgodnie z przepisami - ile to już razy słyszało się o wypadkach spowodowanych przez TIRy ? A kiedy słyszymy o kolejnym, przed oczami staje nam koleś prowadzący pod wpływem, ordynarny typ, który wszystko i wszystkich ma gdzieś, z zadowoloną miną pokazujący fuck'a światu.
Nasz Tirowiec wiele się od szablonu nie różni - jest wulgarny, odpycha od siebie ludzi, w dodatku żywi do matki dość specyficzne uczucia; coś jak pomieszanie przywiązania z nienawiścią.
Ale... Czy pod "twardym tyłkiem" naprawdę brak ludzkich uczuć, marzeń ... ?

Matka. Nie oszukujmy się, dla większości z nas jest to najważniejsza osoba w życiu. Dlatego wszelkie książki, które traktują o dość specyficznych relacjach matka - dziecko mnie zadziwiają; zwyczajnie nie potrafię sobie ułożyć w głowie, że jakaś kobieta nie dba o swego potomka, albo wręcz przeciwnie - dba aż obsesyjnie. Wiecie, książkę Kasi Her nazwałabym utworem, który dotyka powszechnego tematu - stereotypów oraz tego, jak ciasno człowiek potrafi się owinąć swoim kokonem samotności. 
Bohater Love you kropka forever, którego imię poznajemy dopiero na końcu, podróżuje tirem; aż prosiłoby się go określić mianem typowego tirowca, o czym było już wyżej. Nie przebiera w słowach, wali przeciwnika od razu między oczy, nie dając nawet odpowiedzi za co ten atak nastąpił...
Jest wulgarnie, prawdziwie, rzekłabym - życiowo. Może nie dotyczy to każdego z nas, ale jakiegoś procentu na pewno. Tłamsimy w sobie uczucia, swoje prawdziwe ja, by wreszcie samo znalazło ujście - ale czy w odpowiedniej chwili ... ? 
Książka ma zaledwie sto stron, ale jest przykładem tego, jak niewiele trzeba, by przekazać maksimum treści. Autorce się to udało; mam wrażenie, że wulgaryzmy ściągają nas z literackich chmurek na twardą ziemię, o którą boleśnie tłuczemy zadki, bo ten utwór zwyczajnie uderza nas jak obuchem, stykamy się z niemal prawdziwą sytuacją. Zakończenie to tykająca bomba. Tyle lat tłamszenia przez matkę, wciskania bzdur, zabobonów i symulacji ukształtowało naszego drogiego bohatera i to zapewne nie tak, jakby sobie życzyła jego szanowna rodzicielka.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Novaeres !