wtorek, 2 lipca 2013

[074] Stephen King- ' Joyland '

Cały weekend bez internetu nie byłby taki straszny, gdyby nie brak możliwości skomentowania Waszych blogów. Ale już jestem ;)
Red Lips- To, co nam było.

***
Autor : Stephen King
Tytuł : Joyland
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Stron : ?
Półka : Od wydawnictwa
Nieszczęśliwa miłość często skłania ludzi do radykalnych zmian. Często kieruje też nami przypadek; te dwie rzeczy złożyły się na decyzję Devina o porzuceniu znanego od lat otoczenia dla pracy w ogromnym parku rozrywki, Joylandzie. I choć w trakcie dowiaduje się o mrocznej tajemnicy tego miejsca dotyczącej morderstwa sprzed lat, a otaczający ludzie mają różne dziwne talenty, to zdecydowany jest na przyjęcie zatrudnienia. 
Jak potoczą się losy młodego chłopaka, pragnącego ujrzeć ducha zamordowanej dziewczyny ... ?

Kiedy mowa jest o przeszłości, każdy pisze fikcję.

Okładka :  Tak, front zdecydowanie zachęcił mnie do zagłębienia się w historię Devina- park przedstawiony jest w takiej kolorystyce, która budzi skojarzenia z mrokiem tajemnic.

Bohaterowie : Główna postać niejakiego Devina nie charakteryzuje się jakimiś specjalnymi cechami- jest studentem pragnącym zarobić na studia, a jednocześnie zaleczyć złamane serce. Myśli jak każdy młody człowiek i jest taki jak my; ogromnie fascynuje go morderstwo Lindy i chce być jednym z ludzi, którzy mieli szansę ujrzeć jej ducha. Jedyne, co mnie w nim bawiło, to ta jego chęć na zaliczenie jakiejkolwiek kobiety. Początkowe rozmyślania na temat miłości i Wendy, ówczesnej dziewczyny, często były przerywane czymś typu "może dziś to się stanie". To jak zachowanie małego dziecka oczekującego na świętego Mikołaja...

Moje zdanie : Nie miałam zbyt wielkiej styczności z utworami Kinga; przeczytałam zaledwie "Rękę mistrza" ("Joyland" to moja druga lektura od tego pana). Bardziej znam jego twórczość z ekranizacji, m.in. "Christine" czy "Smętaż dla zwierzaków", choć dobrze wiem, że często książka i ekranizacja w ogóle nie powinny podlegać porównywaniu. Pamiętam, że pierwsze czytadło Stephena Kinga momentami zbyt się dłużyło, porównywałam je nawet z talentem do snucia opowieści zupełnie odbiegającej od głównego wątku. Choć "Joyland" jest książką bardzo rozsławianą, czego dowodzą liczne plakaty reklamowe na witrynach księgarń, to nie zachwyciłam się zbyt tą pozycją. Większość fabuły kręci się wokół złamanego serca, później pracy i wydarzeniach, jakie toczą się w Joylandzie, a także zapoznania z matką chłopca, któremu zostało niewiele czasu na tym ziemskim padole. Wątek morderstwa, a wręcz odkopywania starej sprawy zaczyna się dopiero gdzieś w ostatnich rozdziałach, aby szybko zakończyć się na osobie, której co prawda czytelnik się nie spodziewa. To bardziej pamiętnik z młodych lat, niż horror. Trochę się rozczarowałam, muszę przyznać.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka !