wtorek, 26 czerwca 2012

[025] Marta Stefaniak- 'Czary w małym miasteczku'


Ma ktoś kontakt ze Znakiem/ Wilgą/ Znakiem emotikon ??

***

Autor : Marta Stefaniak
Tytuł : Czary w małym miasteczku
Seria : -
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Stron : 294
Każde miasteczko, miasto czy wioska ma swój specyficzny charakter; widać to w mijanym krajobrazie, ludziach. Każda mieścinka zawiera setki ludzkich dusz, mających ze sobą tyle wspólnego. Co z tego, skoro niepowodzenia i problemy zachowujemy dla siebie, zamiast szukać pomocy wśród innych ? Przez lata udajemy kogoś, kim nie jesteśmy i robimy rzeczy, których nienawidzimy, by utrzymać się na jako takim szczeblu społecznym, by mieć za co żyć. Oj, zapewne przydałaby się taka dobra wróżka, która jednym magicznym zaklęciem odmieniłaby ponure środowisko w coś, co naprawdę może dawać radość samym widokiem. Siwowłosa staruszka, przedstawiająca się jako Anna Kowalska pojawiła się w miasteczku dość niespodziewanie; znając problemy małej społeczności starała się je zwalczać. Czary kobiety w wielu domach zamieniły ponurą egzystencję na prawdziwe życie. Niestety, Pani Kowalska zapomniała o swoim wrogu, który właśnie teraz postanowił o sobie przypomnieć ...

Tytuł jak tytuł, bardzo dobrze określa główny wątek powieści Pani Stefaniak; wydaje mi się, że okładka przedstawia drogę prowadzącą do opisywanej mieściny lub jedną z jej dróg. Kobieta ubrana w ciemne kolory może być albo jedną z bohaterek, albo złą czarownicą. 

"Czary ... " to powieść uniwersalna; równie dobrze mogą w niej zostać użyte zdania typu " w pewnym miasteczku ", " pewien mężczyzna". Zupełnie jak wtedy, gdy chcemy zachować anonimowość przedstawianych historii, a jest ich w książce kilka i wszystkie naprawdę mogą kiedyś, w przyszłości stać się naszą historią- bezrobocie, alkoholizm, rozwód. To wydarzenia, które dzieją się na co dzień, być może u sąsiada z bloku, o którym każdy powiedziałby " to taki miły, pomocny facet". Nigdy nie wiesz, kto kryje się za uśmiechniętą twarzą. Wracając do opowieści bohaterów- jako pierwszą poznajemy Marię Pochanek, urzędniczkę mającą na utrzymaniu całą rodzinę. Od lat trzyma się jednego zawodu, boi się, że wszelkie zmiany mogą przynieść straty materialne, szczególnie w takim mieście jak przyszło jej mieszkać, gdzie poziom bezrobocia jest zbyt duży. Kolejną damską postacią jest Krysia, sprzedawczyni w sklepie.

" Gdyby obie, urzędniczka i sklepowa były innymi osobami, bardziej towarzyskimi i chętnymi do zwierzeń, mogłyby się zaprzyjaźnić i podczas długiej, szczerej rozmowy odkryć, że dręczą je podobne zmartwienia. "

Życie nie dawało Krystynie zbyt dużo powodów do radości; mąż w poszukiwaniu pracy musiał wyjeżdżać na większą część roku za granicę, by po powrocie w rodzinne strony wracać do ulubionego zajęcia- picia. W końcu i wyjazdy się skończyły, za to niechęć Zbyszka do rodziny rosła wraz z kolejnym pochłoniętym trunkiem. Trzecie wspomnienie pochodzi od nastoletniego Artura, syna hotelarzy, czyli nieustannie wykłócającej się pary. Ich jedynym ulubionym zajęciem było wbijanie sobie nawzajem przysłowiowego noża w plecy. Niestety, najbardziej cierpiały na tym ich dzieci, Artur i Wojtek. W czwartej historii poznajemy Joasię, mądrą i uczynną nastolatkę, przeżywającą obawy związane z pierwszym dniem w nowej szkole. Na jej nieszczęście nowa klasa nie będzie jej jedynym problemem. Ostatnimi bohaterami są lekarka Łucja i burmistrz Piotr Gorzelak. Oczywiście najważniejszą postacią jest Anna Kowalska, biała czarownica.

Moim zdaniem słowa zdobiące okładkę są baaaardzo trafne, bowiem jest to powieść zbyt realistyczna, by była magiczna. Tak jak wspomniałam, zawarte są w niej historie, które kiedyś mogą by naszymi historiami. Co więcej, miasto nie wyróżnia się jakimś szalenie bajecznym krajobrazem czy czymkolwiek innym, nie, to zwykła, chyląca się ku upadkowi mieścina, gdzie ludzie dawno zapomnieli, co to szczęście. Złożyli ręce i czekali na cud, nie mając ochoty dać nic od siebie. I cud się zdarzył; przez chwilę było im dane uciec od codziennych trosk, dopóki w całą sprawę nie wplątały się złe moce. Ta książka ma w sobie coś takiego, co każe czytać dalej mimo zmęczenia i bólu oczu. Być może duże znaczenie ma tu wprawne pióro Pani Stefaniak, która odkryła przed czytelnikiem magię dnia codziennego. Mam szczerą nadzieję, że ta pisarka uraczy nas jeszcze czymś równie dobrym jak "Czary w małym miasteczku".

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka ;)