sobota, 20 października 2012

[046] Magda Fres- ' Mama, smoczek ! '

Jestę studętęęęę ... -.-

***

Autor : Magda Fres
Tytuł : Mama, smoczek !
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Stron : 255

Widząc na ulicy, w parku czy sklepie kobietę dzielnie pchającą przed sobą wózek z małym tobołkiem, z którego wystaje zaledwie czubek głowy niejednokrotnie uśmiechamy się z rozrzewnieniem- ach, matki ! Wiwat macierzyństwo, tak w ogóle ! Oczywiście źródłem wszelakich zachwytów tematem są osoby, które... cóż, albo są już bardzo dawno po urodzeniu dziecka i nie pamiętają nocnych pobudek, grymasów i wiecznie zasikanych pieluch, albo są zbyt młode i ciągle żyją w przekonaniu, że wychowanie dziecka da się upchać między gotowanie obiadu a rozwijaniem się zawodowo. Małgosia została niedawno matką po raz pierwszy i przeraża ją absolutnie wszystko, począwszy od przymusu odstawienia dziecka od piersi  na rodzajach smoczków kończąc. I jak tu jeszcze wrócić do dawnego jestestwa, by ludzie nie uważali jej za zmamciałą ?

Okładka jest kapitalna; to zadziorne spojrzenie malucha jest po prostu zabójcze. Po lekturze zastanawiam się, czy to nie synek bohaterki, Rumpelek ...

Małgosia, nasza mamuśkowa główna bohaterka stopniowo wprowadza nas w swoją historię; zaczyna się od smutnych wspomnień- poronieniu, miesiącach depresji. Aż nadszedł szczęśliwy czas i tuż pod sercem zaczęło rosnąć nowe życie, tak długo wyczekiwane przez nią i jej męża, Krzysztofa. " Mama, smoczek !" to po prostu pamiętnik kobiety, która z większością rzeczy musi poradzić sobie sama, wierząc własnemu matczynemu instynktowi i grzecznie odmawiając życia według złotych rad "światłych" sąsiadek, znających się na wszystkim najlepiej. Cóż, książka tak naprawdę nie jest poradnikiem dla matek- owszem, można znaleźć tam dużą ilość badań przeprowadzonych przez bohaterkę na temat zdrowia jedzenia, które podaje dziecku etc., aczkolwiek ukazuje nam również Małgosię-kobietę, na przemian płaczącą i drżącą o szczęście małżeństwa, Gosię, powracającą do wspomnień z własnego dzieciństwa i Małgorzatę, czyli kobietę przede wszystkim dbającą o własny rozwój intelektualny. 
Wiadomo, że w wychowywaniu potomstwa są sukcesy i porażki; nie wiem, jak bardzo patologiczną musiałaby być rodzina, potykająca się wyłącznie o porażki. Małgosia bez tajemnic opisuje chwile po porodzie, ciężkie dni, gdy tak naprawdę miałaby ochotę poleniuchować w łóżku, a tu Rumpelek już domaga się jeść czy też małe sukcesy, jak stawianie pierwszych kroków. Macierzyństwa nie można zaszufladkować w kategorii "złe" lub "dobre"; każdy jest inny, inaczej czuje się w różnych sytuacjach.

Co prawda nie planuję zakładania mini rodziny w najbliższych latach, ale ten utwór dał mi wiele do myślenia; zbyt bardzo wczułam się w emocje narratorki, kilka razy wyobrażając sobie (!), że sama mam dziecko i muszę je wychować na porządnego, tolerancyjnego człowieka. Uff, samo myślenie o tym było męczące, a co dopiero działanie ! W każdym bądź razie książka bardzo przypadła mi do gustu, mimo, iż momentami usypiałam na fragmentach "naukowych" .

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka ;)