niedziela, 4 marca 2012

[013] Rachel Ward- 'Numery. Przyszłość '

Pffff.

***


Autor : Rachel Ward
Tytuł : Numery. Przyszłość.
Seria : Numery
Wydawnictwo : Wilga
Stron : 278

Po katastrofie, która dotknęła Londyn, mieszkańcy próbują wrócić do jako takiego normalnego życia. Ze względu na ogrom zniszczeń i śmierci nie są w stanie przywrócić miastu dawnej świetności, pomieszkują więc w namiotach rozbitych gdzie się da, trzymając się jak najbliżej innych ocalałych. Sara, jej dwóch młodszych braci, Adam i Mia co kilka miesięcy zmieniają "miejsce zamieszkania", głównie ze względu na wstręt Adama do rozpoznających w nim chłopaka, który ocalił wiele istnień, ludzi. Osiemnastolatek ma jednak więcej problemów niż sława i duża rozpoznawalność- musi wykarmić rodzinę, która lada moment powiększy się o kolejnego członka, poza tym ciągle zastanawia się, jakim cudem w oczach Mii widzi datę śmierci należącej do Val, jego tragicznie zmarłej w pożarze babci.
Czy mała dziewczynka może być potworem, kradnącym innym numery ? 
A co, jeśli istnieje ktoś, kto zdaje sobie sprawę z posiadanego daru i zamierza go wykorzystać do przedłużenia własnego życia ... ?

Czy to już ostatnia część, czy możemy liczyć na kontynuację losów nietuzinkowej rodziny ?
Na trzecią część serii czekałam z niecierpliwością, wspominając porywające wydarzenia z dwóch poprzednich tomów. I w końcu jest ! Okładka zachowana w podobnej stylizacji jak wcześniejsze- błyszczące numery, twarz bohatera/bohaterki, w okół której kręci się opowiadana historia i -tym razem- soczysta zieleń. I te oczy Mii ! 
Co do samej historii mam nieco mieszane uczucia; co prawda były takie fragmenty, podczas których miałam gęsią skórkę i niemal pochłaniałam kolejne rozdziały, jednak często zostawały przerwane przez momenty z lekka zawiewające nudą i delikatnym przerysowaniem, choć w może w wypadku takich 'specjalnych' ludzi przekolorowanie jest na porządku dziennym. Obrzydliwe momenty również bywały, nadając akcji wartkości i płynności. 
Czasem zastanawiam się, czy autor/autorka tworząc historię danych bohaterów, podzieloną na tomy, nie robi krzywdy sobie i czytelnikowi. Czytelnikowi, bo czasem z każdą kolejną częścią opowieść staje się coraz bardziej naciągana, przez co we wspomnieniach blednie zachwyt nad tomem rozpoczynającym ogół i sobie, gdyż często zbiera za to baty. I nie mówię, że w przypadku każdej serii ma miejsce takie zdarzenie, bo bywają serie lepsze i gorsze. Zastanawiam się, czy gdyby pisarze wielu "pojedynczych" powieści postanowili dopisać ciąg dalszy, to czy kolejne tomy potrafiłyby zaskoczyć nas czymś nowym, czy dla dobra kariery autora byłoby lepiej ograniczyć się do napisania jedynie pierwszej części.

"Numery" jak na razie należą do jednego z moich ulubionych cyklów i mam nadzieję, że tak pozostanie ;)
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Wilga ;)