piątek, 31 maja 2013

[068] Radosław Dąbrowski- ' Gra cieni '

Wczoraj po raz pierwszy od dwóch tygodni zaczęłam czytać książkę, a nie jakieś durne zagadnienia na egzaminy ;3
Kasia vs sesja 2:0 ^^
Obiecuję już na bieżąco odwiedzać Wasze blogi :)

***


Autor : Radosław Dąbrowski
Tytuł : Gra cieni
Seria : ?
Wydawnictwo : Radwan
Stron : 164
Półka : Od autora

Frank Sullivan dzięki swemu sprytowi i inteligencji bez problemu może równać się z Sherlockiem Holmesem; mężczyzna, będąc jednym z najlepszych detektywów w bostońskim środowisku otrzymuje nowe zlecenie. Gdzieś na wyspie Saint Bradley, gdzie spokojne, wręcz idylliczne życie wiodą mnisi, w tajemniczych okolicznościach zaginął jeden z braci, powszechnie lubiany Gregory. Choć chodzą słuchy, że sam, z własnej woli opuścił w tajemnicy zakon, to Sullivanowi coś tu nie pasuje... 
W jakim celu ktoś wysyłałby detektywowi kartki z kolejnymi zagadkami, gdyby brat Gregory wiódł spokojne życie "na wolności" ?
Grzech, kłamstwo i obłuda kryją się nawet tam- w murach zakonu.

Okładka: Cóż, front trochę taki... niedopieszczony, powiedziałabym. Wygląda mi to raczej na odnalezione gdzieś w internecie zdjęcie, do tego napis zrobiony w jakimś najprostszym programie i voila. Wydawnictwo niezbyt się postarało w tej kwestii, ale czy to ujmuje uroku całej książce ? Zobaczmy...

Moje zdanie: Frank Sullivan, czyli bostoński bystrzak jakich mało całe noce spędza nad dokumentami, których nie zdążył uzupełnić w dzień, zapijając samotne, przepracowane noce litrami kawy. Na pierwszy rzut oka kreuje nam się typowa postać detektywa, skupionego jedynie na działaniu, a nie papierkowej robocie; dodatkowo ów bohater "zakochany" jest w swoim małym, czarnym nałogu. Spotkałam się już z takimi postaciami, więc jego charakterystyka zbytnio mnie nie zaskoczyła, ponadto tak jak pozostali Frank jest bystry, inteligentny, choć trudno powiedzieć, żeby cechował się jakimiś specyficznymi metodami działania. W książce niestety jako tako nie może nam pokazać całego zakresu swoich zdolności, bo momentami sam ma problemy z kolejnym krokiem. Gdyby nie anonimowe karteczki, chybaby po prostu zaginął w gąszczu tajemnic. Ale owszem, trzeba mu przyznać, że samodzielnie wydedukował od kogo otrzymuje kolejne wskazówki i kto tak na prawdę stoi za zaginięciem brata Gregory'ego. Jednak czy ukazał tym śledztwem cały swój detektywistyczny kunszt ? Wątpię. Nie wiem, czy "Gra cieni" będzie mieć jakąś kontynuację, może to właśnie wtedy czytelnik niejako zbliżyłby się do Sullivana, nawiązał z nim głębszą znajomość i przykleił mu łatkę "genialnego" detektywa. Jak na razie sama mam problem z określeniem, czy Frank faktycznie zasługuje na takie pochwały w swoim środowisku. Ach, no i zapomniałabym wspomnieć o jego "ogromnej skromności"... Sytuacja iście jak z telenoweli- samotna podróż, rozmyślania nad życiem i brakiem partnerki, aż tu nagle pojawia się biuściasta piękność, widocznie nim zainteresowana. I co robi nasz bohater ? Oczywiście chwali się swoimi osiągnięciami detektywistycznymi. Faceci ! 
Wracając do wątku zakonu, plus za drugą tajemnicę ukrytą w jego murach- fatum, które wisi nad każdym cudzoziemcem i nie-święconym, który spędza noc wśród braci. 

Ocena: Ogólnie rzecz biorąc nie mogę powiedzieć, że ta książka była zła- jest raczej jedną z tych, którą czyta się dla odetchnięcia, nie zachwyciła mnie jednak na tyle, bym nie mogła spokojnie bez niej żyć.

Za książkę serdecznie dziękuję Autorowi ;)