sobota, 6 października 2012

[044] Joanna Miszczuk- ' Zalotnice i wiedźmy '

Boże, dwa tygodnie bez notki ! 
Strasznie poniosły mnie studia, w dodatku na mieszkaniu nie mam internetu. A z kolei gdy mam internet, to weny jakoś brakuje...
No cóż, nadrabiam !

***

Autor : Joanna Miszczuk
Tytuł : Zalotnice i wiedźmy
Seria : kontynuacja " matki, żony, czarownice "
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Stron : 419

Życie w obcym kraju stanowi duży problem, szczególnie dla osób silnie związanych z własną ojczyzną; coraz częściej widzimy, jak ludzie z naszego otoczenia uciekają, by gdzieś odnaleźć upragniony Eden, móc przestać martwić się o nadchodzący dzień i piętrzące się na stole rachunki. Poniekąd w takiej sytuacji była Asia- zmuszona bezrobociem w Polsce przeniosła się wraz z córką do Niemiec, chcąc zacząć wszystko od nowa. Sprawy układają się pomyślnie, dopóki na scenę firmy nie wkracza były mąż, a obecny ukradkiem składa pozew rozwodowy ... 

Czy pech w życiu uczuciowym kobiety jest schedą po przodkiniach, czarownicach ? 

Nie da się skleić potłuczonej szklanki bez śladu, rysy pozostaną zawsze, a na naszej szklance to nie rysy są problemem, tylko wielka dziura, przez którą wyciekają wszelkie próby naprawienia szkody.

Strasznie spodobała mi się okładka, a szczególnie przepiękne włosy tej kobiety ! Od razu widać, że postać jest kimś więcej niż zwykłą śmiertelniczką ...
Życie głównej bohaterki, Joanny, jest jednym wielkim uczuciowym chaosem- porzucając pierwszego męża, pazernego Julka miała pewność, że drugi partner, Piotr, to miłość na całe życie. A jednak się pomyliła- mężczyzna również okazał się szują. Cóż, każdy na miejscu Joasi pomyślałby, że chyba ciąży na niej jakaś klątwa, tak jak i na kobietach z jej rodziny, których zapiski skrupulatnie tłumaczyła. Całej płci pięknej owego rodu przez wszystkie stulecia towarzyszył pierścionek, obecnie należący do naszej bohaterki. Czasami miałam wrażenie, jakby wyśmiewał się z kobiety za jej próby odnalezienia kogoś do końca życia. 

Kiedy miłość się kończy, to najlepsze, co można zrobić, to pozwolić jej odejść.

Teraz będzie nieco mniej przyjemnie. Szczerze mówiąc, ta książka w ogóle nie przypadła mi do gustu; ot, tani romansik, gdzie bohaterka cierpi wszelkie możliwe katusze- utrata ukochanej pracy, śmierć, rozwód- by na końcu wylewać rzewne łzy w ramionach nowego kochanka, czekając na lepsze jutro. Cóż, opis z tyłu i tytuł zwiodły mnie, spodziewałam się więcej wkładek z życia przodkiń. Apropo tego, właśnie te historie były najciekawsze, choć też zionęło nadmiernym romantyzmem. Męczyłam książkę przez cztery dni, ale uparłam się i nie odłożyłam jej na półkę, choć naprawdę mnie kusiło. Ostatnie 5 stron ledwo przeleciałam wzrokiem i odetchnęłam z ulgą, kiedy moja historia z Joanną się zakończyła. Nie ma się co oszukiwać, ta książka nie wprowadza niczego nowego do naszego życia, no, może poza kilkoma ciekawymi sentencjami na temat miłości. Poza tym ... wszystko już było. To tak jakby to był zlepek kilku utworów.

Bo miłość to taki najwspanialszy prezent, który ma wartość tylko wtedy, gdy się go dostanie bez okazji. Nie da się jej kupić, wygrać, wywalczyć, ani na nią zasłużyć. A najgorzej jest żyć miłością, której nie ma.

Czy polecam ? Raczej nie.
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka ;)