niedziela, 5 maja 2013

[064] Isaac Marion- ' Wiecznie żywy '

Żeby tylko trochę więcej wolności, a wreszcie strzelę jakiś nagłówek.
Słodki majowy weekend skończył się za szybko, a Kasia nadal nie ogarnęła mitów i Doświadczyńskiego <3

***



Autor : Isaac Marion
Tytuł : Wiecznie żywy
Seria : -
Wydawnictwo : Replika
Stron : 308

Świat opanowały zombie, trudno jednak powiedzieć, czy w skutek zarazy, czy uderzenia w ziemię meteorytu. R jest jednym z powłóczących nogami potworów, spędzając dnie na jeżdżeniu ruchomymi schodami, słuchaniu muzyki i próbie wygrzebania z pamięci jakichkolwiek wspomnień. Oczywiście, jak to zombie, poluje na ludzkie mięso; wraz z grupą żywych trupów wyrusza na kolejne łowy, atakując grupę nastolatków. Coś jest jednak nie tak, bo smakując mózg jednego z nich rodzi się w nim coś na kształt ludzkich odczuć względem Julie, dziewczyny pożartego. 
 Jakie szanse u  śmiertelniczki może mieć nadgnity chłopak, trzymający w kieszeni mózg jej chłopaka ?
                Kiedyś, dawno temu na czyimś blogu przeczytałam recenzję owej książki, choć wydaje mi się, że wtedy nosiła inny tytuł- "Ciała" ? A może po prostu "R" ? Nie pamiętam i nie będę się nad tym głębiej zastanawiać. W każdym bądź razie już wtedy zapałałam chęcią zapoznania się z niewątpliwie intrygującą lekturą- przede wszystkim byłam ciekawa, jak autor rozegra sprawę uczuć między zwykłą dziewczyną a trupem, z którego za kilka lat zostaną same kości. Ostatnio do kin weszła ekranizacja pt. "Wiecznie żywy", zanim jednak udało mi się ją obejrzeć, natknęłam się w matrasie na książkę, z filmową okładką oczywiście. No cóż, ciekawość zwyciężyła i już wkrótce potem mogłam zacząć zajadać się lekturą. Było warto ?
                R jest jedynym w swoim rodzaju zombie- snuje refleksje nad przeszłością, zgaduje kto był kim zanim dopadła ich okrutna kara, kolekcjonuje przeróżne rzeczy w samolocie, który zamieszkuje. Unormowany, rutynowy wręcz świat truposza zatrząsł się w posadach, gdy tylko posmakował mózgu Perry'ego. Perry poniekąd oprowadza R po swoich wspomnieniach, zmuszając zombie boya do coraz wnikliwszego poznawania Julie, ukochanej zjedzonego. Dzięki temu wątpliwemu smakołykowi ocalił dziewczynę, rozpoczynając całą spiralę dziwnych zdarzeń.
                Powiem tak- lektura całkiem całkiem, aczkolwiek mówiąc potocznie "tyłka nie urywa". Czytałam, bo byłam ciekawa właśnie tego, co też autor zrobi, żeby Julie nie bała się związku z chłopakiem, który- bądź co bądź- przypadkowo w końcu może ją zjeść. "Wiecznie żywy" nie przyprawiła mnie o palpitacje serca i gorączkowe modły do nieznanego autora o dalsze części, była raczej takim miłym czytadełkiem na wieczór. Podobało mi się w niej to, że zombiaki były przedstawione w taki ludzki sposób- jako istoty, które także odczuwają, mają coś w tych swoich małych móżdżkach, a zabijanie jest przymusem. To jakoś zmieniło moje podejście do tematyki zombie, gdyż- jako fanka horrorów- naoglądałam się filmów o żywych trupach i niezbyt uśmiechało mi się do nich powracać. Co muszę przyznać- film podobał mi się o wiele bardziej, chociaż wiadomo, że było też kilka różnic, jak to przy ekranizacjach. Przede wszystkim w kinowej wersji kilku bohaterów, zarówno ludzkich jak i nieżywych, pozostało bez szwanku, dodatkowo ciekawie była ukazana walka truposzów z Kościstymi, istotami podobnymi do demonów oraz łączenie sił ludzkich i sił zombie w walce przeciwko prawdziwemu złu, jakie stanowili Kościści właśnie. Lubię ten motyw walki ramię w ramię, mimo widocznych różnic; przyjemnie mi się na to patrzy.
                Cóż, podsumowując, trudno powiedzieć do kogo książka może przemówić; może do kogoś, kto poszukuje innego obrazu zombiaków niż ten utrwalony np. w "świcie żywych trupów" ? Lub kogoś, kto szuka motywu oryginalnego, bo jakby nie było, to zakochany zombie boy jest czymś ciekawym i nowym w świecie wampirów, wilkołaków i zjaw. Warto także zahaczyć o film, jest całkiem... zjadliwy.