czwartek, 5 grudnia 2013

[107] Barbara Tomaszewska- ' Iluzja '

Pogubiłam się.

***


Autor : Barbara Tomaszewska
Tytuł : Iluzja
Seria : -
Wydawnictwo : Novaeres
Stron : 262
Półka : Od wydawnictwa

Wydaje się nam, że każdy w życiu ma to szczęście posiadania szczęśliwej rodziny, domu, do którego aż chce się wracać; no właśnie, wydaje nam się. Choć w mediach coraz częściej mówi się o rodzinach patologicznych, to nigdy jakoś specjalnie nie zauważamy ich wokół nas- nie interesujemy się, co dzieje się za ścianą u sąsiada, by nie wyjść na wścibskich. Ola, zamiast być wychowywana, była po prostu tresowana- ojciec wiecznie gdzieś znikał, zajęty własnymi sprawami, a matka nieustannie pouczała dziewczynkę. Z biegiem lat było coraz gorzej, głowa rodziny zaczęła unikać córki, a rodzicielka pić i karać za wyimaginowane przewinienia. Potem na świecie pojawiła się Bogunia, a Ola... poszła w odstawkę.

Okładka niespecjalnie mnie przekonuje, choć dobrze wiem, że wyraża sobą treść książki. Jak dla mnie jednak za dużo bieli, do tego te łzy...

Ola nie wie, jak to jest być kochaną i pocieszaną przez rodziców; Ewa i Zenek, choć małżeństwo, żyją nieomal obok siebie, pozostawiając latorośl samej sobie. Olka nigdy nie poczuła ciepła matczynych ramion, czy mocnego uścisku ojca- traktowano ją niemal jak zawadzający, zepsuty przedmiot. Irytujące, nieprawdaż ?

Wiem, że to tylko jedna z wielu historii tego typu; że gdzieś tam, w Polsce czy na świecie dzieją się identyczne rzeczy, a treść Iluzji nie jest fikcją. Bo jeśli tak nie jest, to skąd głodne dzieci na ulicach ? Skąd przepełnione domy dziecka ? Gazety, piszące o kolejnym, zmarłym w tajemniczych okolicznościach niemowlaku ? Czasami naprawdę nie rozumiem ludzi- jeśli nie jesteś w stanie wychować dziecka w domu pełnym miłości i bezpieczeństwa, to je oddaj; może właśnie dajesz mu szansę na ciepło domowego ogniska ? Co ludziom szkodzi taka mała istotka, łaknąca miłości, nawet, jeśli jest nieplanowanym dzieckiem ? Czy aż tak trudno otworzyć serce dla własnego dziecka... ? Znienawidziłam rodziców Olki całym sercem; czytając, wciąż miałam na myśli, iż oni zachowują się jak nastolatkowie, którzy nie mają żadnych zobowiązań wobec siebie ! Irytowała mnie ta iluzja prawdziwego domu, jaką stworzyli na potrzeby sąsiadów- wiecie, żeby ludzie nie gadali, że w domu krzywdzi się dzieci. Nawet jeśli nie fizycznie, to psychicznie. Czy dziwi więc postawa Olki ileś lat później, gdy sama dorosła i założyła rodzinę ? Jak można normalnie żyć, wynosząc z domu tak spaczony obraz rodziny ?

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Novaeres !